Ile pieniędzy warto mieć w kieszeni, by kupić używane auto? Oto 4 ważne informacje z rynku | OTOMOTO Insights maj 2024 r.

Rok 2024 to czas prosperity. Od stycznia systematycznie rośnie liczba rejestracji samochodów – zarówno nowych, jak i używanych. Sprawdziliśmy, ile pieniędzy trzeba przygotować, aby móc przebierać w ofertach. Wiemy też w których województwach sprzedawane są najtańsze samochody.
OTOMOTO Insights przynosi przekrojową wiedzę o kondycji rynku motoryzacyjnego. Patrząc na jego najnowszą edycję wiemy jedno – Polacy przeszli od słów do czynów i rozpoczęli realizację planów o zmianie auta. W maju nad Wisłą zarejestrowano 337 112 samochodów, tj. o 23% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Pełen raport OTOMOTO Insights dostępny jest TUTAJ, a my zapraszamy na przegląd 4 najważniejszych wniosków płynących z tej przekrojowej analizy.
1. 50 tys. zł pozwala przebierać w 50% ogłoszeń
W maju średnia dzienna liczba aktywnych ogłoszeń wynosiła 264 034. Wśród samochodów wystawionych na OTOMOTO dominowały te mieszące się w przedziale cenowym do 50 tys. zł.
Dysponując taką kwotą można myśleć o zakupie dowolnego auta z niemal połowy ofert w serwisie. Aż 49,9% ogłoszeń dotyczyło bowiem pojazdów mieszczących się w tym budżecie.
Przy czym 18,8% z nich miało cenę do 20 tys. zł, a 31,1% trafiało w widełki od 20 do 50 tys. zł. Co zrozumiałe, najmniej popularne były samochody w cenie przekraczającej 200 tys. zł, jednak stanowiły one i tak istotny odsetek ofert (8,3%).
2. Drogo jak na Mazowszu, na Podlasiu nie lepiej
Skoro już jesteśmy przy pieniądzach. Najtańsze auta używane znaleźć można w 2 województwach: warmińsko-mazurskim i świętokrzyskim. W nich mediana cen pojazdów wystawionych na OTOMOTO wyniosła 37 500 zł.
Po drugiej stronie skali uplasowały się województwa mazowieckie i podlaskie. W ich przypadku mediana wyniosła aż o 12 400 zł więcej, osiągając poziom 49 900 zł. Jednak to wciąż budżet zbyt mały, by dysponując taką kwotą móc myśleć o kupnie choćby najtańszego auta nowego.
3. Elektryfikacja? Nie słyszałem
Choć elektryfikacja jest przyszłością motoryzacji, to patrząc na realia rynkowe widać wyraźnie, że jest to przyszłość odległa. W maju w średniej dziennej liczbie aktywnych ogłoszeń, tylko 7% aut wykorzystywało prąd do przemieszczania się. Z tego 2% stanowiły pojazdy czysto elektryczne, a 5% – hybrydowe. A skoro tak, jaki rodzaj zasilania dominuje?
Z 93% rynkowego tortu, który rozdzielono pomiędzy silniki spalinowe, największy kawałek wykroiły dla siebie auta na benzynę. Tych dotyczyło aż 53% ogłoszeń. Silniki wysokoprężne, choć swój szczyt popularności mają już ewidentnie za sobą, i tak napędzały pokaźny, bo aż 40-procentowy odsetek oferowanych pojazdów.
Lecz – co ciekawe – auta tankowane olejem napędowym znikały niewiele wolniej niż te benzynowe. Średni czas trwania ogłoszeń dla Diesla wynosił w maju 44 i 41 dni (odpowiednio klient biznesowy i indywidualny). W przypadku benzyny było to zaś minimalnie krócej – 43 i 41 dni.
Najszybciej z ogłoszeń znikały z kolei auta z LPG (po 40 i 34 dniach), a najdłużej na klienta czekały elektryki (74 i 63 dni). Jednak wyjaśnieniem tego fenomenu jest z pewnością cena – instalacje LPG cieszą się szczególną popularnością wśród kierowców szukających najtańszych aut, a pojazdy zeroemisyjne wciąż są drogie, również z uwagi na relatywnie młody wiek.
4. Para drzwi to za mało
Nikogo nie powinna również zaskoczyć informacja o znikomej popularności, jaką cieszyły się auta dwudrzwiowe. Zarówno samochody z otwartym dachem, jak i te z nadwoziem coupe to nisza w niszy.
W maju najdłużej na klienta czekały te ostatnie. W przypadku modeli coupe średni czas aktywności ogłoszeń wyniósł aż 66 i 53 dni (odpowiednio klient biznesowy i indywidualny).
Kabriolety znikały z rynku niewiele szybciej: po 60 i 53 dniach. Jednak – co ciekawe – to nie SUV-y cieszyły się największym wzięciem. Palma pierwszeństwa przypadła bowiem samochodom segmentu mini (43 i 33 dni średniego czasu aktywności ogłoszeń). Po piętach deptały im stare, dobre kompakty (42 i 35 dni), a tuż za nimi uplasowały się auta miejskie (45 i 36 dni).
Wracając do SUV-ów. Te znikały po 43 i 42 dniach, co oznacza, że musiały uznać wyższość... nawet minivanów. Czyli segmentu, który na rynku pierwotnym został praktycznie w całości skonsumowany właśnie przez modele uterenowione. Z kolei na rynku wtórnym minivany czekały na klienta krócej niż SUV-y: 43 i 38 dni.