Liczniki na sygnalizacji świetlnej od lat budzą emocje kierowców. Wielu z nich uważa, że ułatwiają jazdę i pozwalają lepiej ocenić, czy warto jeszcze ruszać, czy spokojnie czekać na zmianę świateł. Problem w tym, że nowoczesne skrzyżowania i stare przepisy długo sobie z nimi nie radziły. Teraz minister infrastruktury zapowiada zmiany, które mają otworzyć drogę do ich legalnego montażu także tam, gdzie dziś pojawia się najwięcej problemów.

  • Sekundniki zniknęły nie dlatego, że kierowcy ich nie chcieli.
  • Odliczanie czasu na światłach ma wrócić na nowych zasadach.
  • Problemem były stare przepisy i nowoczesna sygnalizacja.

To temat, który wraca regularnie, bo sekundniki są jednym z tych rozwiązań, które kierowcy po prostu lubią. Dają poczucie przewidywalności, pomagają przygotować się do ruszenia i zmniejszają irytację podczas postoju na czerwonym. Z drugiej strony od lat zderzają się z rzeczywistością nowoczesnej sygnalizacji, która coraz częściej działa w sposób zmienny, a nie według sztywnego programu.

Dlaczego sekundniki zniknęły z wielu skrzyżowań

Powód jest dość prosty. Przepisy z 2017 r. dopuściły sekundniki tylko przy sygnalizacji stałoczasowej, czyli takiej, w której światła zmieniają się według z góry ustalonego rytmu. Tymczasem w miastach coraz częściej działa inteligentne sterowanie ruchem, które na bieżąco dostosowuje długość faz do natężenia ruchu.

To właśnie dlatego sekundniki zaczęły znikać z wielu skrzyżowań. Przy programie zmiennym nie mieszczą się w obecnych przepisach, więc pozostają głównie tam, gdzie nadal działa tradycyjna sygnalizacja. Problemem nie byli więc kierowcy, lecz prawo i technologia, które przestały do siebie pasować.

sekundniki
Odliczanie czasu na światłach przez lata znikało z wielu skrzyżowań, bo nie nadążały za nim przepisy i nowoczesne sterowniki. | Zdjęcie: GettyImages

Odliczanie czasu na światłach – co teraz chce zmienić minister

Sprawa znów nabrała tempa po słowach ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka. Zapowiedział on, że ma przygotowaną ustawę o homologacji, w której znalazły się przepisy umożliwiające automatyczne montowanie sekundników na sygnalizacji świetlnej. To ważna deklaracja, bo pokazuje zmianę podejścia. Nie chodzi już tylko o analizowanie problemu, ale o stworzenie podstaw prawnych do szerszego stosowania takich rozwiązań.

Najważniejsze jest jednak to, że nie ma to być prosty powrót dawnych liczników. Celem jest dopuszczenie takich sekundników, które będą mogły współpracować także z nowoczesną sygnalizacją. Jeśli nowe przepisy rzeczywiście na to pozwolą, zmiana obejmie nie tylko pojedyncze skrzyżowania ze stałym programem, ale również te nowoczesne, gdzie dziś pojawia się największy problem.

sekundniki
Sekundniki sprawdziły się w wielu krajach, więc nie ma powodu, by nie pomagały także kierowcom w Polsce. | Zdjęcie: GettyImages

Dlaczego kierowcy wciąż chcą sekundników

Kierowcy lubią sekundniki, bo dają prostą informację o tym, ile czasu zostało do zmiany światła. Dla wielu osób to zwykłe ułatwienie, które poprawia komfort jazdy i zmniejsza nerwowość na skrzyżowaniach. Resort infrastruktury najwyraźniej uznał, że nie da się już tego oczekiwania ignorować.

Jednocześnie minister zwrócił uwagę na inny problem – rozproszenie kierowców telefonami. To pokazuje, że nawet jeśli sekundniki wrócą na większą skalę, nie znikną wszystkie wątpliwości dotyczące zachowań na skrzyżowaniach. Jedno nie zmienia jednak drugiego. Po latach znikania i prawnych wątpliwości sekundniki znów mają dostać szansę na powrót.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również