Punkty znikają rok po zapłacie mandatu. Co w przypadku braku wpłaty? Termin zaskakuje

Samo odczekanie 12 miesięcy od wykroczenia nie wystarczy, żeby wyczyścić konto kierowcy. W praktyce o terminie usunięcia punktów decyduje sposób rozliczenia grzywny, a brak wpłaty może ten moment mocno odsunąć. Nawet o kilka dodatkowych lat.
- Punkty karne a nieopłacony mandat to temat, który może zaskoczyć nawet doświadczonych kierowców.
- Brak wpłaty może wydłużyć obecność punktów w ewidencji do 4 lat.
- Poseł i Rzecznik Praw Obywatelskich zwracają uwagę na nierówne traktowanie kierowców oraz potrzebę zmiany przepisów.
Od jesieni 2022 r. punkty karne są powiązane z zapłatą mandatu. Miało to zdyscyplinować kierowców, ale przy okazji stworzyło system, w którym administracyjna sankcja potrafi ciążyć dłużej niż sama grzywna. To właśnie ten paradoks dziś budzi największe kontrowersje.
Rok liczy się od zapłaty, nie od samego wykroczenia
Jeśli sprawa kończy się mandatem, punkty karne znikają po roku od dnia zapłaty grzywny. Gdy mandat zostanie opłacony na miejscu, np. kartą płatniczą, licznik rusza od razu. Gdy kierowca zapłaci po kilku dniach, termin usunięcia punktów też się przesuwa. W praktyce nawet legalne czekanie 7 dni do końca terminu na zapłatę wydłuża moment wykreślenia punktów.
Uwaga! Jeśli kierowca pomyli się i wpłaci choćby 1 zł mniej, niż wynosi nałożona grzywna, roczny termin usunięcia punktów nie zacznie biec. Liczy się bowiem pełne uregulowanie należności.
Nieopłacony mandat znika – punkty zostają dłużej
Tu właśnie zaczyna się największy problem. Co prawda brak zapłaty nie sprawia, że punkty zostają w systemie na zawsze, ale może bardzo wydłużyć ich obecność w ewidencji. Gdy grzywna z mandatu nie zostanie zapłacona, jej wykonanie przedawnia się po 3 latach. Formalne umorzenie należności jest traktowane jak odpowiednik zapłaty. To uruchamia roczny termin do usunięcia punktów. W takim wariancie punkty mogą obciążać kierowcę przez 4 lata od momentu ich otrzymania.
To ma realne skutki. Im dłużej punkty zostają aktywne w systemie, tym łatwiej przekroczyć limit. Dlatego z czysto praktycznego punktu widzenia zwlekanie z zapłatą mandatu wcale nie jest sprytną strategią. Może tylko wydłużyć okres, przez który stare wykroczenie będzie ciążyło na koncie kierowcy.
To dłużej niż sam mandat i właśnie to budzi największy sprzeciw
Największe kontrowersje budzi dziś to, że grzywna może się już przedawnić, a punkty karne nadal zostają w ewidencji. Właśnie na ten paradoks zwrócił uwagę poseł Rafał Komarewicz w interpelacji nr 16791. Chce wyjaśnienia, dlaczego konsekwencja administracyjna może trwać dłużej niż sama wykonalność mandatu i czy państwo w ogóle analizuje skalę tego zjawiska. 
W interpelacji pojawia się też kwestia skali problemu, czyli liczby kierowców z punktami za mandaty, których grzywna była już przedawniona, oraz liczby osób, które przez taki mechanizm straciły prawo jazdy. Pada również temat ewentualnej zmiany przepisów i ujednolicenia momentu rozpoczęcia biegu terminu usuwania punktów. Poseł zwraca przy tym uwagę, że dziś kierowcy są traktowani różnie w zależności od sposobu zapłaty grzywny. Kto płaci od razu, szybciej uruchamia roczny termin. Kto płaci później lub na raty, czeka dłużej.
RPO już wcześniej alarmował, że system traktuje kierowców nierówno
Na problem zwracał uwagę także Rzecznik Praw Obywatelskich. RPO podnosił, że kierowcy, którzy korzystają z legalnego rozłożenia mandatu na raty, są w gorszej sytuacji niż ci, którzy płacą od razu. Punkty znikają im bowiem dopiero po roku od zapłaty ostatniej raty. To wszystko, mimo że nie próbują uniknąć odpowiedzialności, lecz po prostu korzystają z przewidzianej prawem ulgi. Rzecznik proponował, by rozważyć bardziej sprawiedliwy punkt startowy dla biegu terminu usuwania punktów.
To pokazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie kierowców, którzy całkiem ignorują mandat. Spór jest szerszy i dotyczy samej konstrukcji przepisów. Każde odwlekanie płatności, każda rata i każda dłuższa procedura działają na niekorzyść kierowcy.