Salonowe wyprzedaże starych roczników. Czy warto szukać okazji?

W salonach samochodowych nie brakuje aut z zerowym przebiegiem, które nie mogą się sprzedać. W ogłoszeniach dealerskich na OTOMOTO bez problemu znajdziemy fabrycznie nowe egzemplarze z 2023 czy 2024 roku. Być może kiedyś nie były to zbyt atrakcyjne oferty. Teraz są wyprzedawane z dużym rabatem. Oto najciekawsze przykłady.
- Nowe auto ze „starym rocznikiem” szybko traci na wartości, więc opłacalność zależy od bardzo dużego rabatu – szczególnie przy krótkim użytkowaniu.
- Kluczowe są cena oraz konfiguracja egzemplarza – nietypowe wersje lub słabo dobrane specyfikacje dodatkowo obniżają wartość przy odsprzedaży.
- Trzeba brać pod uwagę ryzyko techniczne wynikające z postoju (akumulator, opony, elementy gumowe), co powinno być argumentem przy negocjowaniu ceny.
Nowe auto ze starego rocznika tuż po wyjeździe z salonu traci na wartości znacznie więcej niż samochody ze sprzedaży bieżącej. Jeśli ktoś jeździ samochodem krótko – np. 2-3 lata – to musi dostać naprawdę potężny rabat, żeby taki zakup mu się opłacał. Chodzi czasem nawet o sprzedaż za połowę ceny katalogowej.
Jeśli ktoś kupuje samochód na dłużej – ta strata wartości nie będzie aż tak odczuwalna. Po dziesięciu czy dwunastu latach eksploatacji będzie to np. 10 tys. zł. A jeśli auto będzie miało niski przebieg i po drodze nie dozna żadnego wypadku, jako 10-latek może mieć nawet wyższą wartość od rynkowych rywali młodszych o rok lub dwa.
Czy warto kupić „salonowego leżaka”?
Istotne są dwa czynniki. Pierwszy to oczywiście wspomniana powyżej cena i rabat. Wiadomo – trzeba się mocno targować. Sprawa druga, to atrakcyjność konkretnego egzemplarza.
Czasem jakiś samochód nie może się sprzedać, bo jest po prostu wystawiony w salonie, do którego „nikt nie zagląda”. Możliwe, że gdyby był kiedyś wystawiony np. w Warszawie, to sprzedałby się niemal od ręki. Wtedy warto po niego pojechać. Ale zdarza się też tak, że oferowana wersja jest wyjątkowo dziwnie skonfigurowana – przez jakiegoś szalonego indywidualistę, który kiedyś zamówił taki samochód, a później go nie odebrał. Nietypowy kolor, nietypowy silnik, bardzo drogie wyposażenie. Albo wręcz przeciwnie – to wysokiej klasy samochód z wyposażeniem podstawowym i najsłabszym silnikiem. W takich przypadkach oprócz wysokiej utraty wartości związanej z rocznikiem dochodzi jeszcze drugi czynnik obniżający wartość rezydualną – nietypowość danego egzemplarza.
Czy należy obawiać się degradacji technicznej?
Zakup nowego samochodu ze starego rocznika wiąże się z dodatkowym ryzykiem wynikającym z „leżakowania”. Nie można mieć całkowitej pewności, że dany samochód stał cały czas w salonie. Możliwe, że np. przez rok stał na wolnym powietrzu, gdzieś na zapleczu. Nie można wykluczyć, że nikt nie dbał o okresowe doładowywanie akumulatora. Jest bardzo prawdopodobne, że nikt nie przetaczał auta w trosce o ogumienie. Z tym wszystkim trzeba się liczyć.
Jeszcze większą uwagę należy przykładać do tak wyprzedawanych aut elektrycznych. Z jednej strony – możliwa jest jakaś degradacja akumulatora trakcyjnego. Ale nie tylko. Ze względu na zachodzące w akumulatorach procesy chemiczne po kilku latach przechowywania może dojść do uszkodzenia poszczególnych ogniw. Z biegiem lat parcieją także elementy gumowe.
A zatem – tak, należy liczyć się z możliwością degradacji technicznej. I należy uwzględnić to ryzyko przy negocjacji ceny. A teraz zerknijmy na oferty z ogłoszeń.
Ford Focus (2024)
Focus przez wiele lat był hitem. Obecnie znika z oferty. Wyprzedaż to ostatnia szansa na zakup tego modelu.
W 2024 roku Ford niesamowicie szybko sprzedał dużą partię Focusów w cenach poniżej 100 tys. zł. Potem znacząco podniósł ceny. Jak się okazało – był to chyba błąd, bo teraz te auta dostępne są na wyprzedażach za 90-100 tys. zł. I możliwe, że zostaną przecenione jeszcze bardziej.
Auta wystawione w ogłoszeniach są wyposażone w silniki 1.0 EcoBost. Należy jednak zaznaczyć, że są to jednostki po modyfikacji. Mokry pasek rozrządu został zastąpiony łańcuchem. Niestety mają nadal tylko 3 cylindry, co nie każdemu się musi podobać. Z drugiej strony – przy delikatnej jeździe są przynajmniej ekonomiczne. A sam Focus nieźle się prezentuje i zapewnia tradycyjną dla Forda przyjemność z jazdy. I mały bonus – nie wszyscy wiedzą, że ten model ma dość starannie ocynkowane nadwozie.
MG3 (2024)
Małe MG za mniej niż 70 tysięcy. To najlepszy dowód na to, że atrakcyjnie skalkulowane i całkiem przyzwoite samochody chińskie też nie muszą się sprzedawać od ręki.
To miał być hit. Obok rewelacyjnie sprzedającego się SUV-a HS, i jako tako sprzedających się mniejszych modeli ZS, MG wprowadził do sprzedaży małego i (chyba można tak powiedzieć) taniego MG3. Są dwie wersje – bardzo mocna hybryda za niespełna 100 tys. zł i zwykła odmiana benzynowa za ok. 70 tys. zł. Popyt na tę najtańszą odmianę okazał się mniejszy niż zakładano.
Czy teraz, na wyprzedaży jest to atrakcyjna propozycja? Na pierwszy rzut oka – tak. Pięciodrzwiowy, dość dobrze wykonany hatchback z ocynkowanym nadwoziem, w atrakcyjnych wersjach kolorystycznych nie tylko może się podobać, ale jest bardzo praktyczny.
Dlaczego się nie sprzedaje? Prawdopodobnie chodzi o to, że jego silnik ma bezpośredni wtrysk benzyny, a importer nie oferuje instalacji LPG bez utraty gwarancji. Największym konkurentem jest Dacia Sandero, którą można kupić w podobnej cenie z „fabrycznym gazem”. A teraz w salonach pojawi się jeszcze jeden rywal. VW Taigo Pure za ok. 80 tys. zł. Więc jeśli ktoś chce kupić takie małe MG3, powinien się albo bardzo mocno targować, albo jeszcze poczekać. Nie można wykluczyć, że te ceny jeszcze odrobinę spadną.
MG HS (2024)
To jest hit i sprzedaje się doskonale. Ale jak się okazało, wzięciem cieszyły się głównie wersje z automatem. A kiedy na rynek weszła hybryda, cała reszta odmian przestała wzbudzać zainteresowanie. Bazowe odmiany z manualem zalegają w salonach.
Z prawie 108 tysięcy złotych (na promocji) spadły na niewiele ponad 94 tysiące i nadal czekają na nabywców. To bardzo kontrowersyjna oferta. Z jednej strony – skoro nikt nie chce kupować tego auta, to po co się nim interesować. Z drugiej – niewiele ponad 94 tysiące za komfortowego SUV-a z bezproblemowym układem napędowym to brzmi wciąż jak okazja.
Ten samochód ma ocynkowane nadwozie (w większości elementów). Brak skomplikowanego napędu hybrydowego lub dwusprzęgłowego automatu zmniejsza ryzyko awarii i ewentualnych kosztów serwisowych. Wiele firm (niestety kosztem utraty gwarancji na silnik) montuje do niego instalacje LPG. Więc jeśli ktoś szuka takiego samochodu i ma w planie dłuższą eksploatację – np. 10 lat, powinien przynajmniej odwiedzić salon i przymierzyć się do tego auta.
Warto zaznaczyć, że ze względu na dość sporą popularność HS-a na naszym rynku w niedalekiej przyszłości będzie to jeden z najlepiej zaopatrzonych w części „Chińczyków” w Polsce.
Peugeot 2008 1.2 PureTech (2024)
Małe crossovery generalnie sprzedają się dobrze. Ale jeśli pod maską pracuje silnik 1.2 PureTech, to wówczas entuzjazm klientów spada. Model 2008 jest tutaj idealnym przykładem. Co ciekawe, na wyprzedaży trafiają się nawet zwykłe 208 – także z roczników 2024 i 2023.
Dealerzy wciąż mają nadzieję, na uzyskanie dobrej ceny za te auta i są one wystawiane w cenach od 90 do 100 tys. zł. Fakt – są to bardzo dobrze wyposażone samochody. Jednak 100 tys. zł w dzisiejszych czasach to spora kwota, zwłaszcza na tle chińskich SUV-ów.
Czy trzeba się obawiać wyprzedażowego Peugeota z silnikiem 1.2 PureTech? I tak, i nie. Bo to, że ta jednostka jest nieudana, nie ulega już wątpliwości. Z drugiej strony producent pod koniec produkcji nieco ją poprawił i zapewnił wsparcie klientom, w postaci specjalnych warunków gwarancji. A wymiana pechowego paska rozrządu – nawet po jej zakończeniu jest relatywnie tania także w stacjach ASO.
Renault Clio 1.0 TCe (2024)
Obecność tego samochodu w naszym zestawieniu dowodzi, że jeśli do jakiegoś modelu dostępny jest fabryczny gaz, to zakup takiej wersji bez LPG nie ma sensu.
Zwracamy uwagę na Clio, ale podlinkowaliśmy wszystkie modele Renault na wyprzedaży z 2024 roku. Nie ma ich zbyt wiele, więc może ktoś znajdzie w tych ofertach coś ciekawego.
Wróćmy jednak do Clio. W salonach na wyprzedaży możemy spotkać wersje 1.0 TCe. To dokładnie ten sam silnik, który jest dostępny z fabryczną instalacją LPG. Całkiem możliwe, że niesprzedane egzemplarze to auta nieodebrane przez osoby, które mają jakąś awersję do gazu. Rynek pokazuje, że jest to błąd. Bo jeśli instalacja jest oferowana fabrycznie i nie kosztuje majątku, to trzeba ją brać. Nie trzeba przecież z niej korzystać. Ale przy późniejszej odsprzedaży instalacja może być największym atutem.
A jeśli chodzi o inne modele, to polecamy uwadze Australa. To auto po prostu nie cieszy się jakimś szalonym wzięciem, ale jest ocynkowane, wygodne i dobrze wyposażone. Jego zwykły benzynowy silnik 1.3 ma 4 cylindry i jeśli ktoś o niego zadba – powinien długo posłużyć. Spalanie zależy od sposobu jazdy. Auto może być dość ekonomiczne, ale może też palić jak smok. I jeśli będzie jakiś wybór – lepiej sięgnąć po wersję z automatem. Manualne przekładnie przy tej klasie samochodu nie są mile widziane.
Ford Mustang Mach-E (2023)
Omawiając leżaki wyprzedażowe nie sposób pominąć modele elektryczne. Zaczynamy od jednej z najbardziej fascynujących propozycji w tej grupie: Ford Mustang Mach-E. To miał być hit. Niestety – sprzedawał się zdecydowanie poniżej oczekiwań Forda. Do dziś w salonach zalegają auta z poprzednich roczników. Ceny – 170-200 tys. zł.
Jeszcze nie tak dawno praktycznie w każdym salonie Forda stał jakiś elektryczny Mustang ze starego rocznika. Teraz liczba ofert jest znacznie mniejsza, ale nie wiadomo, czy te samochody zostały w końcu sprzedane, czy też dealerzy przestali aktualizować ogłoszenia.
Najstarsze egzemplarze to auta z 2023 roku. W opinii użytkowników – jeśli Mach-E to koniecznie z większym akumulatorem trakcyjnym i najlepiej z napędem na cztery koła. To nie jest samochód przesadnie ekonomiczny. Jego główne zalety to wygląd i osiągi. A jeśli ktoś chce z tych osiągów korzystać, to koniecznie trzeba mieć na pokładzie akumulator 98,8 kWh. Bo ten słabszy – 75,7 kWh – drastycznie ogranicza zasięg.
Jest jeszcze kwestia napędu. Nawet słabsza wersja ma takie przyspieszenie, że w wersji RWD systemy kontroli trakcji z trudem mogą ją opanować.
Więc – jeśli ktoś się decyduje na wyprzedażowy egzemplarz, to najlepsze będą te najbogatsze i najmocniejsze wersje. Możliwe, że kiedyś nawet da się je jakoś odsprzedać.
Ford Explorer (2024)
Explorer to znacznie tańszy i bardziej popularny samochód elektryczny. Ale w chwili premiery był i tak dosyć drogi. Teraz egzemplarze wyprzedażowe wystawiane są w cenach poniżej 140 tysięcy złotych. To konstrukcyjny krewniak Volkswagena ID4.
Bazowe odmiany mają napęd na tylne koła. Droższe – na wszystkie cztery. Co ciekawe – w ogłoszeniach pojawiają się wyłącznie wersje z mocniejszym akumulatorem trakcyjnym. Oznacza to, że te tańsze udało się sprzedać.
Cała ta konstrukcja budzi kontrowersje. Wynikają one z faktu, że baza, czyli VW ID4 oraz spokrewniony z nim, nieco mniejszy ID3 miały dość dużo chorób wieku dziecięcego. Użytkownicy narzekali na mały zasięg, awarie elektryki pokładowej, problemy ze sterowaniem samochodem za pomocą przycisków haptycznych. Wiele z tych problemów zostało już rozwiązanych. Pozostał jednak ten największy, czyli konstrukcja akumulatorów trakcyjnych. Są wykonane w technice NMC. Teoretycznie to plus, bo właśnie akumulatory NMC są stosowane w droższych, mocniejszych elektrykach. Zapewniają większą gęstość energii, lepiej znoszą niskie temperatury i lepiej oddają prąd, kiedy potrzebna jest pełna moc – np. podczas przyspieszania.
Z drugiej strony – w codziennym użytkowaniu z umiarkowanymi prędkościami lepsze są akumulatory LFP. Nie trzeba ich systematycznie doładowywać do 100%, znoszą więcej cykli ładowania i mają znacznie mniejsze ryzyko zapłonu. Wady – zimą drastycznie spada ich zasięg, ponieważ muszą się same podgrzewać, bo mróz im szkodzi.
Generalnie z akumulatorami NMC w Explorerze da się żyć (właśnie takie montowane są przecież w mocniejszych Teslach czy w Mustangach Mach-E), ale trzeba pamiętać, że najnowsze Explorery będą już miały akumulatory LFP, a to może spowodować dodatkową utratę wartości tych wyprzedażowych odmian.
MG4
Kiedyś była to jedna z najciekawszych elektrycznych propozycji na naszym rynku. Chodzi oczywiście o relację ceny do gabarytów nadwozia i do osiągów. Teraz ma mocnego, także chińskiego rywala – Leapmotora B10. I chyba to on odpowiada za to, że MG4 jest dostępny na wyprzedaży.
Przed podjęciem decyzji o zakupie należy dokładnie zweryfikować ofertę rynkową, ponieważ w salonach MG dostępne są nowe MG4 w cenie ok. 90 tys. zł. Więc zakup takiej odmiany z 2024 roku za prawie 100 może być dużym błędem. Oczywiście różnią się moc i wyposażenie, ale warto najpierw porównać oferty.
Z technicznego punktu widzenia, jest to na pewno ciekawy samochód. Gabarytami konkuruje z VW ID3, jednak jest od niego o 20-30 tys. zł tańszy (nawiasem mówiąc – ID3 zniknął już z katalogów) i w bazowej odmianie ma nieco większą pojemność akumulatora trakcyjnego. I jeszcze jedno – MG4 ma akumulator LFP, a ID3 – NMC, więc to może być dla kogoś atutem, jeśli preferuje częste ładowanie. Lub wadą – jeśli jeździ głównie na dalszych trasach.
I przypominamy – jeśli ktoś szuka taniego, ale pakownego elektryka, to wciąż jeszcze są dostępne nowe Leapmotory B10 z 2025 roku, więc na podobnie wycenionego MG4 z 2024 roku nie należy się przesadnie nastawiać.