1 kwietnia 2026

Mercedes GLS na nowo. Dla tych, którym do klasy S źle się wsiada

mercedes gls

Mercedes nie poprzestał na odświeżeniu modelu GLE. Również większy GLS dostał duży pakiet zmian. Ma być jeszcze bardziej luksusowy i pozwoli zamienić swój drugi rząd w biuro na kołach. To SUV na nowe czasy.

Sprawdź finansowanie OTOMOTO Lease

Mercedes klasy S to od dekad jedna z najlepszych limuzyn świata. Prezesi, politycy i artyści uwielbiają zajmować tylne miejsca tego auta, by cieszyć ciszą, komfortem i zapachem skórzanej tapicerki. Dla wielu to samochód ostateczny – i niczego więcej im nie potrzeba. Tyle że rośnie grupa ludzi, którzy na klasę S spojrzeć nawet nie chcą. Mimo że ich na nią stać.

Do limuzyny wcale nie wsiada się tak dobrze

Wygoda wsiadania do auta z niskim nadwoziem jest umiarkowana. Klasa S nie poradzi sobie też zbyt dobrze w sytuacjach, w których asfalt jest fatalny lub nie ma go wcale. No i nie zmieści się do niej cała rodzina.

Odpowiedzią na podobne problemy w dawnych czasach był wyłącznie Range Rover. Dziś segment luksusowych i naprawdę dużych SUV-ów składa się jeszcze z BMW X7 i z Mercedesa GLS. W 21 lat od debiutu pierwszej odsłony modelu (wtedy o nazwie GL) i w 7 lat od pojawienia się aktualnego GLS-a, to auto – tak jak mniejsze GLE – przechodzi lifting. Ma być jeszcze bardziej „klasą S, ale z większym prześwitem”.

Większość zmian jest taka sama, jak w GLE

Opisywaliśmy już ten model i jego lifting. Pisząc w skrócie: odświeżono wygląd (m.in. więcej wzorów gwiazd w lampach, podświetlany, powiększony grill z podświetlanym logo), zastosowano nowy system MB.OS z aktualizacjami „z chmury”, a także wprowadzono Superscreen jako wyposażenie standardowe. Główny punkt kokpitu stanowią teraz trzy ekrany pod jedną taflą szkła. Właściwie od drzwi do drzwi biegnie jeden wielki wyświetlacz.

Ale Mercedes GLS jest większy

To sprawia, że z tyłu naprawdę można się poczuć jak w limuzynie – a może nawet jeszcze lepiej? W drugim rzędzie można znaleźć (dostępne w opcji) dwa 11,6-calowe ekrany, nowe sterowanie funkcjami auta i pakiet Rear Comfort Plus, który zmienia drugi rząd w coś na kształt mobilnego biura. Można przeprowadzać tam np. wideokonferencje.

To rozwinięcie tego, co pojawiło się w GLE, ale tutaj ma po prostu większy sens – bo przestrzeń i rozstaw osi robią różnicę. Przypomnijmy: Mercedes GLS ma ponad 5,2 metra długości i rozstaw osi 3,13 m. 

Mercedes GLS ma być jeszcze wygodniejszy od GLE

W GLS-ie rozwinięto zawieszenie z układami Airmatic i E-Active Body Control, które analizuje sytuację nawet 1000 razy na sekundę. Nowością jest sterowanie tłumieniem wykorzystujące dane „z chmury” – auto przygotowuje zawieszenie jeszcze przed najechaniem na nierówność, korzystając z danych Car-to-X. Chodzi o to, żeby duży SUV jeszcze bardziej „płynął” po drodze, zwłaszcza na dłuższych nierównościach. Jeśli po danych wertepach wcześniej przejechał inny Mercedes zaopatrzony w ten sytem, samochód uczy się i „słucha” jego wrażeń.

Do tego dochodzi wyraźny nacisk na wyciszenie. Producent przeprojektował izolację, dodał nowe materiały tłumiące w grodzi i tunelu oraz zmienił konstrukcję osłon silnika. Efekt ma być taki, że nawet przy dużych prędkościach w GLS-ie ma dać się mówić do siebie szeptem.

Pod maską Mercedes GLS ma same miękkie hybrydy

Pod maską nie ma rewolucji koncepcyjnej (GLS nie stał się elektrykiem ani nie uległ downsizingowi), ale są za to konkretne zmiany techniczne. Wszystkie jednostki korzystają z układu mild hybrid 48 V, a diesle po raz pierwszy mają elektrycznie podgrzewany katalizator. Najmocniejszy wariant V8 został wyraźnie zmodyfikowany – ma nowy wał korbowy typu flat-plane, poprawioną reakcję na gaz i wyższą moc.

Gama silnikowa wygląda następująco:

  • GLS 350d 4MATIC oferuje 313 KM i 650 Nm, a przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 6,3 s.
  • GLS 450d 4MATIC rozwija 367 KM i 750 Nm, osiągając 100 km/h w 5,9 s.
  • GLS 450 4MATIC (benzyna) ma 381 KM i 560 Nm, co przekłada się na 5,7 s do setki.
  • GLS 580 4MATIC z silnikiem V8 generuje 537 KM i 750 Nm, przyspieszając do 100 km/h w 4,7 s.

Osiągi GLS-a są godne podziwu właściwie niezależnie od wersji: ogromny SUV nawet w bazowej odmianie osiąga 100 km/h w tempie, które pozwala mu rywalizować z hot hatchami. O ile oczywiście właściciel takiego auta będzie miał ochotę na wyścigi.

O ile w przypadku GLE podkreślaliśmy, że z gamy wypada bazowy, czterocylindrowy diesel, o tyle przy GLS nic takiego się nie dzieje… bo jednostki 2.0 i tak w gamie nigdy nie było. Przy takich wymiarach i masie, to rzeczywiście mogłoby być za mało. Pewną ciekawostką może być jednak brak hybryd plug-in w ofercie GLS-a. Kto chce auto z wtyczką, musi zejść do GLE.

Podsumowanie

GLS po modernizacji ma być jeszcze bardziej luksusowy i – oczywiście – nowocześniejszy. Wjedzie tam, gdzie klasyczne limuzyny zawisną na podwoziu i zabierze na pokład naprawdę dużo bagażu. Po zmianach można prowadzić z niego służbowe spotkanie… podczas gdy szofer właśnie pokonuje błotnisty, wyboisty odcinek. Dzięki nowemu zawieszeniu twarz prezesa na ekranie ma nie podskakiwać.

W mieście GLS może i czuje się nieco jak słoń w składzie porcelany, trudno się nim parkuje i nie mieści się na niektórych miejscach. Ale za to wzbudza respekt. Po liftingu dzięki podświetlanej gwieździe na masce będzie o to łatwiej także w nocy.

Cena schodzącej wersji GLS-a startuje od 515 500 zł. Czekamy na cennik najnowszej odsłony. Ale klienci w tym segmencie raczej nie są szczególnie wrażliwi na niewielkie wahania kwot. Klasa S i tak jest zwykle nieco droższa.