4 marca 2026

Mercedes klasy S po liftingu przybył do Warszawy. 2700 zmian, by wrócić na królewski tron

mercedes s lifting 2026

Mercedes klasy S przeszedł zaawansowany lifting. Czy 2700 nowych części to wystarczająco, by pokonać rywali i odwrócić spadkowy trend w statystykach? Sprawdziłem to, oglądając niemiecką limuzynę na żywo.

  • W niemal sześć lat po premierze, Mercedes klasy S został zmodernizowany
  • Producent zapewnia, że zmieniono aż 2700 elementów
  • Sprzedaż klasy S na świecie spada, a zamożni klienci chętniej wybierają BMW serii 7
Sprawdź finansowanie OTOMOTO Lease

Mercedes klasy S od dekad jest synonimem motoryzacyjnego szczytu. Dawniej był to samochód „pierwszego wyboru” dla prezesów, właścicieli firm, gwiazd show businessu, głów państw, a nawet monarchów. Zamożni klienci są jednak bardzo wymagający. Nie wystarczą im wygodna jazda i uznany znaczek na masce. Rywale klasy S nie śpią.

Najnowsze doniesienia o sprzedaży limuzyny ze Stuttgartu nie napawają optymizmem. Sprzedaż klasy S spadła w 2025 r. aż o 27%, podczas gdy największy rywal – BMW serii 7 – zdobył o 6% więcej klientów niż rok wcześniej. „Siódemka” w statystykach wyprzedza „S-kę”. Mercedes zmniejsza produkcję flagowego, strąconego z tronu modelu. Sytuacja, delikatnie mówiąc, nie jest najlepsza.

Lifting na ratunek

Skąd takie zmiany w gustach kupujących auta z tego segmentu? Nie brakuje głosów o tym, że tę rundę odwiecznej rywalizacji BMW po prostu wygrywa, oferując samochód bardziej luksusowy i bardziej zaawansowany technologicznie.

Mercedes na to reaguje, przeprowadzając lifting modelu S. Nie jest to modernizacja ograniczająca się do zmiany kształtu zderzaków i dodania kilku opcji w pokładowym systemie inforozrywki. Firma podkreśla, że zmieniono 2700 elementów i że to „prawie” zupełnie nowa generacja. Widziałem efekt tych zmian na własne oczy podczas warszawskiego pokazu.

Mercedes klasy S z zewnątrz: bez rewolucji


To zaawansowana modernizacja, a zmian na zewnątrz nie da się nie zauważyć. Jednocześnie, klienci raczej nie będą zszokowani. Nie ma tu mowy o zmianie stylistycznego języka ani o tym, że ktoś mógł patrząc na niemiecką limuzynę nie poznać, że zerka na klasę S.

Co się zmieniło? Przede wszystkim, zgodnie z najnowszymi trendami, powiększono grill. Atrapa chłodnicy z przodu Mercedesa jest teraz o jedną piątą większa. Jest też podświetlana, co również stanowi najnowszy krzyk mody w motoryzacji. BMW 7 za sprawą LED–owych paneli z przodu widać z daleka. Teraz to samo będzie można powiedzieć o klasie S. W Polsce nie będzie za to – ze względów homologacyjnych – podświetlanej gwiazdy na masce. Dodano za to świetlne symbole w tym kształcie w kilku miejscach auta (ale nie tak wiele, jak w nowym CLA).

Jeśli chodzi o oświetlenie, drogę nocą kierowcy Mercedesa rozjaśnią reflektory Digital Light najnowszej generacji. O ile w poprzedniej wersji każda z lamp zawierała ponad 1,3 miliona diod, obecnie mają ich „tylko” po kilkadziesiąt tysięcy. Czy to zmiana na gorsze? Zdaniem przedstawicieli marki, technologia przez kilka lat (przypomnijmy: klasa S tej generacji debiutowała w 2020 r.) poszła do przodu o tyle, że dziś nie trzeba w tej kwestii iść na ilość. Oświetlane przez nowe reflektory pole jest i tak jaśniejsze, a do tego o 40% większe.

Wyjątkowy lakier


Najnowszy Mercedes klasy S, który wczoraj został pokazany w Warszawie, jest czarny. Tak proste ujęcie sprawy stanowi jednak pewne niedopowiedzenie. O ile w słabym oświetleniu samochód wyglądał dość zwyczajnie, o tyle po zapaleniu dodatkowych lamp w miejscu prezentacji, czerń karoserii zaczęła się mienić. O co chodzi? W lakierze zatopiono drobinki szkła. To one odpowiadają za taki efekt. Trzeba przyznać, że robi wrażenie. Chyba lepiej będzie nie wybierać się takim Mercedesem na myjnię automatyczną…

Dodajmy, że w podstawowej gamie kolorów klasy S mamy ponad 60 odcieni, a gdy dodamy do tego także ekskluzywną paletę Manufaktur, możemy wybierać łącznie spośród 110 wariantów kolorystycznych. Trochę szkoda, że i tak większość limuzyn jest po prostu czarna.

Kluczowe zmiany we wnętrzu


Gdy niemal sześć lat temu aktualna klasa S debiutowała, wiele osób „z branży” miało poważne wątpliwości co do tego, czy nowa koncepcja kokpitu się przyjmie. „S-ka” miała ogromny, pionowy ekran, który odpowiadał za obsługę większości kluczowych funkcji. Obawiano się, że klienci na ten samochód – często będący już przecież ludźmi dojrzałymi, wcale nie z pokolenia, które nie rozstaje się ze smartfonem – nie polubią tego typu rozwiązania.

Minęło kilka lat i wygląda na to, że klienci nie tylko docenili wielki ekran, ale i nabrali apetytu na więcej. Poprzedni ekran zaczął wyglądać wręcz przestarzale. Teraz kokpit nowej klasy S przypomina ten z modelu EQS, czyli elektrycznego flagowca marki. Słowem: ekrany są większe i praktycznie cała deska rozdzielcza stała się już wyświetlaczem. Tafla szkła znajduje się już nie tylko przed oczami kierowcy i na środku, ale i przed pasażerem. Dodajmy do tego opcjonalne ekrany z tyłu: Mercedes klasy S wygląda trochę jak centrum sterowania miejskim monitoringiem na kołach.

Z jednej strony, kokpit prezentuje się nowocześnie. Z drugiej, jeśli obejrzą go klienci najbardziej zainteresowani technologią i nowinkami, mogą być nieco rozczarowani. Mercedes nie pokazał tu nic całkowicie nowego, a „jedynie” zastosował pomysł znany już z EQS–a i z innych najnowszych, elektrycznych modeli marki. W dodatku o ile w tych autach (np. z nowymi CLA i GLC EQ na czele) ekran jest jedną, nieprzerwaną taflą biegnąca od kierownicy aż do nawiewu z prawej strony, o tyle w klasie S widać przerwy między wyświetlaczami w postaci czarnych pasów. To zaburza wizualną spójność.

Mercedes S to jednak coś więcej niż technologia


Obaw o płynność działania i mnogość funkcji systemu raczej nikt mieć nie powinien. Pod spodem kryje się najnowszy system MB.OS, zarządzający niemal wszystkimi elementami auta. Zapewnia większą płynność działania niż wcześniejsze rozwiązanie, a poza tym współpracuje ze sztuczną inteligencją, obsługuje naturalnie brzmiące komendy głosowe i pobiera aktualizacje zdalne.

Oprócz tego, we wnętrzu pojawiły się m.in. nowe, chłodzone ładowarki indukcyjne do telefonów, a pasażerowie z tyłu mają do dyspozycji np. kamerę do wideokonferencji. Klasa S musi być jednak nie tylko skomputeryzowana, ale przede wszystkim wygodna i izolująca od problemów życia codziennego, jakie trapią zwykłych śmiertelników. Co Mercedes proponuje w tej kwestii?



Po pierwsze, samochód może komunikować się z innymi klasami S. Jak to działa? Załóżmy, że jedziemy po raz pierwszy po jakimś wyjątkowo wyboistym odcinku. Auto powinno jednak tłumić dziury idealnie, ponieważ wcześniej pobrało „z chmury” dane na temat tej drogi i jej ukształtowania, które pojawiły się tam po przejeździe innego egzemplarza modelu. Na podstawie tych informacji dopasowuje nastawy zawieszenia. Czyli: im więcej nowych Mercedesów będzie jeździć po ulicach, tym wygodniej będą mieć ich pasażerowie.


Rozbudowano także wyposażenie z dziedziny komfortu. Nowością są… podgrzewane pasy bezpieczeństwa, które uzupełniają obecne już wcześniej podgrzewane fotele, kierownicę i podłokietniki. Niestety, ta funkcja jest dostępna tylko z przodu. Pasażerowie z tyłu póki co nie mogą zapiąć ciepłych pasów. Prezes może zazdrościć szoferowi. Szofer będzie też mieć łatwiejszą pracę za sprawą seryjnej obecności skrętnej tylnej osi. Uwaga przy manewrowaniu.

Wkrótce w gamie pojawi się nowy silnik


Nowa generacja Klasy S zachowała szeroką gamę napędów, a największą niespodzianką jest pojawienie się nowego silnika V8. Na szczycie klasycznej oferty spalinowej znalazła się bowiem wersja S 580 4MATIC z najświeższą jednostką 4.0 V8 M177 Evo o mocy 537 KM i momencie 750 Nm, wspieraną instalacją mild hybrid 48 V. W ofercie pozostają także hybrydy plug–in: S 580 e 4MATIC o mocy systemowej 585 KM i o zasięgu elektrycznym do 103 km oraz słabsza S 450 e 4MATIC, która może przejechać na prądzie nawet 118 km.



Mercedes nie rezygnuje również z diesli – zmodernizowane trzylitrowe rzędowe szóstki OM656 Evo rozwijają 313 KM w wersji S 350 d oraz 367 KM i 750 Nm w S 450 d, która jest najmocniejszym seryjnym dieslem w historii modelu. Niezależnie od silnika wszystkie odmiany korzystają z dziewięciobiegowej skrzyni 9G–TRONIC, napędu 4MATIC oraz zawieszenia pneumatycznego Airmatic. Na prezentacji podano też, że w przyszłym roku gamę wzbogaci topowa wersja AMG – też z nowym V8. Prezentowanie nowej, widlastej ósemki to coś, co w tych czasach jest nietypowe – ale jakże przyjemne…

Czy lifting wystarczy?


Nowy Mercedes klasy S kosztuje od 571 700 zł za wersję z krótszym rozstawem osi i od 585 100 zł za odmianę przedłużoną. Jest jeszcze nowocześniejszy, zapewne bardziej komfortowy (o tym przekonamy się po jazdach testowych) i lepiej wyposażony od poprzednika.

Na zewnątrz stylistom udało się jednocześnie dodać szacownej limuzynie nieco świeżości, ale i nie zrazić tradycjonalistów. W środku można odnieść wrażenie, że zatrzymano się w pół drogi: zamontowano gigantyczne ekrany, ale z tajemniczego powodu nie zespolono ich w jedno, jak w innych nowych modelach marki. Tak czy inaczej, liczba 2700 zmian robi wrażenie.

Mercedes nie ma jednak prostego zadania. BMW serii 7 zapewne też wkrótce przejdzie lifting. Geopolityczne zawirowania na Bliskim Wschodzie – będącym przecież wielkim rynkiem na luksusowe limuzyny – mogą wpłynąć na decyzje zakupowe klientów. Popyt na europejskie samochody z najwyższej półki spada także w Chinach. Nie zazdroszczę menadżerom Mercedesa. Ale klientom na nową S klasę – już tak…