Chińskie marki błyskawicznie zdobywają polski rynek, ale nie wszystkie modele wytrzymują próbę czasu. Niektóre zniknęły z salonów szybciej, niż zdążyły zdobyć popularność i klientów.

  • Chińskie marki mają już 15,5% udziału w polskim rynku nowych samochodów, ale nie wszystkie firmy dotarły do tego etapu.
  • Które marki zniknęły, które musiały się adaptować?
  • Za chwile zaczną znikać niektóre wersje popularnych modeli.

Ekspansja chińskiej motoryzacji na polskim rynku nie zwalnia. W lipcu udział marek z Państwa Środka osiągnął rekordowe 15,5%. Oznacza to, że już niemal co szósty nowy samochód rejestrowany w Polsce pochodzi z Chin.

Ostatnie dwa lata przyzwyczaiły nas do lawiny debiutów nowych koncernów, marek i modeli. Choć większość producentów systematycznie poszerza swoje portfolio, nie wszystkim udało się utrzymać na rynku. Co więcej, są już przykłady modeli, których egzystencja w polskich salonach przypominała długość życia motyla. Oto najbardziej wymowne z nich.

Seres miał ambitny plan

Jednym z pierwszych przykładów jest Seres. Marka należąca do koncernu DFSK rozpoczęła sprzedaż w Polsce w lutym 2022 roku za pośrednictwem litewskiej firmy Busnex. Importer konsekwentnie budował sieć dealerską i rozpoznawalność marki, a plany były bardzo ambitne. Jeszcze w 2022 roku zapowiadano sprzedaż tysiąca egzemplarzy modelu Seres 3 w kolejnym roku oraz wprowadzenie większego Seresa 5.

seres_3
Seres 3 nie przyjął się na polskim rynku.

Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej wymagająca. Do Polski trafił wyłącznie elektryczny crossover Seres 3, a drugi model nigdy nie pojawił się w ofercie. Według danych przytoczonych przez IBRM Samar, do początku 2024 roku zarejestrowano łącznie 171 egzemplarzy Seresa 3, z czego aż 153 w najlepszym dla marki 2022 roku. W 2023 roku liczba rejestracji spadła do zaledwie 15 sztuk, a w pierwszych miesiącach 2024 roku przybyły tylko dwa kolejne samochody.

Busnex potwierdził, że już od połowy 2023 roku nie zajmuje się marką Seres. Jak wyjaśnił Andrzej Gołębiowski, PR & Marketing Manager firmy, po znaczących obniżkach cen Tesli model Seres 3 przestał być konkurencyjny. Dodatkowym problemem były rzekome niekorzystne kursy walut przy imporcie samochodów z Chin. Co istotne, wycofanie importera nie oznaczało pozostawienia klientów bez wsparcia. Dealerzy mogli nadal sprzedawać pozostałe egzemplarze znajdujące się na placach, a gwarancja producenta zachowała ważność.

Maxus ogłosił koniec osobówek

Nieco inaczej wygląda historia Maxusa. Marka nie zniknęła z Polski, ale całkowicie zrezygnowała z oferowania samochodów osobowych. Z oferty wycofano elektryczne modele z serii Euniq oraz luksusowego vana Mifa 9.

Maxus Euniq 5
Minivan Euniq 5 był w ofercie Maxusa.

Powód był prosty, sprzedaż okazała się symboliczna. W całym 2024 roku w Polsce zarejestrowano zaledwie 34 osobowe Maxusy, a od stycznia do sierpnia 2025 roku tylko dwa kolejne egzemplarze. Przy tak niewielkim zainteresowaniu importer uznał dalsze utrzymywanie tej części gamy za nieuzasadnione.

Zamiast walczyć o klientów indywidualnych, Maxus postawił na segment, w którym radzi sobie zdecydowanie lepiej. W polskiej ofercie pozostały samochody użytkowe. Są to elektryczne modele z rodziny e-Deliver oraz dostawcze wersje z silnikami Diesla, a także pick-upy T60 i elektryczny eTerron 9. Jak podkreśla importer, właśnie w tym obszarze marka widzi największy potencjał rozwoju.

BYD, bo czasem warto szybko zmienić kurs

Nie każda zmiana w gamie modelowej oznacza jednak porażkę. Czasem dynamiczny rozwój wymaga równie szybkiego korygowania wcześniejszych decyzji i dostosowywania oferty do oczekiwań klientów. Dobrym przykładem jest BYD, który w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy gruntownie przebudował swoją polską gamę.

Z oferty zniknął elektryczny hatchback Dolphin, ale nie należy go mylić z zupełnie nowym hybrydowym Dolphin G, który właśnie trafił do sprzedaży. Pierwszy Dolphin był klasycznym elektrykiem z akumulatorem o pojemności 60,4 kWh, rozwijał 204 KM i oferował zasięg do 427 km według WLTP. Samochód wyróżniał się stylistyką inspirowaną „estetyką oceanu”, obrotowym ekranem o przekątnej 12,8 cala oraz akumulatorem Blade Battery. Polski konfigurator producenta nie obejmuje już tego modelu, jednak jego opis wciąż można znaleźć na stronie jednego z dealerów, podobnie jak w przypadku flagowego SUV-a Tang.

Drugim modelem wycofanym z oferty jest właśnie BYD Tang. Był to 7-osobowy elektryczny SUV z napędem na cztery koła, dwoma silnikami o łącznej mocy 516 KM oraz akumulatorem o pojemności 108,8 kWh, zapewniającym do 530 km zasięgu według WLTP. Auto przyspieszało od 0 do 100 km/h w 4,9 s i było pozycjonowane jako technologiczny okręt flagowy marki, oferując m.in. 15,6-calowy obracany ekran, nagłośnienie Dynaudio i 5-gwiazdkową ocenę Euro NCAP.

Szybkie wycofanie obu modeli pokazuje, że nawet producenci odnoszący dziś największe sukcesy w Polsce nie traktują swojej oferty jako zamkniętej. Zamiast czekać latami na poprawę wyników sprzedaży, coraz częściej błyskawicznie reagują na sytuację rynkową, zastępując mniej popularne modele nowościami, które mają większe szanse trafić w gusta klientów.

Omoda i Jaecoo, czyli hybrydowy kierunek

W przypadku dwóch najszybciej rozwijających się marek koncernu Chery sytuacja wygląda nieco inaczej. Gama modeli nie jest ograniczana. Wręcz przeciwnie, systematycznie się powiększa. Dlaczego więc Omoda i Jaecoo znalazły się w tym zestawieniu?

Tym razem nie chodzi o całe modele, lecz o konkretne wersje napędowe. Zarówno Omoda 5, jak i Jaecoo 7 debiutowały w Polsce z turbodoładowanym silnikiem benzynowym 1.6 T-GDI współpracującym z 7-biegową przekładnią dwusprzęgłową. Omoda 5 była dodatkowo oferowana jako samochód w pełni elektryczny pod nazwą Omoda E5.

Omoda 5 Hybrid
Najpierw do polskiej oferty trafiła spalinowa Omoda 5. Hybrydy pojawiły się później i dziś dominują.

Z czasem koncern Chery zaczął jednak konsekwentnie rozbudowywać ofertę zelektryfikowanych napędów. Do gamy dołączyły klasyczne hybrydy (HEV), wykorzystujące silnik 1.5 T-GDI i dedykowaną przekładnię hybrydową DHT, a także hybrydy plug-in (PHEV) z technologią Super Hybrid System (SHS), pozwalające na pokonywanie codziennych tras w trybie elektrycznym.

Efekt jest taki, że ciężar oferty zaczął stopniowo przesuwać się z klasycznych wersji benzynowych właśnie na napędy zelektryfikowane. Widać to nie tylko w kolejnych premierach, ale również w strategii całego koncernu. Marka Chery, która zadebiutowała w Polsce później niż Omoda i Jaecoo, od początku oferuje u nas wyłącznie modele z napędem hybrydowym plug-in.

jaecoo 7 akcja serwisowa
Jaecoo 7 także zaczynało od napędu spalinowego, a dziś staje się coraz bardziej hybrydowe.

Co więcej, przedstawiciele koncernu zapowiedzieli już, że do końca 2026 roku z oferty mają zniknąć wszystkie samochody napędzane wyłącznie silnikami spalinowymi. Dotyczy to modeli marek Omoda, Jaecoo i Chery wyposażonych w benzynowy silnik 1.6 T-GDI. W gamie pozostaną natomiast wersje hybrydowe (HEV), hybrydowe plug-in (PHEV) oraz elektryczne.

To pokazuje, jak szybko chińscy producenci potrafią zmieniać swoją strategię produktową. Jeszcze niedawno to właśnie klasyczne odmiany benzynowe stanowiły podstawę ekspansji Omody i Jaecoo w Polsce, a dziś koncern otwarcie zapowiada, że ich miejsce zajmą zelektryfikowane układy napędowe.

Krzysztof Kaźmierczak

Motoryzacja jest w moim sercu, odkąd tylko pamiętam. Jako dziecko pochłaniałem ją w każdej ilości, niczym zepsuty silnik olej. W latach 90. oznaczało to spędzanie wielu godzin na czytaniu magazynów, katalogów i oglądaniu telewizji. Już wtedy marzyłem, żeby być jedną z osób, które je tworzą. Dziś zmieniły się środki, bowiem klasyczne media przekształciły się w szeroko pojmowany Internet, ale cel pozostał ten sam: być dziennikarzem motoryzacyjnym. I być w tym najlepszym.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google NewsDodaj do źródeł Google

Czytaj również