Kiedyś samochody potrafiły rdzewieć po pierwszym deszczu, dziś trzymają się latami? Nic z tego, bo ani dawniej nie było aż tak źle, a dziś na pewno nie jest jeszcze tak dobrze. Na pewno część producentów poprawiła się w tym temacie i dziś ich auta ulegają degradacji znacznie wolniej, co nie oznacza, że nie rdzewieją wcale. Część marek nadal ma poważne kłopoty z korozją, jeśli więc kupujesz auto, które zamierzasz użytkować przez dłuższy czas, to pomyśl o dodatkowej konserwacji. Koszty – w porównaniu do późniejszych drogich napraw – na pewno się zwrócą.
Kiepskie blachy, cienki lakier i oszczędnie nałożoną konserwację wiele osób kojarzy przede wszystkim z japońską motoryzacją, tymczasem problem korozji w mniejszym lub większym stopniu dotyczy większości producentów. Nawet tych ogólnie zaliczanych do szeroko pojętego segmentu premium. I choć współczesne samochody rdzewieją zazwyczaj wolniej niż te sprzed kilkunastu lat, to problem z pewnością warto mieć na uwadze. Zwłaszcza, gdy chodzi o auto, które mamy zamiar użytkować przez dłuższy czas. Na dodatek w warunkach polskiej (słonej) zimy.

Jeśli chodzi o dodatkową konserwację, to zazwyczaj wykonuje się zabezpieczenie podwozia. I – ewentualnie – profili zamkniętych, czyli np. progów. Proces konserwacji różni się w zależności od tego, czy mamy do czynienia z autem, które dopiero co wyjechało z salonu, a takim, które już przez jakiś czas po drogach jeździło. W pierwszym wypadku fachowiec musi dokładnie umyć i przygotować zabezpieczane elementy, w drugim – nierzadko dochodzi nam też do tego usunięcie (powierzchniowej) rdzy, która już zdążyła się w newralgicznych miejscach pojawić. Nakładanie warstwy konserwującej na korodujące miejsca jest natomiast pozbawione sensu, bo rdza w takim miejscu błyskawicznie pokaże się ponownie. No, chyba że chodzi o preparaty bezpośrednio wchodzące w reakcję z rdzą, ale znów – to jest głównie metoda usuwania korozji, a nie zapobiegania.
Ustalić należy też zakres konserwacji – czy obejmie on wyłącznie podwozie (płytę), czy dodatkowo również wspomniane profile zamknięte oraz np. elementy zawieszenia. W zależności od typu auta, stanu podwozia/zawieszenia, rodzaju zastosowanych środków konserwujących i zakresu usługi, koszt takiej operacji zazwyczaj zamyka się w przedziale od ok. 700-1000 do nawet 3000-4000 zł.
https://otomoto.pl/otomotolease/oferta/bmw/x4/suv-leasing-wynajem-dlugoterminowy
Czy warto? Zdecydowanie. Choć zimy są już u nas łagodniejsze, a co za tym idzie – na drogi trafia nieco mniej soli niż kiedyś – to jednak trafia ona na drogi nadal. I błyskawicznie penetruje zakamarki podwozia i wydatnie przyspiesza pojawianie się rdzy. Ale uwaga: w błędzie jest ten, kto myśli, że wykonanie zabezpieczenia zwalnia z jakichkolwiek obowiązków pielęgnacyjnych i z definicji oznacza brak kłopotów z rdzą. Otóż nie: nadwozie i podwozie należy regularnie myć usuwać z niego tzw. trudne zabrudzenia. Warto też robić zaprawki w miejscach, gdzie dojdzie do uszkodzenia lakieru i – co gorsza – na wierzch wyjdzie tzw. goła blacha.
Ale ja mam auto z ocynkowanym nadwoziem, mi nic nie grozi – zauważy ktoś czujnie. Cóż, tzw. ocynk na pewno pomaga i spowalnia procesy korozyjne, ale też nie gwarantuje spokoju na 100 proc. Tak samo jest w przypadku elementów wykonanych z aluminium – nawet jeśli nie zaczną „gnić”, to jednak po czasie (często nawet stosunkowo niedługim) potrafią zacząć się utleniać. Czyli pojawiają się charakterystyczne pęcherzyki, które do złudzenia przypominają… korodującą stal.

https://otomoto.pl/otomotolease/oferta/mercedes-benz/gle/suv-leasing-wynajem-dlugoterminowy
A czy warto interesować się używanym samochodem, który został opisany „do poprawek blacharsko-lakierniczych”? Cóż, jak to często bywa – to zależy. Na pewno musisz mieć na uwadze fakt, iż taka adnotacja zazwyczaj pojawia się przy samochodach skorodowanych na tyle mocno, że tego ukryć się po prostu nie da. I że każdy, nawet laik, od razu zauważy, że coś jest nie tak. W tak wypadku wiele zależy od tego, czy chodzi np. o dziury w podłodze i przeżarte podłużnice, czy jest coś nieco mniej groźnego, czyli np. korozja samych końcówek progów lub elementów wymiennych (np. przednie błotniki, maska, drzwi, pokrywa silnika, klapa bagażnika etc.). W pierwszym wypadku naprawa jest często nieopłacalna (szczególnie, gdy dotyczy leciwego auta), w drugim – można pokusić się o zakup. O ile cena jest naprawdę dobra, a wnikliwa kontrola auta na podnośniku nie wykazała żadnych innych, mocno dyskwalifikujących wad.

Zdecydowanie polecamy ten sposób dodatkowego zabezpieczenia samochodu, zwłaszcza gdy mamy samochód z grupy podwyższonego ryzyka, ale prawda jest też taka, że nawet dobrze ocynkowane auto lepiej jest dodatkowo zabezpieczyć. Sprawi to, że nie będziemy musieli w przyszłości wykonywać drogich napraw, zwiększy się też wartość auta przy odsprzedaży.
Fot.
Freepik, producenci, @wirestock na Freepik