22 maja 2026

Nawet 4000 zł mandatu od strażnika miejskiego. Nowe uprawnienia w karaniu kierowców

przejazd kolejowy szlaban
Zdjęcie: SM Warszawa

Samorządy od lat chciały wrócić do fotoradarów. Zamiast tego mogą dostać inne narzędzie do karania kierowców – mandaty za niebezpieczne zachowanie na przejazdach kolejowych.

  • Straż miejska ma dostać nowe uprawnienia do karania kierowców na przejazdach kolejowych.
  • Mandat za wjazd na czerwonym świetle lub omijanie zapór wynosi 2000 zł i 15 punktów karnych.
  • Przy recydywie kara rośnie do 4000 zł, a pieniądze z mandatów straży miejskiej trafiają do gminy.

Szykuje się duża zmiana w uprawnieniach straży miejskiej. Dziś kierowcy kojarzą ją głównie z kontrolą parkowania, blokadami na kołach i odholowaniem auta. Teraz pod lupę mają trafić przejazdy kolejowe, czerwone światło i zapory. Stawka jest dużo wyższa niż przy złym postoju.

Mandat od straży miejskiej – ograniczone możliwości wobec kierowców aut

W przypadku kierowców samochodów straż gminna nie dysponuje takimi uprawnieniami jak policja. Może reagować głównie na wybrane naruszenia. Najczęściej chodzi o postój, zatrzymanie, zakaz ruchu w obu kierunkach albo wjazd do strefy czystego transportu. Obecne uprawnienia strażników wobec kierujących obejmują m.in.:

  • niestosowanie się do znaku zakazu ruchu w obu kierunkach
  • naruszenia związane z zatrzymaniem i postojem pojazdów
  • kontrolę wjazdu do strefy czystego transportu
  • sprawdzanie nacisku osi pojazdu
  • żądanie wskazania, komu powierzono pojazd do kierowania
  • legitymowanie uczestników ruchu w ramach swoich kompetencji

Najbardziej dotkliwa kara dla kierowcy zwykle nie wynika z samego mandatu, lecz z odholowania auta. Usunięcie pojazdu za nieprawidłowy postój może kosztować nawet 800 zł. Do tego dochodzi mandat, często 100 zł i 1 punkt karny, oraz koszt dojazdu na parking depozytowy.

Straż miejska ma za to szersze możliwości wobec innych uczestników ruchu. Może kontrolować pieszych, rowerzystów, użytkowników hulajnóg elektrycznych, urządzeń transportu osobistego (UTO) czy motorowerzystów. Już dziś łatwiej więc ukarać pieszego albo rowerzystę za naruszenie przepisów niż kierowcę auta za wiele typowo drogowych przewinień.

Czerwone światło na przejeździe kolejowym ma trafić do straży miejskiej

Projekt rozporządzenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji ma rozszerzyć katalog wykroczeń, za które strażnicy gminni i miejscy mogą wystawiać mandaty. To bardzo konkretna zmiana. Strażnicy zyskają prawo do karania za omijanie opuszczonych zapór lub półzapór, wjazd na przejazd podczas ich opuszczania albo podnoszenia oraz wjazd na tory, gdy nie ma możliwości opuszczenia przejazdu. W praktyce chodzi też o ignorowanie czerwonego światła przed torami.

Takie wykroczenie kosztuje znacznie więcej niż złe parkowanie. Mandat wynosi 2000 zł i 15 punktów karnych. Przy recydywie, czyli ponownym popełnieniu takiego samego wykroczenia w ciągu dwóch lat, kara rośnie do 4000 zł.

Strażnik nie zawsze będzie musiał stać przy torach

Nowe uprawnienia mogą zadziałać inaczej niż klasyczna kontrola przy drodze. Strażnik nie musi stać przy przejeździe, wystarczy nagranie, na którym widać pojazd, tablice rejestracyjne i moment złamania zakazu. Później straż miejska może ustalić właściciela auta i wezwać go do wskazania kierującego. Podobny mechanizm wykorzystuje Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD). Najpierw system rejestruje naruszenie, później organ ustala, kto odpowiada za pojazd.

Właśnie dlatego kamery przy przejazdach kolejowych mogą stać się dla gmin bardzo skutecznym narzędziem. Nie chodzi o klasyczny fotoradar ani odcinkowy pomiar prędkości. Wystarczy kontrola miejsca, w którym kierowcy często ryzykują, bo „szlaban już prawie się podniósł” albo „nic nie jedzie”. Skala problemu nie jest mała. Systemy RedLight używane przez CANARD na przejazdach kolejowych pokazały, jak często ignorowane są sygnały. W 2025 roku zaledwie pięć takich punktów zarejestrowało aż 7,4 tys. wykroczeń.

Mandat od straży miejskiej – dla gmin to może być lepszy interes niż fotoradary

Samorządy od dawna zabiegają o większy udział w automatycznej kontroli kierowców. Fotoradary brzmią atrakcyjnie, ale w praktyce nie zawsze dają wysokie wpływy. Większość złapanych kierowców przekracza prędkość nieznacznie, więc mandaty nie osiągają najwyższych stawek. W ubiegłym roku tylko około 0,5% wszystkich kierowców zarejestrowanych przez CANARD poruszało się o 61 km/h lub więcej za szybko. To właśnie wtedy mandat wynosi 2000–2500 zł. Na przejeździe kolejowym nie ma progów i stopniowania kar jak przy prędkości. Wjazd przy czerwonym świetle albo omijanie zapór oznacza od razu 2000 zł i 15 punktów. Przy recydywie stawka rośnie do 4000 zł.

Dla części gmin może to oznaczać realne wpływy. Mandaty wystawiane przez straż miejską trafiają na rachunek samorządu, a nie do budżetu państwa. Dlatego nowe uprawnienia mogą okazać się bardziej opłacalne niż walka o fotoradary.