Nowy DS N°7: pierwsza jazda. To auto ma dwie zupełnie różne twarze
Mikołaj Adamczuk

Francuzi nie rezygnują z marzeń o własnej marce premium. Nowy DS N°7 ma zdobyć klientów szukających czegoś bardziej oryginalnego niż niemieckie SUV-y. Sprawdziłem, czy tym razem ten plan ma wreszcie szansę się powieść.
- Nowy DS N°7 oferuje do 740 km zasięgu WLTP i ładowanie od 20 do 80 proc. w 27 minut.
- Ceny: od 179 900 zł. Topowa wersja elektryczna kosztuje 314 900 zł.
- Elektryk przekonuje komfortem, ale 145-konna hybryda okazuje się zbyt słaba do tak dużego SUV-a.
To od tego modelu wszystko się zaczęło. W 2017 roku DS7 – wtedy z dopiskiem Crossback w nazwie – był pierwszym „niepodległym”, zaprojektowanym od podstaw modelem świeżej, francuskiej marki nawiązującej nazwą i stylem do legendarnego Citroena z lat 1955-1975, który uratował prezydenta de Gaulle’a po zamachu (kierowca zdołał odjechać mimo przestrzelonych kół) i był nazywany Deesse, czyli Bogini.

To nie był pierwszy powrót liter DS
Wcześniej, od 2010 roku, na rynku oferowano Citroena DS3, który od 2016 r. był sprzedawany jako DS 3. Tyle że to „siódemka” została od początku opracowana już nie jako Citroen, tylko właśnie DS.
Mówimy o SUV-ie klasy średniej, konkurującym z (jak powiedzą optymiści) Volvo XC60, Audi Q5 czy BMW X3, albo z (jak wskażą ci, którzy „nie czują” pomysłu Francuzów) Renault czy Peugeotami w lepszych wersjach. Realnie, DS 7 grał w lidze „alternatywnej”, gdzie walczył o klientów np. z Alfą Romeo Stelvio.
Czy to się udało?
Byłoby miło móc napisać, że to historia sukcesu i że dziś marka DS jest już naprawdę popularna. Fakty są nieco inne. O porażce nikt wprost nie mówi, ale trudno też przyznać, że wszystko idzie tak, jak powinno. Zarówno zainteresowanie klientów, jak i świadomość potencjalnych kupujących, że taka marka istnieje, nie są tak duże, jak mogłyby być. Dla porównania, jeszcze młodsza Cupra radzi sobie znacznie lepiej.
Teraz nowy DS 7 ma za zadanie pomóc marce w złapaniu wiatru w żagle. Oficjalnie, Francuzi piszą o nim „DS N°7”, zgodnie z aktualną logiką nazewnictwa marki. Nie jest już flagowym modelem marki, bo tę rolę przejął model numer 9. Może być za to najpopularniejszym, bo gra w popularnym segmencie.

Czyli to nadal SUV segmentu D
Nowa generacja ma 4660 mm długości, 1900 mm szerokości i 1630 mm wysokości. W stosunku do poprzednika, „Siódemka” urosła właśnie o 7 cm.
Poza tym, producent podkreśla, że proporcje nadwozia zostały wyraźnie zmienione. Krótsze zwisy, wydłużona sylwetka oraz koła o średnicy do 21 cali mają nadać samochodowi bardziej prestiżowy charakter – czyli zbliżyć go do segmentu premium, do którego DS wyraźnie aspiruje. Jednocześnie, wóz powstał na platformie STLA Medium, czyli tej samej, co np. Peugeot E-5008 czy Opel Grandland Electric. Po raz pierwszy jest dostępny nie tylko w wersji spalinowej, ale i w odmianach elektrycznych.

DS N°7 elektryczny występuje w dwóch wersjach
Podstawowy DS N°7 E-TENSE FWD rozwija 230 KM, a chwilowo dzięki funkcji Boost 260 KM. Korzysta z akumulatora o użytecznej pojemności 73,7 kWh, który pozwala przejechać do 543 km według WLTP.
Drugą odmianą jest E-TENSE FWD Long Range. Napęd trafia wyłącznie na przednią oś, moc wynosi 245 KM(do 280 KM w trybie Boost), a akumulator ma aż 97,2 kWh użytecznej pojemności. Producent deklaruje całkiem imponujący zasięg 740 km WLTP. Według DS podczas rzeczywistej jazdy autostradowej samochód jest w stanie przejechać ponad 400 km, zachowując jeszcze około 20 proc. energii w akumulatorze. To oznacza, że podczas trasy liczącej ponad 700 km wystarczy jeden postój na ładowanie. Tego typu parametry osiągnięto nie tylko za sprawą dużej baterii, ale i bardzo dobrej aerodynamiki (współczynnik oporu powietrza: Cx=0,26, co należy do najlepszych wyników w tej klasie).

Na szczycie gamy znajduje się E-TENSE AWD Long Range z dwoma silnikami elektrycznymi i napędem na wszystkie koła. Łączna moc wynosi 350 KM, chwilowo wzrastając do 375 KM. Maksymalny zasięg to 679 km WLTP.
DS N°7 ma się naprawdę szybko ładować
Wersja Long Range obsługuje szybkie ładowanie prądem stałym z mocą do 160 kW. Producent deklaruje uzupełnienie energii od 20 do 80 proc. w 27 minut, przy czym przez znaczną część procesu utrzymywana jest wysoka moc ładowania. W ciągu 10 minut można odzyskać energię wystarczającą na przejechanie około 200 km. Mniejszy akumulator ładuje się od 20 do 80 proc. w około 30 minut. Standardem w odmianach elektrycznych jest pompa ciepła i system przygotowania akumulatora do szybkiego ładowania.

W gamie jest też wersja dla tych, którzy nie chcą lub nie mogą mieć elektryka. DS N°7 Hybrid ma ten sam układ napędowy, co wspomniane Opel, Peugeot, a także Jeep czy Citroen. Mowa o 145-konnym zestawie składającym się z silnika benzynowego 1.2 turbo współpracującego z 28-konnym silnikiem elektrycznym zintegrowanym z sześciobiegową dwusprzęgłową skrzynią automatyczną. Osiąga 100 km/h w 10,4 s. Takiej hybrydy nie trzeba ładować – ale i nie oferuje ona możliwości przejechania szczególnie dużych dystansów w trybie elektrycznym. To układ typu mild.
Pomysł na DS N°7 jest następujący
Producent wziął dobrze znaną platformę i układy napędowe, ale postanowił dodać do całej tej mikstury sporo pierwiastka premium. Widać to zarówno z zewnątrz (nie brakuje wysmakowanych detali i chromu, a droższe odmiany otrzymały podświetlany panel DS Luminascreen z animowaną grafiką świetlną i podświetlanym logo marki), jak i w środku.

Kokpit jest wykończony z „francuskim sznytem”. O co chodzi? Przykładowo, po raz pierwszy w modelu tej marki pojawiły się naturalne drewniane dekory. DS ma robić też wrażenie wyposażeniem. Przednie fotele mogą być wyposażone w funkcję podgrzewania, wentylacji i masażu, a także system DS Neck Warmer, który ogrzewa okolice karku ciepłym powietrzem, a jazdę może uprzyjemniać bardzo dobrze grający zestaw audio firmy Focal.
DS N°7 ma też czarować komfortem. Auto ma system DS Active Scan Suspension, które za pomocą kamery analizuje nawierzchnię przed samochodem i odpowiednio wcześniej dostosowuje pracę amortyzatorów.

Jak to wszystko wypada na żywo?
Podczas jazd testowych sprawdziłem zarówno słabszą odmianę elektryczną, jak i 145-konną hybrydę. Czy DS N°7 może stanąć w jednym szeregu z rywalami z klasy premium? Odpowiedź brzmi „to zależy”.
Owszem – DS jest bardzo estetyczny, a do tego na swój sposób oryginalny. Można się w nim poczuć wyjątkowo. Kierownica z ramionami w kształcie litery „X” nie każdemu przypadnie do gustu… ale w tworzeniu czegoś wyjątkowego nie chodzi przecież o to, by podobać się wszystkim. Ważne, że po kilku kilometrach jazdy można się do niej przyzwyczaić i korzystać wygodnie.

Wnętrze może być pełne wysmakowanych detali i ciekawych akcentów kolorystycznych (doradzam potencjalnym klientom nieco odwagi i wybieranie ciekawszych odcieni niż czerń!). Fotele są rzeczywiście bardzo wygodne. Do tego DS jest przestronny (także w drugim rzędzie), ma duży bagażnik (560 litrów) i faktycznie bardzo skutecznie tłumi nierówności. Niezależnie od tego, czy jedziemy po kostce, kocich łbach czy dziurawym asfalcie, wewnątrz jest spokojnie. Przy tym wszystkim, dobrze, stabilnie i wystarczająco precyzyjnie się prowadzi. Układ kierowniczy nie oferuje może bezpośredniości rodem z BMW, ale przekazuje wystarczająco dużo informacji, a samochód mimo komfortowego charakteru nie pływa i nie straszy przechyłami.
Wersja elektryczna jest cicha i robi bardzo dobre wrażenie

Jeździ typowo dla elektryków tej wielkości: oferując wystarczające osiągi (w żadnej z wersji nie ma mowy o „atomowym” przyspieszeniu, ale auto jest po prostu żwawe), szybką reakcję na gaz i ciszę w środku. W połączeniu z wykończeniem najbogatszych wersji, można poczuć się jak w aucie wysokiej klasy.
Gorzej jest z hybrydą
Jednocześnie, tego samego nie da się powiedzieć o wersji, którą trzeba jeździć na stację benzynową. 145-konny układ jest po prostu za słaby do tego modelu (tylko 3 cm krótszego np. od poprzedniej Skody Kodiaq). Mały silnik o pojemności 1.2 litra wyraźnie męczy się z ciężkim DS-em. Samochód jest nieprzesadnie szybki (wynik przyspieszenia do setki powyżej 10 sekund jest w dzisiejszych czasach słaby, zwłaszcza w aucie, które aspiruje do segmentu premium). Osiągi to jedno: a drugie to sposób rozwijania mocy. Gaz trzeba wciskać „do podłogi”, skrzynia nerwowo wtedy redukuje, a motor wyje. Jest głośno i zupełnie nieluksusowo.

Szkoda, że w gamie nie ma mocniejszej hybrydy
DS N°7 nie jest autem od początku opracowanym jako produkt premium. To platforma popularna, ale „przyozdobiona” designerskimi dodatkami i zaawansowanymi elementami wyposażenia. Nie jest to wcale pomysł z założenia zły – podobnie postępuje np. grupa VAG przy niektórych modelach Audi. Ale w tym wypadku działa tylko przy odmianie elektrycznej. Wersja spalinowa pozostawia niedosyt i pokazuje, że DS nie gra jeszcze w tej samej lidze, co utytułowani rywale.

DS N°7: ceny
Ceny nowego DS-a w Polsce startują od 179 900 zł za wersję spalinową o mocy 145 KM. Najtańszy wariant elektryczny E-TENSE FWD kosztuje od 229 900 zł, a odmiana Long Range z akumulatorem 97,2 kWh i zasięgiem do 740 km została wyceniona od 252 900 zł. Na szczycie oferty znajduje się DS N°7 E-TENSE AWD Long Range La Première z napędem na cztery koła i mocą 350 KM, którego cena wynosi 314 900 zł.
Im drożej, tym dostaniemy więcej uroku, ciekawych detali we wnętrzu, zaawansowanej technologii i klimatu wyjątkowości. Wersje bazowe są skromniejsze. Jednocześnie, klientom może być trudno przekonać się do wydania ponad 300 tysięcy złotych na egzotycznego DS-a.

Nie jestem przekonany, czy projekt pod nazwą „DS w segmencie premium” tym razem wypali. DS N°7 raczej pozostanie niszową ciekawostką dla tych, którzy nie chcą (lub nie mogą, np. z powodu polityki francuskiej firmy, w której pracują) jeździć samochodem z innego kraju. Szkoda, bo to urodziwe auto i świetnie urozmaiciłoby monotonny, drogowy krajobraz.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsCzytaj również

BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy

Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany

Niemcy tracą Chiny. Ich fabryki będą pracować na pół gwizdka. Padła szokująca prognoza
Ostatnie artykuły
- BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy
- Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany
- Niemcy tracą Chiny. Ich fabryki będą pracować na pół gwizdka. Padła szokująca prognoza
- SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów
- Czy to największy problem samochodów elektrycznych? Wyniki nowych badań zaskakują
- Używana alternatywa dla Golfa. Ten Volkswagen daje więcej za podobne pieniądze
- Odmowa przyjęcia mandatu przestanie się opłacać. Stawki drastycznie wzrosną
- Robotaxi kontra człowiek. O wiele bezpieczniej jest jechać bez kierowcy
- Volkswagen tańszy od Skody. Klasyka segmentu prosto z salonu: co wybrać?
- Chińskie SUV-y teraz jako hybrydy bez wtyczki. Sprawdziłem Piątkę i Siódemkę