Leapmotor B10 Hybrid EV: pierwsze spotkanie. Jak jeździ hybrydowy SUV za 109 900 zł?

Leapmotor B10 Hybrid EV to SUV segmentu C, który w ofercie promocyjnej jest dostępny za 109 900 zł. Ma 218 KM i nie trzeba go ładować, ale czy podczas jazdy nie czuć nadmiernych oszczędności?
- Leapmotor B10 Hybrid EV uzupełnia gamę marki należącej do koncernu Stellantis
- To hybryda, w której silnik spalinowy nie napędza kół
- Sprawdziłem, jak jeździ i co można temu SUV-owi zarzucić
„Jeżeli ktoś nie jest pasjonatem motoryzacji i potrzebuje samochodu po prostu do przemieszczania się, ten model idealnie trafi w jego potrzeby”. Tak mogłoby brzmieć podsumowanie tego artykułu, ale tym razem to autentyczny tekst, który padł podczas konferencji prasowej przed jazdami testowymi - i to nie od innego dziennikarza, a od przedstawiciela marki. Doceniam szczerość. Często podczas podobnych prezentacji słychać słowa o „niezrównanych emocjach”, „nowym standardzie przyjemności z jazdy” i inne górnolotne sformułowania, nawet jeśli mówimy o przeciętnym crossoverze, który powstał w zupełnie innym celu. Tym razem nam tego oszczędzono.
Leapmotor B10 Hybrid EV jest maszyną do przemieszczania się – i z tego zadania się wywiązuje
O jakim aucie mówimy? Marka Leapmotor stale poszerza swoją gamę – zaczęła od małego, taniego T03 (konkurent Dacii Spring) i sporego C10, rywalizującego np. z Teslą Model Y. Teraz pokazała lub zapowiedziała już m.in. hatchbacka segmentu C, jak i flagowego, dużego SUV-a.
Tymczasem Leapmotor B10 to auto „środkowe” – czyli kompaktowy SUV segmentu C, który mierzy 4530 mm długości, ma 1885 mm szerokości, 1655 mm wysokości i rozstaw osi 2735 mm. Jeśli ktoś potrzebuje punktu odniesienia w postaci utytułowanego, dobrze znanego i popularnego modelu – B10 jest mniej więcej wielkości Kii Sportage.
Nazwa wersji może dziwić
Leapmotor B10 Hybrid EV – pozornie, to nazwa składająca się ze sprzeczności. Jak samochód może być jednocześnie hybrydowy i elektryczny? To trochę tak, jakby kotlet był mięsny i wegetariański naraz.
Chińska marka należąca w 51-proc. do koncernu Stellantis (właściciela m.in. Peugeota, Fiata, Alfy Romeo czy Dodge’a i Jeepa) broni się jednak, wyjaśniając zasadę działania układu napędowego auta. Rzeczywiście – w ciekawy sposób łączy on cechy hybrydy i elektryka. To samochód elektryczny, ale z generatorem spalinowym. W praktyce oznacza to, że koła zawsze napędza silnik elektryczny (ma 218 KM), a 1,5-litrowa jednostka benzynowa o mocy 82 KM nie ma mechanicznego połączenia z kołami i służy wyłącznie do wytwarzania prądu. Energia trafia do akumulatora o pojemności 18,8 kWh, który pozwala przejechać do 86 km bez użycia paliwa, a przy rozładowaniu system sam uruchamia generator i podtrzymuje pracę układu. Całość uzupełnia 50-litrowy zbiornik paliwa, co przekłada się na deklarowany zasięg do 900 km.
Czyli z punktu widzenia kierowcy auto użytkuje się tak, jak model spalinowy – nie jeździ się pod ładowarki ani nie podłącza kabla w garażu, tylko tankuje bezołowiową na stacji. Jednocześnie, Leapmotor zza kierownicy może wydawać się „pełnoprawnym” elektrykiem. Ale o tym za chwilę.
Jak wygląda Leapmotor B10 Hybrid EV?
Zdradziłem już, że nie jest to najbardziej emocjonujący samochód dostępny obecnie na rynku, jeśli chodzi o wrażenia z jazdy. Każdy, kto ogląda dołączone do tego artykułu zdjęcia, zauważy też zapewne, że styliści również nie mieli na celu zaprojektowania auta, które przyprawi przechodniów o ból szyi z powodu ciągłego odwracania się i oglądania za nim.
To nie jest wada, ale cecha – Leapmotor B10 prezentuje się trochę jak z generatora i mógłby nosić na masce znaczek wielu różnych marek. Osoby, które nie śledzą absolutnie każdej nowinki ze świata motoryzacji i czują się zagubione w gąszczu nowych, chińskich graczy na rynku – a wiem, że takich nie brakuje – mogą się nie zorientować, na co patrzą. Z jednej strony, trudno mówić o przełomowej czy wyjątkowo atrakcyjnej stylistyce. Z drugiej – B10 jest estetyczny, proporcjonalny i miły dla oka. Po prostu niczym się szczególnie nie wyróżnia, nie ma zapadających w pamięć detali czy wyjątkowego „spojrzenia”. Design nie jest tu ani argumentem za, ani przeciw.
We wnętrzu widać pewne inspiracje
Pomysł na kokpit praktycznie pozbawiony fizycznych przełączników, ale za to z wielkim ekranem na środku, służącym do obsługi właściwie każdej możliwej funkcji zawartej w bogatym wyposażeniu auta, nie jest nowy i od razu kojarzy się przede wszystkim z Teslą. Co więcej – możliwe, że za jakiś czas trendy się odwrócą i to wnętrza z większą liczbą klasycznych „guzików” będą bardziej na czasie. Zwiastuny zmiany mody już widać, bo przy okazji liftingów producenci zmieniają np. haptyczne panele na kierownicach na zwyczajne, lub montują pokrętła.
Tak czy inaczej, Leapmotor jest bardzo „cyfrowy” i obsługuje się go tak, jak tablet. Tyle że to bardzo dobry tablet: nie tylko jest duży i wygodny, ale ma też czytelne i logicznie pogrupowane menu. Nawet tłumaczenie opisów na polski – w wielu chińskich produktach słabe lub wręcz śmieszne – nie wzbudza uwag. Może tylko sterowanie lusterkami za pomocą wielofunkcyjnych pokręteł na kierownicy (zmieniają swoje przeznaczenie w zależności od wybranej funkcji) to już o krok za daleko i wygodniejszy byłby osobny panel na drzwiach. Tę czynność wykonuje się jednak we własnym aucie rzadko. Ogólnie, B10 obsługuje się wygodnie i nawet ktoś, kto nie jest fanem ekranów, raczej szybko się przyzwyczai. Kokpit jest przyzwoicie wykonany. Wygląd bocznych nawiewów może kojarzyć się z Volvo, a detale przed pasażerem w postaci dziur dodaje nieco terenowego klimatu, jak z Land Rovera.
To przestronny samochód
Trudno mieć uwagi zarówno do przestronności z tyłu (nie brakuje miejsca ani na kolana, ani na głowę – nawet gdy wysoki pasażer usiądzie za wysokim kierowcą), jak i do pojemności bagażnika (430 litrów). Jak na SUV-a tej wielkości, B10 jest naprawdę praktyczny. Ma też liczne schowki i półki, sprytne, składane uchwyty na napoje i wygodną ładowarkę indukcyjną. Trzeba położyć na niej kartę, która pełni tu rolę kluczyka, aby ruszyć.
Jak jeździ Leapmotor B10 Hybrid EV?
Jak samochód elektryczny: i to jest komplement. Silnika spalinowego podczas jazdy praktycznie nie słychać – choć to zależy oczywiście od wybranego trybu. Są cztery i w gruncie rzeczy sprowadzają się do zarządzania energią – dwa z nich (EV i EV+) pozwalają jeździć wyłącznie na prądzie, maksymalizując wykorzystanie akumulatora, natomiast pozostałe (Paliwo i Power+) angażują generator wtedy, gdy potrzebny jest większy zasięg albo wyższa moc, na przykład w trasie czy przy dynamicznej jeździe. Całość działa automatycznie i bezobsługowo, a kierowca może co najwyżej zdecydować, czy chce priorytetowo oszczędzać baterię, czy korzystać z pełnej wydajności układu.
Nawet przy wybraniu trybu, w którym silnik spalinowy włącza się częściej, nie jest hałaśliwy. Reakcja na gaz jest błyskawiczna, niczym w aucie w pełni elektrycznym. Samochód jest żwawy (setka w około 8 sekund) i działa bardzo płynnie. Miłym dodatkiem jest coraz popularniejsza w autach elektrycznych i wciąż dość rzadka w hybrydach funkcja One Pedal (nie trzeba dotykać hamulca, by się zatrzymać).
Dlaczego pisałem, że to jest „maszyna do przemieszczania się”?
Mimo niezłych osiągów i dobrej reakcji na gaz, na próżno szukać w B10 emocji. Układ kierowniczy… po prostu jest, i to wszystko, co można o nim napisać. Nie przekazuje zbyt wiele informacji na temat tego, co dzieje się z kołami, jest bardzo mocno wspomagany i w połączeniu z zawieszeniem, które jest co prawda w miarę komfortowe, ale za to pozwala na duże przechyły nadwozia, tworzy mieszankę dla spokojnych kierowców. Takich, którzy po prostu chcą dojechać z punktu A do punktu B.
Nie jest to zarzut. Tak naprawdę, jedyną wadą, którą faktycznie może przeszkadzać klientom z grupy docelowej na to auto – czyli osobom, które nie są koneserami osiągów czy dynamicznej jazdy po zakrętach – jest przeciętne wyciszenie. Odgłosy opływającego powietrza i szum opon doskwierają już od okolic 100-110 km/h. Na nic zdaje się zwiększenie głośności systemu audio, bo głośniki też są słabe.
Ile pali Leapmotor B10 Hybrid EV? To zależy od wybranego trybu i tego, jak się jeździ, a warunki pierwszych jazd testowych nie sprzyjają prowadzeniu dokładnych pomiarów. Można jednak uznać, że to okolice 5-6 litrów w cyklu mieszanym. Jak na niemałego SUV-a o mocy ponad 200 KM, nie ma na co narzekać. Z pewnością da się zużyć jeszcze mniej. Realny zasięg w trybie elektrycznym to ok. 70 km.
Podsumowanie
Cennik Leapmotora B10 Hybrid EV startuje od 109 900 zł w ofercie premierowej za wersję Life, a bogatsza Design (ma m.in. czujnik deszczu, przyciemniane szyby z tyłu i tapicerkę ze skóry ekologicznej) to koszt 116 200 zł. Ceny regularne, bez promocji, są wyższe o 10 000 zł. SUV tej wielkości, z oszczędnym układem hybrydowym, którego nie trzeba ładować i z mocą 218 KM za nieco ponad sto tysięcy, to coś, co w dzisiejszych czasach trzeba nazwać okazją. Na tle ceny większość wad blednie, a wymaganie tego, by tak wyceniony, rodzinny samochód oferował jeszcze szczególne emocje podczas jazdy, brzmi wręcz niepoważnie.