Wiele osób uważa, że najbardziej opłaca się kupować samochody 2-3 letnie z niewielkim przebiegiem. Wiele z nich jest jeszcze na gwarancji, kosztują znacznie mniej niż w salonie i wciąż wyglądają jeszcze jak nowe. Tym razem prezentujemy prawie nowe SUV-y w cenie „nowego Chińczyka”, czyli za ok. 100 tys. zł.

  • Za 100 tys. zł można już kupić 2-3-letni samochód z polskiego salonu i fabryczną gwarancją
  • Najciekawsze używane SUV-y to Dacia Duster, Hyundai Tucson, Kia Sportage, Renault Austral i Seat Ateca
  • Kluczowe znaczenie ma nie marka, lecz historia auta, stan techniczny i właściwie dobrana wersja silnikowa.

Szukając auta za ok. 100 tys. zł, które jest prawie nowe, warto skoncentrować się na modelach z polskich salonów. Większość z nich ma jeszcze fabryczną gwarancję. Należy oczywiście sprawdzać czy samochody nie mają jakichś wad prawnych – np. obciążenia leasingiem czy zastawem bankowym.

Koniecznie należy obejrzeć je także pod kątem śladów napraw powypadkowych. Wypadek na koncie 2-3 letniego egzemplarza istotnie obniża jego wartość rynkową.

Na co zwracać uwagę kupując „prawie nowe SUV-y”?

Koniecznie trzeba odwiedzić salon i sprawdzić, ile kosztuje fabrycznie nowy egzemplarz. Cuda się raczej nie zdarzają, ale czasami można trafić na wyprzedaż i kupić coś niewiele droższego albo mniejszego, jednak z zerowym przebiegiem.

Z drugiej jednak strony – to właśnie przeglądając ogłoszenia takich prawie nowych aut można trafić na prawdziwe okazje. Oto pięć propozycji samochodów typu SUV, które warto „wziąć na celownik”.

Dacia Duster III (od 2024 r.)

Duster_002
Za mniej niż 100 tys. zł bez problemu kupimy używaną, topowo wyposażoną wersję z napędem na cztery koła.

Wiele osób uważa, że nazywanie Dustera SUV-em jest nadużyciem. Ale trudno się nie zgodzić z tym, że Duster wygląda oryginalnie, radzi sobie w terenie, jest tani w zakupie i w utrzymaniu.

Samochód już w chwili debiutu był hitem. Zamówienia składano w ciemno. Bardzo dużo tych aut w naszych ogłoszeniach pochodzi z polskiej sieci sprzedaży.

W cenie do 100 tys. zł można bez problemu kupić egzemplarz w topowej wersji wyposażenia z napędem na cztery koła. Ceny takich aut w salonie to ok. 120 tys. zł. W ogłoszeniach trafiają się już za ok. 90 tys. zł.

Nadwozie nie tylko jest oryginalne, ale także nieźle zabezpieczone przed korozją. Pod lakierem znajduje się warstwa ocynku, a podłoga jest dodatkowo zabezpieczona mastykami. Wnętrze również ma swój „offroadowy” styl. Niestety w całości jest wykonane z twardych plastików, co nie wszystkim się podoba. Większość samochodów chińskich jest wykończona lepiej.

Dyskutować można także o wyposażeniu. Jest dość bogate, zwłaszcza w poziomach Journey i Extreme. Jednak nie wszystko działa tak jak można by sobie tego życzyć. Ekran centralny lubi się zawieszać, czujniki parkowania potrafią pikać bez powodu. W odmianach 1.0 zawodzi także klimatyzacja, która podczas długotrwałej jazdy potrafi zamarznąć.

Z czysto praktycznego punktu widzenia to jedna z lepszych propozycji na rynku. Plusem jest duży prześwit oraz opcjonalny napęd na cztery koła. Największą zaletą jest jednak fabryczna instalacja LPG oferowana do wersji 1.0 Eco-G 100.

Jaki silnik wybrać do Dacii Duster III?

Duster_001
Jeśli komuś zależy na niskiej utracie wartości, najlepiej kupić odmianę z LPG.

Największym zainteresowaniem cieszą się podstawowe wersje z gazem - Eco-G 100. To niestety silniki 3-cylindrowe, ale „dają radę” i gwarantują niski koszt przejechania 100 km (mają pośredni wtrysk). Realnie można je kupić już za 70-80 tys. zł.

Wiele osób rozważa także zakup odmiany 1.2 z napędem na cztery koła (90-100 tys. zł). To też silnik 3-cylindrowy, ale innej konstrukcji (ma bezpośredni wtrysk). W najnowszych modelach oferowanych obecnie ta jednostka ma już instalację LPG.  W ogłoszeniach trafiają się czasem hybrydy bazujące na silniku 1.6 z pośrednim wtryskiem. To nie jest zły wybór, ale nowsze odmiany z silnikiem 1.8 są chyba lepsze i bardziej dopracowane. Wszystkie wersje przedliftingowe dostępne są wyłącznie z manualnymi przekładniami (oczywiście z wyjątkiem hybrydy).

Hyundai Tucson (od 2020 r.)

hyundai_tucson_001
Z zewnątrz koreański SUV sprzed liftingu wygląda praktycznie tak samo jak ten, produkowany obecnie.

Oryginalny wygląd dla jednych jest dużym atutem. Dla innych: wadą. Niezależnie od tego, czwarta generacja Tucsona cieszy się sporym zainteresowaniem na naszym rynku i ma wysoką wartość rezydualną.

Gama modelowa Hyundaia Tucsona jest spora i znajduje to swoje odzwierciedlenie w cenach aut używanych. Baza to zwykła odmiana benzynowa. Mamy jeszcze miękką hybrydę, diesla oraz dwie klasyczne hybrydy – „samoładującą” oraz plug-in. Dostępne są także różne poziomy wyposażenia. Nasz budżet pozwala niestety na wybór modeli podstawowych. O hybrydach – całkiem udanych – można na razie zapomnieć.

Czwarta generacja modelu od początku, czyli od 2020 roku ma charakterystyczną stylizację. Warto jednak wiedzieć, że w 2024 roku samochód przeszedł lifting. Z zewnątrz zmieniono przede wszystkim zderzaki, osłony podwozia, światła do jazdy dziennej, grill, wzory felg i kolory nadwozia. Największa zmiana zaszła jednak w kabinie: przeprojektowano deskę rozdzielczą, kierownicę, konsolę środkową i podłokietnik. Pojawiły się dwa zakrzywione ekrany 12,3 cala, nowy selektor skrzyni przy kierownicy, USB-C, aktualizacje OTA, Digital Key 2 oraz nowsze systemy wspomagania kierowcy.

W cenach od 90 do 100 tys. zł trafiają się zarówno auta sprzed modernizacji jak też te nowsze. Warto o tym, pamiętać, żeby nie przepłacić, zwłaszcza jeśli ktoś kupuje auto z 2024 roku.

Nadwozie jest przestronne i funkcjonalne. Niestety – tak jak w wielu azjatyckich markach, nie jest ocynkowane. Niektóre egzemplarze były profesjonalnie konserwowane tuż po zakupie i jeśli cały proces był udokumentowany – warto za nie dopłacić.

Mocną stroną tego samochodu jest ogólna niezawodność. Słabą – ascetyczne wyposażenie bazowej wersji. Szkoda, że w żadnej nie ma miękkiego, tapicerowanego wykończenia bagażnika. Plastikowe „boczki” łatwo się rysują.

Jaki silnik wybrać do Hyundaia Tucsona?

hyundai_tucson_002
W autach sprzed liftingu mamy dwa oddzielne ekrany. W nowych - jest jeden, większy.

Podstawowe wersje silnikowe to benzynowe 1.6 T-GDI 150 KM, 1.6 T-GDI 48V 150 KM, 1.6 T-GDI 48V 180 KM, diesel 1.6 CRDi 48V 136 KM, hybryda 1.6 T-GDI HEV 230 KM oraz plug-in hybrid 1.6 T-GDI PHEV 265 KM. Po liftingu gama została zaktualizowana — w zależności od rocznika i rynku występują m.in. benzynowe 1.6 T-GDI 150/160 KM, diesel 1.6 CRDi 48V 136 KM, hybryda ok. 215–230 KM oraz plug-in hybrid o wyższej mocy niż wcześniej.

W cenie do 100 tys. zł. można w zasadzie wybierać tylko wśród odmian benzynowych 1.6 T-GDI 150/160 KM. Są oszczędne i niezawodne. Niestety – jeśli ktoś jeździ wyłącznie w mieście, dość często będzie musiał wybierać się na przejażdżki celem dopalenia zawartości filtra cząstek stałych.

Wiele osób zastanawia się nad wyborem odmiany z manualem lub automatem. Z pewnością – bardziej niezawodny jest „manual”. Automat to przekładnia dwusprzęgłowa. Jednak jej konstrukcja różni się nieco od przekładni DSG. Problemem jest to, że w korkach lubi się przegrzewać. Wymiana sprzęgieł już po 50-60 tys. km nie jest niczym niezwykłym.

Kia Sportage V (od 2021 r.)

kia_sportage_001
Charakterystyczne "bumerangi" to światła do jazdy dziennej LED w modelach sprzed liftingu.

Kia Sportage V to jeden z najpopularniejszych samochodów na naszym rynku. W rankingach sprzedaży nowych aut od kilku lat plasuje się w pierwszej piątce. Czasami nawet wchodzi na podium.

Kia Sportage V generacji debiutowała w 2021 r. i jest blisko spokrewniona technicznie z Hyundaiem Tucsonem IV. Istnieją dwie wersje tego auta. Amerykańska jest dłuższa, a europejska – krótsza. Modernizacja tego modelu przypada na drugą połowę 2025 roku. Z zewnątrz uwagę zwracają przednie światła. Zamiast charakterystycznych „bumerangów” mamy światła pionowe, podobne do tych z droższego modelu Sorento.  We wnętrzu pojawiła się nowa deska rozdzielcza i „kwadratowa” kierownica.

W budżecie do 100 tys. zł dostępne są wyłącznie modele przedliftingowe w słabszych wersjach wyposażenia z podstawowymi układami napędowymi.

Tak jak Hyundai Tucson, Sportage nie ma ocynkowanego nadwozia. Warto jednak zaznaczyć, że jej maska jest wykonana ze stopów lekkich. Wielu dealerów godziło się na wykonanie dodatkowego zabezpieczenia podwozia bez utraty gwarancji i jeśli komuś się trafi taki egzemplarz – warto skorzystać. Profesjonalna konserwacja to koszt ok. 5 tys. zł.

Kia dzieli swoje poziomy wyposażenia na S, M i L. W gamie Sportage S nie jest już oferowany. Podstawa to poziom S, nierzadko wzbogacony o poziom Smart (obejmujący m.in. automatyczną klimatyzację). Niestety w poziomie M Sportage ma twarde „boczki” drzwi (była jedynie krótka partia z „boczkami” miękkimi). Miękkie boczki dostępne były w poziomie L, który wyróżnia się także przyciemnianymi tylnymi szybami.
Różnice występują także w zestawach wskaźników. Zawsze są to wyświetlacze cyfrowe. Jednak w zależności od rocznika i poziomu wyposażenia mogą być oddzielne, albo umieszczone pod wspólną „szybą”. Co ciekawe – te wersje podstawowe mają bezprzewodową komunikację ze smartfonami, a wersje wyższe – „przez kabel”. Wynika to ze specyfiki oprogramowania do nawigacji.

Jaki silnik wybrać do Kii Sportage?

kia_sportage_002
Lepiej wyposażone wersje mają jeden długi ekran. W tańszych - są dwa mniejsze, w plastikowych ramkach.

Podstawowe wersje silnikowe to benzynowe 1.6 T-GDI 150/160 KM, 1.6 T-GDI MHEV 180 KM, diesel 1.6 CRDi 115 KM, diesel 1.6 CRDi MHEV 136 KM, klasyczna hybryda 1.6 T-GDI HEV 230 KM oraz plug-in hybrid 1.6 T-GDI PHEV 265 KM.

W założonym budżecie dostępny jest tylko podstawowy silnik 1.6 T-GDI 150/160 KM. Czasem trafiają się także hybrydy, ale albo są to samochody starsze i mocno wyeksploatowane, albo sprowadzone z USA.

Tak jak w przypadku Hyundaia Tucsona, kupujący spotka się z poruszanym na forach problemem filtra GPF. Realnie problem jego zapychania dotyczy się aut eksploatowanych prawie wyłącznie w miejskich korkach. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że ten filtr można bardzo łatwo zdemontować bez ingerencji w elektronikę sterującą wtryskiem. To jeden z nielicznych samochodów, w których jest to tak łatwo i tanio możliwe. Żadnych problemów nie sprawia także ponowny montaż.

Szkoda, że tak jak w Hundaiu Tucsonie zwykłe wersje benzynowe nie były łączone z klasycznymi, hydrokinetycznymi automatami. Dostępne są tylko manuale i odmiany ze skrzynią dwusprzęgłową. Problem w tym, że o ile manuale są dość pancerne, o tyle „dwusprzęgłówki” lubią się przegrzewać a 7-letnia gwarancja nie obejmuje wymiany sprzęgieł.   

Nasz typ to możliwie jak najmłodsza odmiana z manualem. Świetna jest także pełna hybryda, ale to już zupełnie inna półka cenowa.

Renault Austral (od 2022 r.)

renault_austral_001
Wysoka utrata wartości czyni z Australa okazję na rynku wtórnym.

Austral to kolejna próba Renault w segmencie SUV. Samochód jest niezły, ale nie podbił naszego rynku, więc używane egzemplarze dostępne są w okazyjnych cenach.

Największym atutem tego samochodu jest nadwozie. Chodzi nie tylko o funkcjonalność i udaną stylizację. Samochód jest skutecznie zabezpieczony przed korozją i ocynkowany. Zapewnia także bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa.

Austral zastąpił model Kadjar, ale jest od niego większy i znacznie wygodniejszy. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że ociera się o klasę premium, zwłaszcza w wyższych wersjach wyposażenia.

Największym zainteresowaniem cieszą się wersje z automatyczną skrzynią biegów. To techniczny bliźniak znanego z Fordów PowerShifta, ale po modernizacji. Jeśli ktoś obawia się problemów z automatami – dostępne są także odmiany z „manualem”. Niestety jest ich mniej, a na dodatek są znacznie gorzej wyposażone. Mają także niższej jakości tapicerkę.

Wzorem wielu innych modeli Renault, Austral ma przesuwaną tylną kanapę co pozwala lepiej wykorzystać bagażnik, jeśli z tyłu nie siedzą pasażerowie. W kwietniu, 2025 roku Austral przeszedł modernizację. Zmieniono przede wszystkim przód i tył nadwozia, światła, zderzaki, maskę i atrapę chłodnicy. W kabinie pojawiły się nowe fotele, nowe tapicerki, lepsze wyciszenie, system rozpoznawania kierowcy oraz poprawione multimedia. Renault dopracowało też komfort jazdy i akustykę. Największym zaskoczeniem były jednak nowe, nieco niższe ceny, co spotęgowało spadek wartości egzemplarzy używanych.

Ciekawostką techniczną modelu jest system 4Control, czyli układ czterech kół skrętnych. Znajdziemy go w droższych wersjach wyposażenia. To oczywiście dodatkowy element, który może się zepsuć, jednak jego trwałość w praktyce zaskakuje raczej na plus.

Jaki silnik wybrać do Australa?

renault_austral_002
Droższe wersje mają ruchomą podpórkę na nadgarstek na tunelu środkowym.

Podstawowe wersje silnikowe dostępne w cenach do 100 tys. zł to: 1.3 TCe mild hybrid 140 KM, 1.3 TCe mild hybrid 158/160 KM z automatem. W ogłoszeniach aut sprzed liftingu znajdziemy także hybrydę 1.2 E-Tech full hybrid 200 KM, ale to już zupełnie inna półka cenowa.

Obie wersje silnika 1.3 TCe cieszą się dosyć dobrą opinią. Warto jedynie monitorować korekty dawek paliwa na wtryskiwaczach. Awaria wtryskiwacza może doprowadzić do wypalenia tłoka. Jednak wystarczy zwyczajna diagnostyka na przeglądach, aby uchronić się przed takim problemem.

Oczywiście nie oznacza to, że Austral jest samochodem całkowicie niezawodnym. Użytkownicy narzekają czasami na działanie multimediów. Najczęściej jest to zawieszanie się systemu openR Link, problemy z ekranem i komunikacją aplikacji My Renault. Po deszczu albo po wizycie w myjni „strajkują” czasami czujniki parkowania. Generalnie są to drobiazgi, które nie ograniczają mobilności samochodu. Bardziej niepokojące problemy mogą się przytrafić w hybrydach (brak płynności działania, kontrolki na desce rozdzielczej).

Seat Ateca (od 2016 r.)

seat_ateca_001
Skromnie wygląda, ale jest bardzo praktyczny - oto Seat Ateca.

Techniczny krewniak Skody Karoq i Volkswagena Tiguana. Dzięki licznym akcjom promocyjnym był często najtańszym wyborem z całej trójki. Obecnie – na rynku wtórnym – również kosztuje najmniej.

Ten samochód zbliża się powoli do rynkowej emerytury – najstarsze egzemplarze mają już 10 lat. Ale za ok. 100 tys. zł można kupić egzemplarze 2-3 letnie i na takich warto się skupić.

Ateca nie wyróżnia się swoją stylizacją. Można nawet napisać, że ginie w tłumie. Ale pod względem jakościowym niczego nie można Seatowi zarzucić. Solidnie wykonana karoseria, dobre zabezpieczenie antykorozyjne, pełny „ocynk”. Wnętrze jest idealnie skrojone dla potrzeb typowej rodziny 2+2. Duży plus należy się także za pakowny bagażnik.

W założonym budżecie dostępne są już samochody po liftingu. Przeprowadzono go w 2020 roku. Modernizacja obejmowała przedni i tylny zderzak, reflektory, tylne lampy LED, osłonę chłodnicy oraz napis modelu na klapie. We uwagę zwraca nowszy system multimedialny współpracujący ze smartfonami. Niestety zdarza się, że się zawiesza.

W ogłoszeniach trafiają się odmiany Xperience, które wyróżniają się bardziej terenowym wyglądem. Technicznie niewiele różnią się od pozostałych.

Jaki silnik wybrać do Seata Ateca?

seat_ateca_002
W 2020 roku zmodernizowano multimedia, ale i tak czasem się zawieszają.

Gama silnikowa jest dość szeroka. Podstawowe wersje silnikowe obejmowały benzynowe jednostki 1.0 TSI 110/115 KM, 1.4 TSI 150 KM, później 1.5 TSI 150 KM, a także 2.0 TSI 190 KM z DSG i napędem na cztery koła. Gamę diesli tworzą silniki 1.6 TDI 115 KM oraz 2.0 TDI w wersjach 115, 150 i 190 KM, zależnie od rocznika. Osobnym, sportowym wariantem była Cupra Ateca 2.0 TSI 300 KM.

Szukając możliwie jak najmłodszego samochodu w cenie ok. 100 tys. zł trzeba się ograniczyć do dwóch odmian: 1.0 TSI oraz 1.5 TSI (obie z napędem na przednie koła).

Pierwsza, choć na papierze wydaje się zbyt słaba, w praktyce okazuje się wystarczająca do codziennej eksploatacji. Na dodatek ten 3-cylindrowy silnik zaskakuje wysokim poziomem trwałości i niezawodności. Przy prawidłowej obsłudze serwisowej bez problemu przejeżdża nawet 300 tys. km lub więcej. Jedynym minusem, na który należy zwrócić uwagę w przypadku tej wersji jest brak możliwości montażu haka, przynajmniej w większości egzemplarzy.

Druga opcja to wersja 1.5 TSI. To także sprawdzony silnik. Ma jednak jedną, dość nietypową cechę. Jest wyposażony w system ACT, czyli system „odłączania” dwóch cylindrów podczas jazdy z niewielkim obciążeniem. Z jednej strony pomaga to oszczędzać paliwo. Z drugiej – praca w trybie dwucylindrowym nie jest zbyt przyjemna dla ucha. Na dodatek – w egzemplarzach używanych sam moment przełączania trybów staje się wyraźnie słyszalny. Niektórzy kierowcy decydują się dezaktywować ACT elektronicznie.

Większość egzemplarzy jest wyposażona w przekładnię dwusprzęgłową DSG. To bardzo popularna skrzynia, więc bez problemu można wymienić w niej zużyte sprzęgła. Z drugiej – jeśli ktoś nie chce wydawać na to 6-7 tys. zł, lepiej poszukać odmiany z manualem. I jeszcze jedno – nie wszystkim podoba się charakterystyka pracy współczesnych przekładni DSG. A zatem lepiej przejechać się takim autem przed zakupem zarówno w mieście jak też na trasie.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również