Dzik wbiegł pod koła w mieście. Kiedy za szkody zapłaci zarządca drogi?

Dzika zwierzyna pojawia się już nie tylko na drogach przecinających las. Coraz częściej widać ją także w mieście. Dla kierowcy bez AC zderzenie z dzikiem, sarną czy łosiem może oznaczać duży wydatek. Czy w takiej sytuacji można dostać odszkodowanie?
- Odszkodowanie za zderzenie z dzikiem nie zawsze wymaga AC.
- Kluczowe znaczenie ma znak A-18b i ewentualne zaniedbanie zarządcy drogi.
- Problem dotyczy już nie tylko dróg leśnych, ale też ulic w miastach.
Na trasie biegnącej przez las obecność zwierzęcia nie powinna zaskakiwać. Inaczej wygląda to na ulicy między blokami, przy parku albo osiedlowej drodze. Tyle że samo miejsce zdarzenia nie przesądza jeszcze o odpowiedzialności za szkodę.
Dziki, sarny i łosie coraz częściej wchodzą do miast
Jeszcze kilka lat temu zderzenie z dzikiem kojarzyło się głównie z drogą wojewódzką albo lokalną trasą przy lesie. Obecnie dziki coraz częściej pojawiają się na osiedlach, sarny wybiegają na miejskie ulice, a nawet łosie potrafią wejść w gęstą zabudowę. Problem rośnie także w dużych miastach. Zwierzęta przemieszczają się wzdłuż parków, torowisk, nieużytków, ogródków działkowych i pasów zieleni.
Dla kierowcy oznacza to jedno. Kolizja z dzikim zwierzęciem nie jest już wyłącznie problemem, który występuje na trasie. Może dojść do niej także w miejscu, gdzie nikt nie spodziewa się takiego zagrożenia. A wtedy od razu pojawia się pytanie, kto zapłaci za zderzak, lampę czy maskę.
Znak „dzikie zwierzęta” często zamyka drogę do odszkodowania
Najgorsza sytuacja jest wtedy, gdy przed miejscem zdarzenia stoi znak A-18b, czyli ostrzeżenie przed dzikimi zwierzętami. Taki znak działa na korzyść zarządcy drogi. Pokazuje bowiem, że kierowca został uprzedzony o zagrożeniu i powinien zachować szczególną ostrożność.
To właśnie dlatego w wielu przypadkach odszkodowania nie ma, nawet jeśli do kolizji doszło nie przy lesie, ale w mieście. Takie znaki coraz częściej stoją także na ulicach graniczących z parkami, zadrzewieniami czy innymi terenami zielonymi. Dla kierowcy bez AC to zła wiadomość. Jeśli droga została prawidłowo oznakowana, szansa na pieniądze z OC zarządcy mocno spada.
To jednak nie oznacza, że odpowiedzialność zarządcy drogi zawsze odpada. Jeśli znak był ustawiony, trzeba byłoby wykazać inne zaniedbanie. Na przykład brak potrzebnych zabezpieczeń albo zły stan pobocza i otoczenia drogi.
Brak znaku w mieście nie oznacza automatycznej wypłaty
Wielu kierowców zakłada, że jeśli dzik wbiegł pod koła w centrum miasta, a przy drodze nie było znaku A-18b, odszkodowanie należy się z automatu. To błąd. Sam brak ostrzeżenia nie przesądza jeszcze o winie zarządcy drogi, ale może być ważnym argumentem w sporze o odpowiedzialność.
Kluczowe jest wykazanie, że zagrożenie było realne i przewidywalne. Trzeba więc udowodnić, że zarządca drogi powinien wiedzieć o obecności zwierząt i wcześniej oznakować ten odcinek albo zastosować inne środki ostrożności. Znaczenie mogą mieć wcześniejsze podobne zdarzenia, bliskość parków, zadrzewień czy nieużytków, a także zaniedbane pobocze ograniczające widoczność.
W praktyce kolizja z dzikim zwierzęciem w mieście nadal może zostać uznana za zdarzenie losowe. Jeśli jednak miejsce od dawna stwarzało oczywiste ryzyko wtargnięcia zwierząt na jezdnię, można próbować dochodzić odszkodowania. Dlatego po takim zdarzeniu warto od razu zrobić zdjęcia, udokumentować oznakowanie i wezwać policję. To właśnie takie dowody często decydują o tym, czy naprawę uda się sfinansować z polisy OC drogowców, czy trzeba będzie zapłacić z własnej kieszeni.
Zderzenie z dzikiem – trzeba myśleć nie tylko o aucie
Po potrąceniu zwierzęcia wiele osób patrzy przede wszystkim na uszkodzenia samochodu. To błąd. Po takim zdarzeniu istnieje obowiązek udzielenia pomocy albo zawiadomienia odpowiednich służb. Najprościej zadzwonić pod numer 112 i zgłosić wypadek.
To ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, chodzi o samo zwierzę. Po drugie, zgłoszenie i notatka służb mogą później pomóc w walce o odszkodowanie. Odjechanie z miejsca bez reakcji może skończyć się grzywną, a nawet aresztem. Trzeba jednak zachować ostrożność. Ranny dzik, sarna czy łoś mogą być bardzo niebezpieczne. Nie należy podchodzić do zwierzęcia ani próbować go przenosić. Najlepiej zabezpieczyć miejsce zdarzenia i poczekać na służby.