10 lipca 2025

Nie ma drugiego elektryka tak bliskiego autu spalinowemu. Jak jeździ Hyundai Ioniq 6N? | PIERWSZA JAZDA

Hyundai Ioniq 6N Prototype

Samochody elektryczne są nudne? Zapewne tak, ale dopóki nie wsiądziesz w najnowszego Hyundaia Ioniqa 6N, który potrafi nawet kręcić w miejscu bączki. Ma on przynajmniej 650 KM, multum różnych ustawień, i tak zmienny charakter, jak wygląd skóry kameleona. Na celownik bierze przede wszystkim Porsche Taycana.

  • Hyundai Ioniq 6N jest sportową limuzyną z napędem na obie osie.
  • Jej moc wynosi przynajmniej 650 KM.
  • To koreańskie auto na drodze robi niemal wszystko, jak… auto spalinowe.

Zbrojne ramię Hyundaia, zwane N, ma powody do dumy. Już jego pierwszy model w postaci i30 N został przyjęty absolutnie znakomicie. Z miejsca okazał się bowiem jednym z najlepszych kompaktowych hot hatchy na rynku.

Hyundai N od lat bierze udział w rajdowych samochodowych mistrzostwach świata WRC, i to z licznymi sukcesami. Z kolei w 2023 roku do jego oferty wszedł Ioniq 5N, który na nowo zdefiniował pojęcie frajdy z jazdy za kierownicą auta na prąd.

Teraz na wyższy poziom wynosi je Hyundai Ioniq 6N.

Hyundai Ioniq 6N: oczko w głowie prezesa

Korea. Centrum badawcze-rozwojowe koncernu Hyundai Motor Company pod Seulem. To jeden z największych tego typu ośrodków na świecie, zatrudniający tysiące inżynierów. To właśnie tutaj czekają na nas prototypowe Hyundaie Ioniq 6N.

W zamkniętej hali, służącej na co dzień działowi designu, Joon Park (woli swoje imię pisać tak: JooN) – szef dywizji N – z niekrytym entuzjazmem chwali się dotychczasowymi dokonaniami jego oddziału. Oczkiem w głowie jest jednak zupełnie nowy Ioniq 6N.

Lżejszy, dłuższy o 1,5 cm oraz szerszy o 6 cm niż reszta Ioniqów 6, wyróżnia się poprawioną aerodynamiką oraz ogromnym skrzydłem z tyłu. Kształtem przypomina ono to, stosowane w Porsche 911 GT3 RS. Również powstało z włókna węglowego i jest przymocowane do nadwozia za pomocą wsporników przywodzących na myśl gołębią szyję.

Hyundai Ioniq 6N ma dwa silniki elektryczne o mocy przynajmniej 650 KM – oficjalnych danych podczas prezentacji nie podano. Co istotne, rozdział momentu obrotowego można zmieniać tutaj suwakiem. Dzięki temu to koreańskie auto może być bardziej przednio- lub tylnonapędowe.

TUTAJ przeczytasz, jak jeździ DS No8.

Trzy różne próby

Ale suche dane nie oddają tego, co na drodze potrafi Hyundai Ioniq 6N. Jazdy w ośrodku testowym dzielą się na kilka etapów. Pierwszy obejmuje tor z długimi łukami pokrytymi wodą. W drugim czekają na mnie slalom, omijanie przeszkody oraz próby przyspieszania. Ostatnia część to jazda po torze wyścigowym, na którym kilka zakrętów odwzorowuje te z kultowego Nurburgringu.

Niestety, za pierwszym razem nie mogę zająć miejsca za kierownicą. Pozostaje mi więc fotel pasażera. Obok mnie siedzi jeden z inżynierów dywizji N. Dosłownie przed chwilą – podczas jazdy z innym uczestnikiem prezentacji – wypadł z drogi, ale twierdzi, że już nie popełni tego błędu.

Hyundai Ioniq 6N ma specjalny tryb driftu, oferujący liczne ustawienia. Za pomocą suwaków na ekranie centralnym można zmieniać m.in. stopień wychylenia tylnych kół. Jak mówi mój kierowca, „inicjacja driftu następuje tutaj za pomocą hamowania rekuperacyjnego”.

Z miejsca pasażera najbardziej zaskakuje mnie to, z jaką łatwością ten koreański samochód zaczyna drfitować. Towarzyszą temu dźwięki typowe dla auta spalinowego, choć wydawane sztucznie. Ale są one niczym kolejny zmysł, którego brakuje innym elektrykom.

Hyundai Ioniq 6N potrafi kręcić się w miejscu

Hyundai Ioniq 6N z ogromną łatwością porusza się mniejszymi lub większymi uślizgami – wszystko zależy tak naprawdę od aktualnych ustawień. Na moje pytanie o to, czy łatwo tak jeździć, „inżynier odpowiada, że w tym aucie to nic trudnego, jednak zawsze przydaje się pewne doświadczenie”.

Na koniec zatrzymujemy się, kierowca zmienia coś na centralnym ekranie i mówi, abym się dobrze trzymał. Ruszamy i po chwili Hyundai Ioniq 6N zaczyna kręcić w miejscu bączki. Prawdę mówiąc, mógłby to robić non stop, ale jego opony szybko mogłyby się „skończyć”.

Pierwsza część jazd trwa około 15 minut. Na szczęście tym razem obyło się bez żadnych przygód. Teraz czeka mnie przerwa i za chwilę kolejne „zajęcia”.

Teraz będę mógł w końcu osobiście zasiąść za kierownicą zakamuflowanego prototypu.

„Im więcej biegów, tym większa frajda”

Tym razem na prawym fotelu siedzi inżynier odpowiedzialny za „zgranie” dźwięków z pracą przekładni N e-Shift. W odróżnieniu od Ioniqa 5N, młodszy i większy brat tego samochodu ma 8, a nie 7 wirtualnych przełożeń. „Im więcej biegów, tym większa frajda z jazdy” – tłumaczy mój pasażer.

Na potwierdzenie swoich słów prosi, abym się zatrzymał i wypróbował funkcję launch control. Za pierwszym razem system symulowania zmiany biegów jest uruchomiony. Przed startem, gdy podkręcam obroty, słyszę czysto „spalinowe dźwięki”.

Aż trudno uwierzyć, że siedzę w elektryku. Jeszcze trudniej uwierzyć po ruszeniu z miejsca, gdy zmianie biegów towarzyszą nie tylko odpowiednie doznania dźwiękowe, ale i szarpnięcia znane mi choćby z Ferrari Romy Spider.

Po chwili znów się zatrzymujemy i teraz kilkoma kliknięciami na ekranie inżynier wyłącza funkcję N e-Shift. Ruszamy z miejsca, a… wszystkie dotychczasowe emocje nagle znikają. Hyundai Ioniq 6N owszem bardzo intensywnie przyspiesza – zapewne w nieco ponad 3 s od 0 do 100 km/h – ale to już nie to samo.

TUTAJ przeczytasz, jak jeździ Ferrari Roma Spider.

Hyundai Ioniq 6N: wszystko zależy od ustawień

W slalomie ta duża koreańska limuzyna jedzie niemal jak po sznurku. Czuć tu niski środek ciężkości i niewielkie przechyły. Reakcje na zmiany kierunku są szybkie, ale nie ostre, a auto okazuje się bardzo posłuszne woli kierowcy.

Jego zachowanie jest jednak inne w zależności od ustawień napędu. Zachowuje się albo jak samochód 4x4, albo jak tylno- lub przednionapędowy. Wszystko zależy od sposobu rozdziału momentu obrotowego.

„Jak widzisz, stworzyliśmy jedno auto, które może udawać wiele innych. Wystarczy tylko zmienić ustawienia” – mówi inżynier jadący ze mną. Dodaje, że aby wrażenia były jak najbardziej naturalne i bliskie autom spalinowym, razem ze swoim zespołem musiał m.in. spowolnić zmianę biegów.

„Próbowaliśmy różnych ustawień aż trafiliśmy na te najbliższe naturalnym” – rzuca na zakończenie naszych jazd.

Czas na tor wyścigowy

Przede mną tor. Na początku za kierownicą Hyundaia Ioniqa 6N zasiada kierowca testowy. Ma to na celu zapoznanie z niezbyt długą, ale szybką nitką toru. Po 2 okrążeniach zjeżdżamy na bok i teraz ja przejmuję stery.

Pierwsze kilka zakrętów pokonuję ze sporą rezerwą, ale z kolejnymi metrami pozwalam sobie na więcej. Hyundai Ioniq 6N w najszybszym miejscu jedzie ponad 160 km/h. Po chwili hamuję i wjeżdżam w długi i zaskakująco trudny zakręt.

Auto praktycznie nie nurkuje, a hamulce działają niemal jak w typowym samochodzie spalinowym. Jeśli się na tym mocniej skupić, owszem da się wyczuć moment przejścia na hamowanie regeneracyjne, ale jest on dobrze... zakamuflowany.

Zaskakuje mnie jednak to, że Hyundai Ioniq 6N nie ma ostrego charakteru. Fakt, na zmiany kierunku reaguje szybko i bezpośrednio, ale nigdy nie sprawia wrażenie przesadnie sportowego.

Bardzo przewidywalne zachowania

Za to odpowiednio dobrana siła wspomagania kierownicy zapewnia dobre wyczucie tego, co dzieje się na styku opon z asfaltem. Hyundai Ioniq 6N w szybko pokonywanych zakrętach na boki przechyla się tylko tyle, ile musi. Jest bardzo przewidywalny i łatwy do wyczucia.

Pomimo jego ogromnej mocy, wykazuje się płynnymi reakcjami. W rezultacie łatwo utrzymać go na torze, łatwo kontrolować i łatwo jechać szybko.

Gdy już zaczynam lepiej „rozumieć” to auto i bardziej się z nim zgrywać, okazuje się, że mój czas dobiega końca. Przejechałem 6 lub 7 szybkich okrążeń i po usłyszeniu informacji od kierowcy testowego, że trzeba już kończyć naszą zabawę, chcę pokonać jeszcze jedno, przeznaczone na schłodzenie samochodu, w tym przede wszystkim układu hamulcowego

Słyszę tylko, że nie ma takiej potrzeby i mogę już zjeżdżać na parking. Ale jak to?

TUTAJ przeczytasz megatest Mercedesa-AMG GLC 63 SE Performance.

PODSUMOWANIE

Prototypowy Hyundai Ioniq 6N to auto gotowe do produkcji w 98-99%. Czeka go jeszcze jednak trochę „strojenia” tak, aby osiągnąć ostateczny efekt. Mimo tego, robi absolutnie pierwszorzędne wrażenie.

Jest bardzo szybki i bardzo… spalinowy, co kwituje choćby „strzałami z wydechu” (którego nie ma) po odpuszczeniu nogi z pedału gazu. JooN Park na każdym kroku podkreśla, że pracowali nad nim prawdziwi entuzjaści, którzy wzięli pod uwagę nawet taki aspekt, jak stosowanie opon nie większych niż 20-calowe.

Dlaczego? „Tu chodzi o kompromis dotyczący kosztów użytkowania. 20-calówki nie są jeszcze tak ekstremalnie drogie, jak ogumienie o większym rozmiarze” – mówi Park. Dodaje, że pierwsze egzemplarze tego auta trafią do klientów pod koniec 2025 roku.

Hyundai Ioniq 6N na celownik ma wziąć przede wszystkim Porsche Taycana 4S. Podobno na miejscu Koreańczycy mają 6 egzemplarzy tego auta. Śmiało można powiedzieć, że ich najnowsze dziecko daje od niego więcej frajdy.

Ale czy jest lepsze? O tym przekonamy się wkrótce. Przeszkodą w pokonaniu go na rynku może być choćby fakt, że Ioniq 6N nie… nosi znaczka Porsche.

Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype
Hyundai Ioniq 6N Prototype