Sytuacja w Iranie a ceny paliw. Czy na stacjach będzie drożej?

Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie i informacje o ograniczeniu ruchu w rejonie Cieśniny Ormuz natychmiast odbiły się na światowych rynkach ropy. W efekcie wielu kierowców zadaje sobie dziś dwa podstawowe pytania: czy ceny paliw wzrosną i czy należy spodziewać się braków na stacjach?
- Przez Cieśninę Ormuz przepływa nawet 20% światowego handlu ropą
- W związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie, ruch w Cieśninie jest zakłócony
- Czy grożą nam podwyżki i problemy na stacjach paliw?
Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych punktów na transportowej mapie współczesnego świata. To tamtędy przepływa nawet około 20% morskiego handlu ropą naftową oraz istotna część transportów LNG z Kataru. Tymczasem po wybuchu pełnoskalowego konfliktu z udziałem Izraela, Stanów Zjednoczonych i Iranu pojawiły się zapowiedzi blokady tego szlaku.
Z dostępnych informacji wynika, że obecnie ruch tankowców został wyraźnie ograniczony, a nawet 120 jednostek oczekuje po obu stronach cieśniny na rozwój wydarzeń. Pojawiły się też doniesienia o incydentach z użyciem pocisków wobec statków handlowych oraz groźby ataków ze strony jemeńskich Huti. To wystarczyło, by rynki zareagowały natychmiast.
Ceny paliw: czy wzrosną?
Jak podaje e-petrol.pl, pierwsza reakcja rynku była wyraźna. Notowania ropy przekroczyły poziom 80 dolarów za baryłkę, a choć później nieco spadły, nadal utrzymują się wyraźnie wyżej niż przed weekendem. Jeszcze mocniej wzrosły kontrakty terminowe na paliwa gotowe. Co to oznacza? W hurcie paliwa będą droższe, a to z kolei z czasem może przełożyć się na ceny detaliczne, czyli te, które płacimy na stacjach.
Kluczowym czynnikiem pozostaje sytuacja w Cieśninie Ormuz. Ograniczony ruch tankowców i rosnące ryzyko dla transportu w tym regionie powodują tzw. premię ryzyka w wycenie surowca. Analitycy e-petrol.pl wskazują, że w takich warunkach należy liczyć się z podwyżkami na stacjach, choć nie w formie jednorazowego, gwałtownego skoku. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym ceny paliw będą stopniowo rosły o kilkanaście, a być może kilkadziesiąt groszy na litrze w perspektywie najbliższych dni lub tygodni – o ile napięcie w regionie się utrzyma.
Co z dostępnością paliw?
Serwis e-petrol.pl podkreśla, że wzrost cen to naturalna reakcja rynku na niepewność. Kierowców może jednak martwić jeszcze kwestia dostępności paliw na stacjach. Czy grozi nam scenariusz, w którym nie będziemy mieli co zatankować do swoich aut?
Zapytaliśmy o to biuro prasowe Orlenu. Koncern zapewnia, że „nie identyfikuje zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw na rynek krajowy”. Orlen nie sprowadzał i nie sprowadza ropy przez Cieśninę Ormuz, a jego strategia od lat opiera się na dywersyfikacji kierunków dostaw. Surowiec trafia do rafinerii z wielu regionów świata, m.in. z basenu Morza Śródziemnego, Afryki, Skandynawii, obu Ameryk oraz z krajowego wydobycia. Spółka posiada też długoterminowe kontrakty z międzynarodowymi partnerami, co ogranicza wpływ pojedynczych zakłóceń na funkcjonowanie systemu.
Orlen podkreśla, że nie przewiduje przerw ani spadków produkcji w swoich rafineriach. Dodatkowym zabezpieczeniem są obowiązkowe i strategiczne zapasy paliw, które stanowią bufor na wypadek przejściowych zakłóceń w handlu międzynarodowym. W praktyce oznacza to, że scenariusz braku paliwa na stacjach nie jest obecnie brany pod uwagę.
Dostępność LPG na stacjach: czy jest zagrożona?
Tutaj sytuacja również pozostaje stabilna. Gaz płynny dostępny w Polsce pochodzi w dużej mierze z własnej produkcji rafinerii Orlenu, a import realizowany jest głównie drogą morską ze Stanów Zjednoczonych oraz krajów Europy Zachodniej i Północnej. Nie ma więc powodów, by kierowcy korzystający z instalacji gazowych musieli obawiać się ograniczeń w dostępności tego paliwa.
Podsumowując: w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie, można spodziewać się, że ceny paliw wzrosną – podwyżki nie powinny jednak być gwałtowne ani wielkie. Zarówno zdaniem analityków, jak i przedstawicieli największego polskiego koncernu energetycznego, nie ma jednak zagrożenia w kwestii dostępności paliw (niezależnie od ich typu) na stacjach. Nie ma więc sensu tankowanie „na zapas”.