Jaki naprawdę jest chiński rynek motoryzacyjny? Czy to kolos na glinianych nogach?

Agencja Reutera przeanalizowała kondycję chińskiego rynku motoryzacyjnego. Wnioski w jej raporcie są co najmniej alarmujące. Zdaniem dziennikarzy tamtejszy przemysł motoryzacyjny przejawia cechy kolosa na glinianych nogach, a wszechobecne sygnały sugerują nadejście kryzysu.
- Nadprodukcja w Chinach oraz presja regulacyjna prowadzą do ogromnej nadpodaży oraz powstawania „cmentarzy” z nowymi, niesprzedanymi autami.
- Pośrednicy i producenci stosują agresywne strategie: sztuczne rejestracje, sprzedaż samochodów z zerowym przebiegiem jako używanych, wyprzedaże w mediach społecznościowych, przeceny sięgające nawet 50‑60%.
- Sytuacja wymaga interwencji – rząd podejmuje kroki regulacyjne, ale przetrwanie zależy od silnych marek; przewiduje się konsolidację rynku do 2030 roku z niewielką liczbą producentów zdolnych do utrzymania się przy dużych wolumenach.
Według agencji Reuters chiński rynek motoryzacyjny staje się ofiarą własnego sukcesu. Branża weszła na listę najważniejszych sektorów gospodarczych w Państwie Środka. To oznacza, że skupia na sobie dużo uwagi władz, które starają się narzucać kontrolę. Raport agencji sugeruje, że wielkość produkcji samochodów w Chinach nie odpowiada faktycznemu popytowi – zamiast tego producenci starają się wyrobić narzucone przez rząd normy.
Efekt? Chiński rynek motoryzacyjny zaczyna cechować ogromna nadpodaż. Dotyczy to nie tylko wyprodukowanych pojazdów, ale także liczby firm produkujących auta. Jak to możliwe, że jest ich zbyt wiele?
Raport sugeruje, że zakładanie firmy motoryzacyjnej jest ułatwiane przez lokalne władze, ponieważ posiadanie fabryki samochodów pomaga lokalnym politykom być dobrze postrzeganym przez partię. W ten sposób producenci aut (głównie elektrycznych) kupują ziemię za bezcen. Ale to nie wszystko.
Np. w czerwcu 2025 roku władze Kantonu opublikowały dokument, w którym stwierdzono, że miasto chce wspierać do trzech producentów pojazdów typu NEV. Każdy z nich miałby produkować 500 000 aut rocznie. W zamian Kanton miałby przyznawać do 500 milionów juanów (około 70 mln dol.) rocznie każdemu producentowi samochodów, który zbuduje nowe linie produkcyjne i wyprodukuje 100 000 pojazdów w ciągu trzech lat.
Reuters dotarł do dokumentów, z których wynika, że w latach 2023–2025 co najmniej sześć innych samorządów lokalnych wprowadziło politykę mającą na celu zachęcenie producentów samochodów do zwiększenia produkcji.
Chiński rynek motoryzacyjny – sytuacja jest poważna
Zdaniem dziennikarzy agencji mechanizm trwa już trzeci rok i może doprowadzić do kryzysu. Jego oznaki są już widoczne – w Chinach rozgrywa się wojna cenowa. Prowadzi ona do sztucznego przepychania samochodów. Producenci rejestrują je, aby móc produkować kolejne. Potem pośrednicy skupują je po zaniżonych cenach, aby tylko zwolnić miejsce producentom. Klienci otrzymują możliwość zakupu w nieopłacalnych dla przemysłu cenach. Wśród praktyk jest także sprzedawanie aut z zerowym przebiegiem jako używanych.
Jak wynika z sierpniowego sondażu przeprowadzonego przez China Automobile Dealers Association (CADA), zaledwie 30% dealerów przynosi zyski. Organizacja przyznała również, że dealerzy sprzedają auta nawet do 20% poniżej kosztów własnych.
Zcar – pośrednik z pogranicza prawa
Reuters przytacza przykład firmy Zcar. To pośrednik słynący z organizowania wyprzedaży na żywo w mediach społecznościowych. Firma ma także fizyczne placówki, np. salon w centrum handlowym. Tam oferowane są niezwykłe okazje na nowe samochody. W ofercie jest około 5000 pojazdów i są to np. wyprodukowane w Chinach Audi przecenione o 50%. Auta lokalnych marek są jeszcze tańsze. 7‑miejscowy SUV koncernu FAW jest rzekomo o ponad 60% tańszy względem ceny katalogowej.
Jak to możliwe, że Zcar i wiele innych firm ma tak dobre ceny? To proste – te firmy skupują hurtowo nadpodaż od producentów samochodów oraz dealerów za bezcen, a ci się na to zgadzają. Dzieje się tak, ponieważ Chiny mają zbyt wiele wyprodukowanych samochodów.
Sytuacja zaczęła wymagać kontroli ze strony rządu. W maju chińskie władze zaczęły bić na alarm w sprawie wojen cenowych na rynku motoryzacyjnym. Rząd ostrzega przed nieuczciwą konkurencją. Ministerstwo przemysłu poinformowało, że będzie współpracować z organami ścigania w celu zwalczania nieuczciwej konkurencji i podejmowania niezbędnych środków regulacyjnych.
Dlaczego producenci nie wyhamują?
Zdaniem Lianga Linhe, prezesa Sany Heavy Truck, producenci pojazdów w Chinach starają się utrzymać wyniki sprzedażowe oraz produkcyjne, mimo dużych strat. Dlaczego? Ponieważ to zapewnia przepływ gotówki, który jest kluczowy dla przetrwania. Linhe porównał to do jazdy na rowerze: „To jak jazda na rowerze: dopóki pedałujesz, można być wyczerpanym, ale rower się nie przewraca”.
Rower może się jednak przewrócić
Zdaniem rozmówców agencji musi dojść do tego, co nieuniknione. Najsłabsi producenci zbankrutują, najwięksi połączą się w konglomeraty, a rynek wyreguluje się. Na to potrzeba jednak czasu. Jak dużo?
He Xiaopeng, prezes i współzałożyciel Xpenga, prognozował już w 2023 roku, że do 2030 roku każdy producent samochodów będzie musiał sprzedawać 3 000 000 samochodów rocznie, aby przetrwać – i że na rynku pozostanie tylko osiem firm. Sam Xpeng sprzedał w 2024 roku jedynie 190 000 samochodów.
Aktualnie istnieją nawet cmentarze, na których kończą nowe niesprzedane samochody. One także stają się roznoszącym problemem, gdyż zajmują przestrzeń i są potencjalnym zagrożeniem ekologicznym.
A co na to Europa?
Przy aktualnych, wysokich cenach samochodów aż się prosi, żeby pośrednicy ze Starego Kontynentu sprzedawali chińską nadprodukcję w Europie. Byłoby to dobre w kontekście dostarczenia taniej motoryzacji oraz odnowienia floty aut w naszej części świata. W praktyce jednak takie posunięcie oznaczałoby silny cios w europejskich producentów i mogłoby doprowadzić do kryzysu.