Nowe przepisy już działają, a kierowcy słyszą pierwsze zarzuty za udział w nielegalnych wyścigach. Na razie chodzi o głośne przypadki z dróg ekspresowych, ale problem może dotyczyć także zwykłej ulicy w mieście. Czasem wystarczy kilka sekund rywalizacji po zapaleniu zielonego światła.

  • Nowe przepisy już działają i są pierwsi kierowcy z zarzutami.
  • Nie chodzi tylko o ściganie na S7 czy autostradzie.
  • Dziś nielegalny wyścig może zacząć się także po ruszeniu spod świateł.

Od 29 stycznia 2026 r. obowiązują w Polsce znacznie ostrzejsze przepisy dotyczące nielegalnych wyścigów. To jedna z tych zmian, które wielu kierowców kojarzy głównie z nocnym ściganiem na trasach szybkiego ruchu. Tymczasem nowe regulacje są szersze. Chodzi nie tylko o wcześniej umówione „ustawki”, ale też o sytuacje, w których dwóch kierowców zaczyna się ścigać spontanicznie. Właśnie dlatego nawet pozornie krótki sprint spod świateł może skończyć się dużo poważniej niż mandatem.

Nie tylko nocne ściganie. Definicja jest dużo szersza

Nowe przepisy po raz pierwszy tak wyraźnie opisują, czym jest nielegalny wyścig. To rywalizacja co najmniej dwóch kierujących pojazdami mechanicznymi w ruchu lądowym, zwłaszcza wtedy, gdy próbują pokonać odcinek drogi w jak najkrótszym czasie i robią to z naruszeniem zasad bezpieczeństwa. Ustawodawca objął przepisami także celowe wprowadzanie auta w poślizg albo doprowadzenie do utraty styczności z nawierzchnią chociażby jednego z kół podczas nielegalnych spotkań organizowanych w przestrzeni publicznej.

To ważna zmiana. Dla śledczych znaczenie ma nie tyle miejsce, ile sam mechanizm zachowania – rywalizacja, tempo i zagrożenie dla innych uczestników ruchu.

policja kontrola S7
Za udział w nielegalnym wyścigu grozi już nie tylko mandat, ale nawet 5 lat więzienia. Przekonali się o tym kierowcy zatrzymani na S7 koło Mławy. | Zdjęcie: KPP Mława

Pierwsi zatrzymani już są. Policja nie traktuje tego jak zwykłego wykroczenia

Nowe prawo bardzo szybko przestało być tylko zapisem w ustawie. Jedna z pierwszych głośnych spraw dotyczy zdarzenia na S7, gdzie policjanci zatrzymali dwóch kierowców Audi i Skody. Według ustaleń mieli się ścigać, zajmować oba pasy ruchu i przekroczyć dopuszczalną prędkość aż o 80 km/h. Obaj usłyszeli zarzuty udziału w nielegalnym wyścigu.

Podobny kierunek widać w kolejnej sprawie z tej samej trasy. 19-letni kierowca Audi RS6 został zatrzymany po zdarzeniu na odcinku między Dworkiem a Przejazdowem. Śledczy uznali, że brał udział w nielegalnym wyścigu, a sprawa trafiła do prokuratury.

Sprint spod świateł też może być ryzykowny

Najbardziej podstępne w nowych przepisach jest to, że wielu kierowców w ogóle nie widzi w codziennej ulicznej rywalizacji niczego wyjątkowego. Dwa auta stają obok siebie. Zapala się zielone światło. Jeden kierowca rusza mocniej, drugi odpowiada. Potem dochodzi szybkie przyspieszanie, próba utrzymania przewagi, zmiana pasa, czasem przekroczenie prędkości. Właśnie wtedy zwykły impuls może zacząć przypominać zachowanie, które śledczy ocenią już nie jako wykroczenie, lecz jako udział w nielegalnym wyścigu.

Nie oznacza to oczywiście, że każde dynamiczne ruszenie spod świateł automatycznie skończy się zarzutem. Kluczowe znaczenie ma to, czy da się wykazać rywalizację między co najmniej dwoma kierującymi i naruszenie zasad bezpieczeństwa. Problem w tym, że w praktyce wielu kierowców bardzo łatwo przekracza tę granicę, nawet nie myśląc o sobie jak o uczestnikach wyścigu.

sygnalizacja świetlna czerwone
Nielegalny wyścig nie zawsze oznacza umówiony zlot. Czasem to rywalizacja po ruszeniu spod świateł. | Zdjęcie: GettyImages

To już nie jest sprawa o mandat. Grozi więzienie

Za organizowanie, prowadzenie lub udział w nielegalnym wyścigu pojazdów mechanicznych grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Sąd może też orzec świadczenie pieniężne w wysokości od 5 tys. do 60 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Możliwy jest również przepadek pojazdu.

Karalne jest już samo przygotowanie do takiego czynu – w tym przypadku przepisy przewidują karę do 3 lat pozbawienia wolności. Jeszcze poważniejsze konsekwencje grożą wtedy, gdy skutkiem nielegalnego wyścigu będzie śmierć człowieka albo ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Do odpowiedzialności karnej mogą dojść też inne skutki, w tym zakaz prowadzenia pojazdów i wysokie koszty całego postępowania. Dlatego nowe przepisy są jasnym sygnałem. Droga publiczna nie ma być miejscem do sprawdzania, kto szybciej ruszy spod świateł i kto pierwszy zajmie sąsiedni pas. Dziś taka chwila brawury na drodze może kosztować znacznie więcej niż 15 punktów i 2500 zł mandatu.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również