Nowy Nissan Leaf: Japończycy znów dadzą konkurencji z… liścia? | PIERWSZA JAZDA

Pierwsze dwie generacje znalazły na całym świecie 700 tys. nabywców, trzecia będzie więc zupełnie inna. Proste i logiczne, prawda? Nowy Nissan Leaf zrywa więc z konserwatywnym wyglądem – teraz jest już modnym „podniesionym” crossoverem. Do tego dostaje najnowocześniejsze multimedia oraz systemy wspomagające, no i może mieć baterię o pojemności do 75 kWh. Zza kierownicy sprawdzam, czy Leaf znów ma szasnę zostać bestsellerem.
- Nissan Leaf 2025 to zupełnie nowy model. Platforma – CMF-EV, czyli wspólna m.in. z modelem Ariya
- Moc: do 218 KM, ładowanie – aż do 150 kW (DC). No i ponad 600 km zasięgu według WLTP
- Produkcja rusza w grudniu, pierwsze auta trafią do klientów na przełomie zimy i wiosny 2026 r.
W 2010 r. swoje pierwsze w historii mistrzostwo świata w piłce nożnej zdobyła Hiszpania, w Warszawie trwała wojna o krzyż, a Nissan wprowadzał do sprzedaży pierwszy w historii wielkoseryjny samochód elektryczny.
Producenci z Chin kojarzyli się nam wtedy głównie jako twórcy pokracznie wyglądających i słabo wykonanych kopii aut rodem z Europy, a o elektrycznej rewolucji tak naprawdę mało komu się jeszcze wtedy śniło. Sceptycy powszechnie przewidywali wręcz, że ów pierwszy wielkoseryjny elektryk – Nissan Leaf – zniknie w zasadzie tak szybko, jak się pojawił. No i że tryumfalny marsz kontynuować będą diesle. Cóż, trochę się pomylili.
No bo tak – o ile dziś Hiszpania znów jest w gronie faworytów nadchodzącego mundialu, o tyle pozostałe kwestie wyglądają już nieco inaczej. Zwłaszcza, jeśli chodzi o producentów z Chin i ich sprzedaż, elektryki, diesle, no i o Nissana Leafa. Bo Leaf nie dość że nie zniknął, to do 2019 r. był najlepiej sprzedającym się elektrykiem na świecie.
Pierwsze dwie generacje skusiły łącznie niemal 700 tys. klientów i dopiero po dziewięciu latach od debiutu Nissan musiał oddać pierwszeństwo Tesli. Czy w takim razie pokazany właśnie Leaf 3. generacji znów będzie w stanie zostawić rywali z tyłu? To właśnie sprawdziłem podczas pierwszych jazd nowym japońskim elektrykiem.
Nowy Nissan Leaf: jestem crossoverem
Na początek jednak mała ciekawostka. Bo pierwszy Leaf nie wziął się z próżni. I to wcale nie był przypadek, że pierwszego wielkoseryjnego elektryka wypuścił na rynek właśnie Nissan. Ta japońska marka romansowała bowiem z elektromobilnością już od lat 70. XX wieku – Leaf (z różnych względów) pojawił się jednak dopiero w 2010 r. Z tym że owe „dopiero” pasuje tylko do kontekstu Nissana, bo gdy Leaf I wjeżdżał do salonów, to większość rywali zajmowała się zupełnie czym innym.
Leaf I na początek dostał baterię o pojemności 24, potem pojemność ogniw wzrosła do 30 kWh. Auto nie powalało ani wyglądem, ani osiągami, ani zasięgiem, ale pokazało, że elektryk nie musi wyglądać jak statek kosmiczny. No i że nie musi kosztować taczki pieniędzy. Produkowany w latach 2017-24 Leaf II kontynuował koncept hatchbacka, ale był i nowocześniejszy z wyglądu, i miał – co jasne – większą baterię trakcyjną. No i lepszy zasięg. Leaf III stanowi natomiast zupełnie nowe otwarcie.
Zmienia się bowiem w zasadzie wszystko. Leaf nie jest już hatchbackiem – teraz to modny crossover stanowiący mieszankę liftbacka i małego SUV-a ze zwiększonym prześwitem. Nissan twierdzi, że choć auto projektowano w Japonii, to design powstał z myślą o kliencie z Europy.
Bo to Europa była zawsze głównym rynkiem zbytu Leafa.
Nowy Nissan Leaf: po co zwiększać prześwit w elektryku?
Nowy model dostał chowane klamki w przednich drzwiach (tylne ukryto w słupku C), może przejechać nawet do 622 km po pełnym naładowaniu (WLTP; wersja z ogniwami 75 kWh) i przyjmuje prąd z mocą do 150 (bateria 75 kWh) lub 105 kW (ogniwa 52 kWh).
Poza tym dzięki nowemu Leafowi po raz pierwszy w historii dostajemy podświetlane logo (tak, również Nissan poszedł tą drogą). Możemy mieć też szklany panoramiczny dach, wyposażony – a jakże – w przyciemnianie za pomocą zatopionych w szkle ciekłych kryształów (technologia PDLC opracowania przez Saint Gobain). Tradycyjna roleta nie dość, że zabiera sporo miejsca nad głowami, to na dodatek wymusiłaby nieco inne poprowadzenie linii dachu. Co w obliczu walki o jak najniższy współczynnik oporu powietrza byłoby jednak dość niekorzystne.
Nowy Nissan Leaf w wersji na Europę może pochwalić się parametrem Cx=0,25. Nieźle. Natomiast w kontekście walki o opływowe kształty i duży zasięg na pierwszy rzut nieco dziwi jednak decyzja o „podniesieniu” prześwitu. Przecież to bez sensu – zauważycie – zwłaszcza w aucie elektrycznym, które – tak jak Leaf – nie ma napędu na obie osie.
Ludzie z Nissana mają jednak na to przygotowaną odpowiedź: dzięki temu wygodnie się wsiada, a prześwit – choć wyższy – nie wpływa negatywnie na zasięg. „To taki złoty środek między komfortem a użytecznością” – szeroko uśmiecha się mój rozmówca. „Sam zresztą jutro zobaczysz” – kończy.
Kolejna ciekawostka to aktywne rolety w dolnej części przedniego zderzaka. Domyślnie elektronika dąży do tego, by były jak najdłużej zamknięte, bo to korzystnie wpływa na aerodynamikę. Osiągi? Odmiana o mocy 177 KM uzyskuje pierwsze 100 km/h po 8,6 s, wersja 218 KM – po 7,6 s. Nie jest to więc rakieta, ale… wystarcza. Co ciekawe – topowa wersja Leaf II była szybsza.
Nowy Nissan Leaf: jaka bateria? Jaki zasięg
Nissan postawił na ogniwa NMC, natomiast bateria może być ogrzewana lub chłodzona w zależności od sytuacji – w kontekście wysokiej mocy ładowania optymalna temperatura ogniw to 25 stopni Celsjusza. Czas ładowania od 20 do 80% SOC w przypadku ładowarki DC i ogniw 75 kWh wynosi około 30 minut. Tak, choć zazwyczaj stosuje się czasy ładowania dla zakresu 10-80% SOC, to Nissan podaje inaczej. Bo może.
Leaf dostał ponadto funkcję V2L (możliwość zasilania urządzeń zewnętrznych z mocą do 3,6 kW), w przyszłości obsługiwana ma być opcja V2G (Vehicle to Grid; auto będzie mogło oddać część energii z powrotem do sieci).
Japończyków warto pochwalić też za to, że podają zasięg nie tylko w trybie mieszanym, ale i podczas jazdy z prędkościami odpowiednio 110 i 130 km/h. I tak, w pierwszym wypadku i dla wersji z większą baterią jest to około 430, w drugim – 330 km.
Całkiem nieźle. Trochę natomiast szkoda, że wielu innych producentów bombarduje nas tylko łącznymi zasięgami WLTP. Które – Bogiem a prawdą – zazwyczaj są nieco wyższe niż te osiągane w realnym ruchu drogowym.
Nowy Nissan Leaf: jakie wyposażenie?
We wnętrzu nowego Nissana Leafa czekają nas dwa duże ekrany połączone – zgodnie z bieżącą modą – w jedną dużą taflę. Oba mają przekątną po 14,3", natomiast pod tym odpowiedzialnym za multimedia dostajemy jeszcze rząd przycisków służących m.in. do sterowania klimatyzacją. No i świetnie, bo poza tym, że trochę się „palcują”, to są bardzo wygodne w użyciu.
System operacyjny oparto – a jakże – na oprogramowaniu od Android Automotive, mamy tu więc m.in. wbudowane mapy Google’a (z funkcją wyznaczania tras obejmującą ewentualne postoje na ładowanie) oraz sklep Google Play – możliwość instalowania różnych aplikacji. W tym np. gier (dzieci lubią to) oraz YouTube’a (to zresztą też lubią). Za sterowanie głosowe odpowiada Google Assistant.
Ogólnie system działa szybko i sprawnie, choć np. w jednym miejscu nawigacja twierdziła, że auto znajduje się spory kawałek od faktycznej pozycji. A niektóre ekrany ładowały się nieco dłużej niż powinny. Z tym że auta przedstawione do prezentacji to wciąż egzemplarze przedprodukcyjne. Duży plus: nawigacja Google’a wie, kiedy zbliżamy się do punktu ładowania, więc elektronika może zawczasu zadbać o odpowiednie schłodzenie lub podgrzanie baterii.
Tworzywa w kabinie w większości okazują się twarde, ale przynajmniej mają akceptowalną fakturę. Z tyłu miejsca na kolana i nad głową jest wystarczająco – przynajmniej wtedy, gdy usiadłem „sam za sobą” (mam niecałe 180 cm wzrostu). Nieco gorzej wygląda sytuacja jeśli chodzi o stopy – gdy ktoś ma nieco większy rozmiar buta, ten może mieć już kłopot z tym, by stopę wygodnie wsunąć pod przedni fotel.
Bagażnik dysponuje nominalną pojemnością 437 l (VDA) i może mieć elektrycznie sterowaną pokrywę. Z tym że częste otwieranie i zamykanie kufra zawsze wiąże się z koniecznością wysłuchiwania ostrzegawczego „pikania” – na dłuższą metę nieco irytujące.
Nowy Nissan Leaf: jak jeździ? Wrażenia zza kierownicy
A propos Japonii – nowy Leaf będzie produkowany w brytyjskich zakładach Nissana w Sunderlandzie. Ogniwa natomiast będą wyjeżdżać z fabryki umieszczonej tuż obok – ma to sens. I jest wygodne.
Pierwsze, co rzuca się w oczy po zajęciu miejsca na fotelu kierowcy, to dość wysoka pozycja za kółkiem. Faktycznie, wsiada się bardzo wygodnie, ale siedzi się trochę „na aucie”, a nie – „w aucie”. Pozycja okazuje się wysoka nawet w najniższym ustawieniu fotela, ale tak, wiem – większość klientów właśnie tego oczekuje. Widoczność? Dobra, choć akurat nie przez tylną szybę. Tu trzeba się wspomagać obrazem z kamer 360 stopni.
Za kierownicą znajdują się łopatki do wyboru siły rekuperacji (regulacja czterostopniowa), natomiast mamy też funkcję e-Pedal, w której auto po zdjęciu nogi z gazu od razu mocno i zdecydowanie wytraca prędkość, regulując siłę rekuperacji w zależności od potrzeb. Ogólnie wymaga chwili przyzwyczajenia, bo zbyt mocne odjęcie gazu kończy się tym, że głowy wszystkich osób jadących autem natychmiast lecą mocno do przodu. Trochę przy tym wszystkim szkoda, że nie ma opcji jazdy bez dotykania hamulca – w trybie e-Pedal Leaf zwolni do kilku km/h, ale sam się nie zatrzyma.
Do wyboru mamy różne tryby jazdy, ale raczej nie ma co się nimi bawić. Bo między normalnym a sportowym różnic w dynamice wielkich nie ma, a tryb Eco tylko niepotrzebnie „kastruje” osiągi. Warto go używać chyba tylko wtedy, gdy do ładowarki jeszcze kawałek, a auto krzyczy w niebogłosy, że nie pojedzie już ani kilometra dalej.
Nowy Nissan Leaf: komfortowe zaskoczenie
Podczas jazdy największe wrażenie zrobiło na mnie zestrojenie zawieszenia. Z przodu mamy kolumny resorujące, z tyłu – oś wielowahaczową typu multi-link. Amortyzatory o zmiennej sile tłumienia? Nic z tych rzeczy, Leaf świetnie radzi sobie i bez nich. Jest bardzo komfortowy (mimo 19-calowych felg), no i – co najważniejsze – zawieszenie w większości sytuacji okazuje się bardzo ciche. Nic tu nie dobija, nic tu nie wali. Trochę przy tym szkoda, że niektórzy liczący się europejscy gracze nie potrafią sobie z tym tak dobrze poradzić. No, ale może kiedyś.
Układ kierowniczy? Jest dość mdły wokół położenia „zero” i nie zachęca do szybszej jazdy. Ale z drugiej strony – Leaf nie ma w sobie za grosz sportowych aspiracji, więc to w pełni zrozumiałe. Brzęczyk odzywający się po przekroczeniu prędkości o 0,05 km/h jest głośny i natarczywy, ale łatwo można go wyłączyć. Zegary mają świetną rozdzielczość i spore możliwości konfiguracji. Zużycie energii? W cyklu mieszanym na drogach wokół Kopenhagi (było też trochę autostrad) komputer pokazał coś około 16 kWh na każde 100 km. Przy temperaturze powietrza rzędu 8-13 stopni Celsjusza to dobry wynik. Szczególnie, że nowy Leaf nie jest wybitnie lekki – na pusto mamy od 1,8 do nieco ponad 1,9 t.
Jeśli coś przeszkadza, to np. fragment konsoli (ten z dźwigienką wyboru trybu jazdy), który potrafi niefajnie wbijać się w kolano. Ale problem z tym ma głównie... pasażer siedzący na prawym przednim fotelu. Szumy toczenia są słyszalne – od 100-110 km/h musicie się już z nimi liczyć. Ogólnie blachy Juke’a są dość cienkie i np. dźwięk zamykania drzwi przypomina trochę ten z Dacii. Nie, to nie jest złośliwy przytyk, tylko stwierdzenie faktu. Obie marki należą poza tym do jednego koncernu.
Nowy Nissan Leaf: podsumowanie i dane techniczne
Nowy Leaf to ogromny krok naprzód. Widać, że Nissan wiąże z tym modelem duże nadzieje. W końcu porzuca on formę nudnawego hatchbacka na rzecz modnego crossovera. No, ale skoro już tamte nudne hatchbacki sprzedawały się (bardzo) dobrze, to nowe wcielenie powinno ten sukces powtórzyć. Zwłaszcza że bardzo przyjemnie jeździ (zawieszenie!). Cen na razie nie znamy, wiemy natomiast to, że auto powinno wjechać do polskich salonów w I kwartale 2026 r. Seryjna produkcja w zakładach w Sunderlandzie ruszyć ma już w grudniu.
Sukces nowego Leafa zależeć będzie głównie od tego, jak będą wyglądały jego ceny w kontekście rywali z Chin. No i od tego, jaką gwarancję zaproponuje nam Nissan.
Dane techniczne












