Kierowcy płacą więcej na stacjach, a Orlen zarabia. Rząd chce zabrać 75% nadzwyczajnych zysków

Tankowanie mocno uderza w portfele, a państwo traci wpływy przez pakiet CPN. Teraz rząd chce, by część rachunku zapłaciły największe firmy paliwowe.
- Podatek od nadzwyczajnych zysków ma objąć koncerny paliwowe.
- Danina będzie dotyczyć szczególnie Orlenu.
- Państwo chce zabrać 75% nadwyżki.
To nie będzie opłata od zwykłej sprzedaży paliwa na stacji. Rząd celuje w firmy, które produkują paliwa, sprowadzają je do Polski albo kupują w innych krajach UE. Mechanizm ma działać tylko za 2026 r. i obejmie nadwyżkę ponad standardową marżę. Z tej ekstra części państwo chce zabrać aż 75%. Pieniądze mają zrekompensować budżetowi koszty pakietu CPN. W praktyce największe znaczenie nowe przepisy mogą mieć dla Orlenu, bo to główny gracz na polskim rynku paliw.
Ulgi miały pomagać kierowcom, ale kosztują budżet
Po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie ceny ropy gwałtownie wzrosły, a kierowcy szybko zobaczyli podwyżki na stacjach. Państwo odpowiedziało pakietem osłonowym CPN. Obejął on m.in. obniżkę VAT na benzynę i olej napędowy do 8%, redukcję akcyzy do ustawowego minimum oraz maksymalne ceny detaliczne paliw.
Takie rozwiązania łagodzą uderzenie w portfele właścicieli aut, ale jednocześnie zmniejszają wpływy do budżetu. Państwo pobiera mniej z podatków, choć nadal musi finansować działania osłonowe. Dla właścicieli pojazdów oznacza to korzyść – przy kasie płaci niższą cenę. Nie zmienia to jednak faktu, że szczególnie diesel nadal kosztuje więcej niż kilka miesięcy wcześniej. W firmach efekt jest jeszcze mniej widoczny. Przedsiębiorcy co do zasady rozliczają VAT, więc obniżka stawki nie daje im takiej ulgi jak klientom indywidualnym.
Stacje też narzekają. Zysk jest wyżej w łańcuchu
Droga benzyna na pylonie nie oznacza, że stacja zarabia więcej. Końcowy sprzedawca może doliczyć maksymalnie 30 gr marży do codziennie ustalanej ceny detalicznej paliwa. Przy autostradach i drogach szybkiego ruchu, gdzie koszty prowadzenia punktu są wyższe, taka marża daje bardzo małe pole manewru.
Choć rafineria Orlen obniżyła marże, ale to nie oznacz, że na tym traci. Gdy cena wyjściowa paliwa mocno rośnie, nawet niższy procent może dać większy zysk liczony w złotych. Największy gracz korzysta ze skali i pozycji na rynku.
Podatek od nadzwyczajnych zysków – państwo chce zabrać 75% dochodu
Nowy podatek nie obejmie całego zysku firm paliwowych, lecz tylko nadwyżkę ponad normalny poziom rentowności. Przepisy mają dotyczyć przedsiębiorców, którzy od 1 marca do 31 grudnia 2026 r. wytwarzają paliwa ciekłe, importują je albo kupują w ramach wewnątrzwspólnotowego nabycia. W praktyce chodzi więc o największych graczy, a nie o zwykłe stacje sprzedające paliwo kierowcom.
Punktem odniesienia będzie średnia marża ze sprzedaży paliw z 2025 r., powiększona o 20%. Dopiero wynik ponad ten próg stworzy podstawę podatku. Od tej nadwyżki państwo chce pobrać 75%. Firma zachowa więc jedną czwartą ekstra zysku, a reszta trafi do budżetu. Przedsiębiorcy sami policzą daninę, wpłacą miesięczne zaliczki, a po zakończeniu roku złożą specjalną deklarację.
Kierowcy nie zobaczą od razu tańszego paliwa
Nowa danina nie obniży automatycznie cen na stacjach. Kierowca nie zobaczy przy dystrybutorze osobnej ulgi, a litr benzyny czy diesla nie stanieje tylko dlatego, że państwo opodatkuje nadwyżki w sektorze paliwowym.
Cel jest inny. Rząd chce odzyskać część pieniędzy, które budżet traci przez pakiet osłonowy, i przenieść część kosztów kryzysu na producentów, importerów oraz dystrybutorów hurtowych paliw. W praktyce największe znaczenie podatek może mieć dla Orlenu, choć projekt nie wskazuje jednej spółki z nazwy.