66-letni mężczyzna z gminy Iwaniska (woj. świętokrzyskie) zadzwonił pod numer alarmowy 112, aby zgłosić kradzież auta. Okazało się, że tak naprawdę po prostu „zapomniał”, gdzie zostawił swój pojazd. Był pijany.

Halo, policja?

Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać z tej historii. Wieczorem 18 października dyżurny opatowskiej jednostki policji otrzymał zgłoszenie dotyczące kradzieży samochodu osobowego. Na numer alarmowy zadzwonił 66-latek z gminy Iwaniska.

Policjanci udali się do miejsca zamieszkania mężczyzny, aby wyjaśnić okoliczności kradzieży. Jak się jednak okazało… wcale do niej nie doszło. Jak to możliwe? Po krótkim śledztwie, mundurowi ustalili, że 66-latek pojechał rano do pracy swoim Volkswagenem, jednak do domu odwiózł go jeden ze współpracowników, ponieważ mężczyzna był nietrzeźwy. Zaś samochód pozostał na parkingu. (ZOBACZ też: Skradziony samochód: co zrobić? 7 istotnych wskazówek).

Zapłaci za to

„Kiedy mężczyzna zorientował się, że na podwórku nie ma należącego do niego pojazdu stwierdził, że został on skradziony i zawiadomił służby. Mundurowi ustalili ostatnie miejsce pracy mężczyzny i potwierdzili, że pojazd tam właśnie się znajduje i jest właściwie zabezpieczony” – poinformowała asp. Katarzyna Czesna-Wójcik.

Ten „telefon” na policję kosztował 66-latka 500 zł. Tyle bowiem wynosi kwota mandatu karnego za zgłoszenie bezpodstawnej interwencji.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również