W cztery oczy z nowym Mercedesem GLE. Poprzednik był królem przytulności. Jak jest po liftingu?

Nie mogę się pogodzić z nowym wyglądem wnętrza dużych SUV-ów Mercedesa. Ale jednocześnie muszę przyznać, że jest o wiele lepsze niż to, które było wcześniej.
- Nowy Mercedes GLE ma bardziej „cyfrowe” wnętrze z wielkim ekranem
- Na szczęście nie usunięto fizycznych przełączników
- GLE zaskakująco dużo potrafi w terenie
To był jeden z moich ulubionych projektów kokpitu we współczesnej motoryzacji. Środek Mercedesów GLE i GLS sprzed liftingu w idealny sposób łączył – moim zdaniem – dwa światy. Z jednej strony, był nowoczesny, z dużym ekranem dotykowym i z systemem z masą „cyfrowych” rozwiązań. Z drugiej – był ujmująco klasyczny, luksusowy i na swój sposób przytulny. To dość trudne do wytłumaczenia, ale na widok tego kokpitu czułem się po prostu dobrze. I pewnie nie tylko ja.
Teraz, po liftingu, wygląd wnętrza się zmienił
Niedawno pisałem o tym, co Mercedes zmienił w GLE przy okazji liftingu. Teraz miałem okazję przekonać się o tym wszystkim na własne oczy. Widziałem, jak z najświeższego, niemieckiego auta opada płachta podczas oficjalnej premiery tuż obok fabryki w amerykańskim stanie Alabama, w którym prezentowane egzemplarze powstały. Chwilę później siedziałem już w środku. Na jazdy na fotelu kierowcy muszę jeszcze poczekać, ale wiem już, co myśleć o najnowszym pomyśle na kokpit SUV-a ze Stuttgartu.
We wnętrzu zagościł Superscreen
Wzorem innych modeli Mercedesa (np. dużo tańszego CLA), ekran w GLE i w GLS-ie zaczyna się niedaleko szyby w drzwiach kierowcy i kończy dopiero przy szybie w drzwiach pasażera. Jeśli chcemy być szczegółowi, tak naprawdę to aż trzy ekrany, tyle że znajdujące się pod jedną taflą szkła. To element wyposażenia standardowego.
Ekrany przed pasażerem z przodu są ostatnim krzykiem samochodowej mody. Kolejne marki dodają je do swoich modeli, ale wcale nie jestem przekonany, czy pasażerowie naprawdę tego potrzebują. W świecie, w którym każdy podróżuje z telefonem w ręce, raczej nie wyobrażam sobie tłumów tych, którzy chcą koniecznie oglądać film albo obserwować wskazania nawigacji na takim ekranie. Mam wrażenie, ze to chwilowy trend i sposób na wyróżnienie się, a później może przyjść refleksja. Ale póki co – pasażer ma pełen wybór tego, w co patrzy w czasie jazdy. Całkiem możliwe, że obraz z przedniej szyby jednak wygra. Nie musimy za wszelką cenę bombardować ludzi siedzących w aucie bodźcami, migającym obrazem i internetem.
W środku kryje się nowy system multimedialny
Ma działać szybciej, oferować więcej funkcji i aktualizować się zdalnie. Szybkie „przeklikanie się” przez zakamarki ekranu pokazało mi, że rzeczywiście prędkość działania jest imponująca – resztę (w tym możliwości swobodnej rozmowy z głosowym asystentem) sprawdzę przy okazji przyszłych jazd testowych.
Czy jednak nowy kokpit GLE jest miły dla oka i oferuje mi ten sam zestaw wrażeń, co wnętrze poprzednika? Trudno zarzucić mu to, że wygląda nieatrakcyjnie. Ale moim zdaniem stał się już trochę zbyt „cyfrowy” i bezduszny. Poprzednio, z trzema otworami nawiewów i charakterystycznym kształtem za ekranem centralnym, było przytulniej. Teraz będzie widać zdecydowanie więcej odcisków palców na wyświetlaczach.
Na szczęście nie zmieniono najważniejszego
Obsługa GLE była wygodna, ponieważ nie brakowało fizycznych przycisków. Na szczęście nie inaczej jest teraz: mimo dużych zmian, powiększenia i dodania ekranów, konstruktorzy nie ulegli – jak wielu innych, pracujących dla rywali – pokusie znacznego ograniczenia liczby klasycznych przełączników. Wciąż jest ich cały panel na dole konsoli i można w ten sposób wygodnie ustawić np. temperaturę we wnętrzu. Poza tym, nie usunięto panelu na tunelu środkowym, gdzie znajdują się kolejne skróty do funkcji auta i element, którym można sterować multimediami. Wygodne i pod ręką.
Co więcej, pewną kwestię związaną z ergonomią po liftingu znacząco poprawiono. Chodzi o kierownicę. Dobrze znam dotykowe panele z poprzedniego pomysłu Mercedesa na obsługę. Trudno zmienić piosenkę bez odrywania uwagi od jezdni albo precyzyjnie ustawić głośność. Na szczęście marka posłuchała uwag klientów i w nowym GLE wróciły klasyczne pokrętła.
Czyli nowy Mercedes GLE ma lepsze wnętrze niż poprzednik
Ma większe – a więc wygodniejsze w obsłudze – ekrany, szybsze multimedia i lepsza w obsłudze kierownicę. Jednocześnie nie zrezygnowano z zalet kokpitu w postaci fizycznych przełączników. Pod każdym względem zanotowano progres – oprócz designu i wrażenia przytulności i luksusu. Ale to wyłącznie moja opinia. Jest spora szansa na to, że klienci będą zachwyceni i docenią zmiany.
Jak poza tym podobał mi się nowy Mercedes GLE?
Wygląd zewnętrzny jest zgodny z najnowszym katalogiem pomysłów designerów Mercedesa. Nie brakuje „gwiezdnych” motywów i podświetlonego grilla. Dla niektórych całość może być odrobinę zbyt krzykliwa, ale wygląda spójnie. GLE rzeczywiście prezentuje się bardziej świeżo.
Resztę zmian – takich jak odświeżona gama silników (dodano układ miękkiej hybrydy do każdej jednostki, usunięto bazowego, dwulitrowego diesla i opracowano nowe, mocniejsze V8) czy poprawione wyciszenie i ograniczenie wibracji – ocenię podczas jazd. Jak na razie byłem tylko pasażerem najnowszego GLE.
Wszystko działo się podczas jazdy w terenie
Zostaliśmy przewiezieni po torze offroadowym. Ta przejażdżka była moim największym zaskoczeniem tego dnia. Nie spodziewałem się po GLE – kojarzonym przecież z rodzinnym SUV-em do dowożenia dzieci na zajęcia – takich zdolności w błocie, na kamieniach, ostrych zjazdach i podjazdach, a nawet w głębokiej wodzie. Udało nam się nawet wjechać po… schodach (takich „miejskich” zdolności może lepiej nikomu nie reklamować), a prezentowane na fragmentach trasy kąty natarcia i zejścia mogłyby zawstydzić wiele modeli bardziej kojarzonych ze zmaganiami poza asfaltem.
To wszystko w aucie w pełni seryjnym, na drogowych, całorocznych oponach. Owszem – GLE miało na pokładzie pakiet Offroad (dostępny w konfiguratorze, obejmujący m.in. płytę pod silnikiem), ale jednocześnie mówimy o egzemplarzu ze stylizacją AMG. Właściciele GLE w zdecydowanej większości nie mają pojęcia o tym, co potrafią ich samochody. Jazda w teren autem za pół miliona złotych z pewnością nie jest dla każdego – ale sama świadomość, że wóz poradzi sobie w opresji, jest już przyjemna.
Podsumowanie
Nowy Mercedes GLE ma nowoczesne wnętrze: co stanowi jednocześnie jego dużą wadę, jak i zaletę. Niestety, wygląda na to, że ekran przed pasażerem to już element, bez którego trudno zdobyć serca wymagających, zamożnych klientów.
GLE po liftingu z pewnością nie można już zarzucić, że jest pod jakimś względem przestarzałe. W segmencie luksusowych SUV-ów – w którym za chwilę debiutuje nowe BMW X5 – to szczególnie ważne. Czekamy na pierwsze jazdy Mercedesem, również po asfalcie.