11 maja 2026

Ustawa fotoradarowa w wakacje trafi do rządu. Koniec z unikaniem mandatów?

fotoradar w m. Grabina (woj. mazowieckie) na DK60
Zdjęcie: CANARD

System automatycznej kontroli kierowców rośnie, ale samo zdjęcie z fotoradaru nie zawsze kończy się karą. Część spraw przedawnia się przez grę na czas i problemy ze wskazaniem sprawcy. Resort infrastruktury chce to zmienić. W lipcu okaże się, czy system zostanie uszczelniony.

  • Nowa ustawa fotoradarowa ma utrudnić przeciąganie spraw i unikanie mandatów.
  • Projekt przewiduje m.in. wykaz pojazdów, kaucje i surowsze zasady wskazywania kierującego.
  • Zmiany nie wejdą od razu – projekt musi przejść przez rząd, Sejm, Senat i prezydenta.

Głośna sprawa Łukasza Mejzy dobrze pokazuje, gdzie obecny system się zacina. Polityk zrzekł się immunitetu, ale według ustaleń RMF FM nadal nie poniósł odpowiedzialności za część wykroczeń zarejestrowanych przez fotoradary. Powód jest prosty: ma nie odbierać korespondencji od GITD. W efekcie zdjęcia są, sprawy są, ale kara może utknąć w procedurze. Po doliczeniu kolejnych naruszeń konto polityka mogłoby wzrosnąć do ponad 200 punktów karnych.

Dlaczego mandatu z fotoradaru da się dziś uniknąć?

Problem nie dotyczy tylko wskazanego parlamentarzysty. Założenia tzw. ustawy fotoradarowej pokazują, że Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) mierzy się z luką na masową skalę. W 2023 r. urządzenia Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD) wykryły ponad 985 tys. naruszeń, ale w około 440 tys. spraw kierowcy uniknęli odpowiedzialności. Ponad 330 tys. przypadków uległo przedawnieniu, a ponad 108 tys. zakończyło się nieskutecznie, bo dotyczyło pojazdów zarejestrowanych za granicą.

Obecny system opiera się głównie na korespondencji. Fotoradar robi zdjęcie, CANARD ustala właściciela auta i wysyła wezwanie. Dalej sprawa zależy od tego, czy adresat odbierze pismo i jak na nie odpowie. Tu pojawia się sporo furtek. Właściciel może wskazać kolejną osobę, ta następną, a postępowanie się wydłuża. Może też podać cudzoziemca albo kilka osób bez danych adresowych. CANARD nie ma dziś prostego narzędzia, które zawsze pozwala ukarać osobę ignorującą wezwania. Do tego dochodzą spory o uprawnienia GITD w sprawach o niewskazanie kierującego. Resort chce zmian w prawie.

Co ma zmienić nowa ustawa fotoradarowa?

Projekt zakłada, że wskazanie kierowcy będzie skuteczne dopiero wtedy, gdy właściciel poda konkretne dane osoby, która prowadziła pojazd. Chodzi m.in. o imię, nazwisko i adres. To jednak nie wszystko. Wskazana osoba ma potwierdzić, że kierowała autem w chwili naruszenia, a następnie przyjąć mandat albo odmówić jego przyjęcia.

To uderza w jeden z najczęstszych sposobów przeciągania spraw. Samo podanie nazwiska nie ma już wystarczyć. Jeśli właściciel wskaże kogoś tylko formalnie, bez potwierdzenia ze strony tej osoby, sprawa nie powinna utknąć tak łatwo jak dziś.

Projekt przewiduje też wyraźne przyznanie Inspekcji Transportu Drogowego uprawnień oskarżyciela publicznego w sprawach o niewskazanie kierującego. To ważne, bo właśnie brak jednoznaczności pozwalał części sądów kwestionować działania GITD.

Pojawi się wykaz aut i kaucja za zagraniczne pojazdy

Najmocniejszy element projektu dotyczy pojazdów, przy których nie udało się skutecznie zakończyć sprawy. Ma powstać wykaz aut, którymi popełniono naruszenia ujawnione przez urządzenia rejestrujące, ale czynności nie doprowadziły do ukarania sprawcy. Trafią tam także pojazdy zarejestrowane za granicą. Konsekwencje mają być konkretne. Przy pojeździe zarejestrowanym w Polsce możliwe będzie zatrzymanie dowodu rejestracyjnego. Przy aucie spoza Polski służby będą mogły usunąć pojazd na parking na koszt właściciela. Alternatywą ma być wpłata kaucji odpowiadającej wysokości grzywny.

Resort chce w ten sposób ograniczyć sytuacje, w których zagraniczny kierowca po prostu opuszcza Polskę, a sprawa staje się praktycznie nieściągalna. Według założeń co roku automatyczny nadzór rejestruje około 100 tys. wykroczeń popełnianych pojazdami spoza UE.

Szybka zapłata ma dać niższy mandat

Projekt nie opiera się wyłącznie na karach. Zakłada też mechanizm zachęcający do szybkiego zakończenia sprawy. Jeśli wykroczenie zarejestruje fotoradar, a kierowca przez eBOK ujawni swoje dane, przyjmie mandat i zapłaci grzywnę w ciągu 14 dni od odbioru korespondencji, kara ma być niższa o 25%.

To ma odciążyć CANARD i sądy. Kierowca, który nie kwestionuje wykroczenia, dostanie prostą ścieżkę zamknięcia sprawy. Państwo szybciej uzyska pieniądze, a system nie będzie tracił czasu na korespondencję, ponaglenia i postępowania, które często kończą się przedawnieniem. Projekt przewiduje także kary porządkowe za brak odpowiedzi na urzędową korespondencję albo uporczywe jej nieodbieranie. Ten punkt bezpośrednio odpowiada na problem gry na czas.

Nowa ustawa fotoradarowa – to nie stanie się od razu

Zapowiedź zmian nie oznacza, że nowe zasady zaczną działać za chwilę. Wypowiedź z Sejmu wskazuje, że 3 lipca projekt trafił do Zespołu do spraw Programowania Prac Rządu. To dopiero etap przed decyzją Rady Ministrów.

Dalej potrzebne będą przyjęcie projektu przez rząd, prace w Sejmie, Senat, ewentualne poprawki i podpis prezydenta. Dopiero po ogłoszeniu ustawy będzie wiadomo, kiedy przepisy realnie wejdą w życie. Dlatego kierowcy nie powinni zakładać, że „ustawa fotoradarowa” zacznie działać już po wakacjach. W lipcu ma ruszyć jej rządowa ścieżka.

To już było – wątpliwości prawne wrócą

Projekt może wywołać spór, bo podobne pomysły już wcześniej budziły zastrzeżenia. W 2009 r. rozwiązania dotyczące automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym trafiły do Trybunału Konstytucyjnego. TK uznał wtedy zakwestionowaną nowelizację za niezgodną z konstytucją.

Dlatego resort musi napisać ustawę bardzo precyzyjnie. System ma karać tych, którzy faktycznie łamią przepisy albo świadomie utrudniają postępowanie. Nie może jednak tworzyć prostego automatu, w którym właściciel auta odpowiada bez realnej możliwości wyjaśnienia sprawy. Jeśli projekt przejdzie całą ścieżkę legislacyjną, fotoradar przestanie być tylko straszakiem.