4 maja 2026

Zakaz reklamowania samochodów spalinowych już działa. Koncert na plakacie zamiast kombi

miasto sct

To miasto zakazało reklamowania paliw kopalnych, ale też samochodów nimi zasilanych. Czy taka jest przyszłość reklamy?

  • Amsterdam całkowicie wycofał reklamy aut spalinowych z przestrzeni publicznej.
  • Czy zakazy reklam rzeczywiście mogą wpłynąć na wybory kierowców i ograniczyć popularność samochodów benzynowych?
  • Wolne powierzchnie reklamowe mają teraz promować lokalne biznesy, kulturę i miejskie inicjatywy.

Na ulicach tego miasta nie ma już reklam samochodów spalinowych, linii lotniczych ani produktów pochodzenia mięsnego, jak np. hamburgery. Skupmy się jednak na aspekcie motoryzacyjnym.

Od 1 maja 2026 roku Amsterdam stał się stolicą, która zakazała publicznych reklam paliw kopalnych, w tym samochodów benzynowych i z silnikami Diesla. Mieszkańcy i turyści rzekomo widzą teraz zupełnie inny krajobraz reklamowy. Zamiast SUV-ów, tanich lotów i burgerów z wiat przystankowych spoglądają plakaty promujące muzea, koncerty fortepianowe czy lokalne wydarzenia kulturalne.

Motoryzacja pod presją polityki klimatycznej

Decyzja władz Amsterdamu ma bezpośrednio odzwierciedlać ekologiczne ambicje miasta. Stolica Holandii dąży do neutralności klimatycznej do 2050 roku, a jednym z narzędzi realizacji tego planu stało się ograniczenie promocji produktów, które kolidują z tym celem.

Zakaz objął reklamy benzyny, diesla, a także samochodów osobowych napędzanych tymi paliwami. W efekcie sektor motoryzacyjny – obok lotnictwa i branży mięsnej – trafił na swoistą czarną listę produktów, których miasto nie chce już promować w przestrzeni publicznej. Nie ma precyzyjnej informacji, co z reklamami hybryd.

Nie tylko Amsterdam

Działania Amsterdamu wpisują się ponadto w szerszy międzynarodowy trend. Jak podaje BBC, miasta takie jak Edynburg, Sheffield, Sztokholm czy Florencja wcześniej zdecydowały się na ograniczenia lub całkowite zakazy reklamy paliw kopalnych. Holendrzy poszli jednak o krok dalej, łącząc paliwa kopalne z produktami pochodzenia zwierzęcego. Tym samym chcą stworzyć globalny precedens.

Choć sektor paliw kopalnych odpowiadał w Amsterdamie za około 4% wydatków reklamowych, a mięso jedynie za 0,1%, symboliczne znaczenie tej decyzji pozostaje ogromne. Z billboardów znikają obietnice przygody za kierownicą auta spalinowego. Zamiast nich pojawiają się treści kulturalne i lokalne inicjatywy – od sklepów z regionalnymi produktami po kwiaciarnie.

Politycy tłumaczą decyzję

Przedstawicielka Partii Zielonej Lewicy przekonuje, że wynajmowanie przestrzeni publicznej pod reklamy produktów, z którymi miasto aktywnie walczy, pozostaje sprzeczne z prowadzoną polityką. „Większość ludzi nie rozumie, dlaczego władze miejskie miałyby zarabiać na wynajmowaniu ścian pod coś, przeciwko czemu prowadzą aktywną politykę” – stwierdziła Anneke Veenhoff.

Hannah Prins z organizacji Advocates for the Future otwarcie porównuje ten ruch do walki z reklamą tytoniu sprzed dekad. Przypomina przy tym, że jeszcze niedawno holenderska legenda futbolu Johan Cruyff występował w reklamach papierosów. Wtedy palenie w restauracjach i pociągach było normą.

Dziś wydaje się to niewyobrażalne. „To, co widzimy w przestrzeni publicznej, uznajemy za normalne w naszym społeczeństwie” – mówi Prins. Dodaje również, że widok „zamordowanych zwierząt na billboardach” przestał być społecznie akceptowalny, podobnie jak kiedyś wszechobecna promocja tytoniu.

Czy taki zakaz ma sens?

Pozostaje pytanie o skuteczność takich działań. Reklamy samochodów spalinowych zniknęły z przystanków i metra. Jednak nadal bez przeszkód docierają do użytkowników za pośrednictwem algorytmów mediów społecznościowych na smartfonach.

Na razie brakuje twardych dowodów potwierdzających, że usuwanie promocji produktów wysokoemisyjnych z przestrzeni publicznej prowadzi do trwałej zmiany nawyków komunikacyjnych lub zakupowych.

Lokalnie zamiast globalnie

Co ciekawe, zwolennicy nowych przepisów przewidują, że na ograniczeniu wielkiego biznesu paliwowo-mięsnego skorzystają mniejsze lokalne przedsiębiorstwa. Miejsca reklamowe zwolnione przez koncerny naftowe i motoryzacyjne mogą bowiem wypełnić treści promujące lokalne wydarzenia, rzemieślnicze sklepy czy sąsiedzkie usługi.

Amsterdam wysłał więc wyraźny sygnał: wielkie koncerny sprzedające produkty napędzające kryzys klimatyczny nie mogą już liczyć na bezrefleksyjne przejmowanie miejskiej przestrzeni. Nadal jednak brakuje informacji, czy wraz z ograniczeniem obecności korporacji zmienią się również ceny reklam. To warunek aby lokalne sklepy i kwiaciarnie mogły realnie konkurować o miejsca dotychczas zajmowane przez największe światowe firmy.