6 czerwca 2026

Pułapka na odcinkowym pomiarze prędkości zostaje. Nowego znaku nie będzie

d-51a palnowany znak OPP

Są kraje, gdzie kierowca otrzymuje informację nie tylko o działaniu sprzętu pomiarowego, ale także o dopuszczalnym limicie prędkości. W Polsce też istniał taki pomysł – powstał nawet konkretny wzór znaku, ale ostatecznie rozwiązanie trafiło do kosza. Teraz Ministerstwo Infrastruktury oficjalnie potwierdza, że kierowcy nie skorzystają z takiego ułatwienia.

  • Odcinkowy pomiar prędkości bez znaku z limitem oznacza, że kierowca musi pamiętać wcześniejsze ograniczenia.
  • Ministerstwo Infrastruktury nie planuje dodania miniatury znaku B-33 do tablicy D-51a.
  • Przed OPP trzeba uważnie śledzić znaki, bo standardowy limit dla danej drogi nie zawsze obowiązuje.

W gąszczu znaków łatwo się pogubić. Dlatego wielu kierowców na odcinkowym pomiarze prędkości jedzie wolniej, niż pozwalają przepisy. Inni robią odwrotnie – jadą „na pamięć” i wpadają, bo nie zauważyli wcześniejszego ograniczenia. Rozwiązanie wydawało się proste. Na tablicy informującej o początku OPP miała pojawić się miniatura znaku z limitem prędkości. Resort uznał jednak, że to mogłoby wprowadzić jeszcze większy chaos.

Kierowca widzi kamery, ale nie zawsze wie, ile może jechać

Problem polega na tym, że znak D-51a informuje o automatycznej kontroli średniej prędkości, ale nie przypomina o obowiązującym ograniczeniu. Kierowca powinien znać przepisy i pamiętać wcześniejsze znaki. W praktyce bywa różnie. Na trasie pojawiają się remonty, zwężenia, zjazdy, ograniczenia dla ciężarówek albo odcinki z limitem innym niż standardowy.

Dobry przykład to A4 w rejonie Wrocławia. Wielu kierowców traktuje autostradę jak drogę z limitem 140 km/h, a na kontrolowanych odcinkach obowiązuje 110 km/h dla aut osobowych i 80 km/h dla ciężarówek. Wystarczy jechać „na pamięć”, żeby podróż przez OPP szybko zamieniła się w mandat.

Efekt działa w dwie strony. Część kierowców jedzie za szybko, bo zakłada wyższy limit. Inni zwalniają na zapas, czasem dużo poniżej dopuszczalnej prędkości. Na drogach szybkiego ruchu kończy się to nerwową jazdą, zatorami i gwałtownym hamowaniem przed początkiem pomiaru.

Znak z limitem był w planach. Sprawa wróciła po latach

Ten pomysł nie pojawił się przypadkiem. W 2019 r. Ministerstwo Infrastruktury pracowało nad nowym oznakowaniem odcinkowego pomiaru prędkości. Powstał znak D-51a „automatyczna kontrola średniej prędkości” oraz D-51b informujący o końcu kontroli.

W pierwotnym wariancie znak D-51a miał zawierać miniaturę znaku B-33, czyli ograniczenia prędkości. Kierowca dostawałby więc dwie informacje naraz – zaczyna się OPP i na tym odcinku obowiązuje konkretny limit. Ostatecznie z tego elementu zrezygnowano. Do przepisów trafił znak bez wskazania dopuszczalnej prędkości.

Temat wrócił w 2026 r. za sprawą interpelacji poselskiej. Poseł Tomasz Głogowski zapytał Ministerstwo Infrastruktury, czy przy znakach OPP nie powinno pojawić się dodatkowe oznaczenie z obowiązującym limitem.

Argumenty były praktyczne. Taki znak mógłby zwiększyć czytelność oznakowania, ograniczyć przypadkowe mandaty i pomóc kierowcom, którzy zwalniają przesadnie z obawy przed pomiarem. Chodziłoby więc nie tylko o mniej kar, ale też o płynniejszy ruch na odcinkach objętych kontrolą.

Ministerstwo mówi „nie”. Kierowca ma znać limit

Odpowiedź resortu nie zostawia kierowcom dużych nadziei. Ministerstwo przypomina, że drogi objęte odcinkowym pomiarem nie mają specjalnych zasad prędkości. Obowiązują tam zwykłe limity wynikające z ustawy albo wcześniejszych znaków B-33. Znak OPP tylko informuje o kontroli średniej prędkości. Nie ma zastępować oznakowania ograniczeń ani przypominać każdej wartości na początku pomiaru.

Resort wskazuje też na bezpieczeństwo. Według danych z policyjnego raportu za 2025 r. niedostosowanie prędkości do warunków ruchu było drugą najpoważniejszą przyczyną wypadków ogółem i pierwszą przyczyną wypadków śmiertelnych. Z tego powodu – zdaniem ministerstwa – ograniczenia trzeba respektować zawsze, a nie tylko tam, gdzie stoi sprzęt pomiarowy.

Miniatura limitu mogłaby zrobić bałagan na znaku

Najważniejszy argument techniczny dotyczy czytelności. Na tym samym odcinku różne pojazdy mogą mieć różne dopuszczalne prędkości. Inny limit może dotyczyć samochodów osobowych, ciężarówek, autobusów, pojazdów z przyczepą czy zestawów z przyczepą kempingową.

Gdyby na znaku D-51a umieścić miniaturę B-33, w wielu miejscach trzeba byłoby pokazać kilka różnych ograniczeń dla różnych grup pojazdów. Do tego mogłyby dojść dodatkowe tabliczki. Ministerstwo uznało, że taki znak stałby się nieczytelny.

Resort powołuje się też na prace ekspertów. Zespół przygotowujący założenia do nowych przepisów o znakach i sygnałach drogowych zarekomendował pozostawienie obecnego wzoru D-51a, czyli bez miniatury ograniczenia prędkości.

Nowych tablic raczej nie będzie. Trzeba patrzeć wcześniej

Ministerstwo pracuje nad nowym aktem dotyczącym znaków i sygnałów drogowych, ale obecny kierunek jest jasny. Znak przed odcinkowym pomiarem prędkości ma pozostać bez informacji o limicie. Projekt nowych przepisów trafi jeszcze do konsultacji, więc formalnie temat może wrócić, ale kierowcy nie powinni liczyć na szybkie ułatwienie.

W praktyce przed OPP trzeba uważnie śledzić wcześniejsze znaki i nie zakładać standardowego limitu dla danej drogi. Na autostradzie nie zawsze będzie to 140 km/h, na ekspresówce 120 km/h, a przy remontach lub zwężeniach ograniczenie może być jeszcze niższe.