Tak Renault chce przekonać do elektryków. Nowy program dla klientów indywidualnych

Maciej Struk

Wokół aut na prąd narosło wiele stereotypów, sprawiających, że ciężko do nich przekonać potencjalnych klientów. Ale Renault stawia na nietypowy sposób oswajania ich z elektromobilnością. Od września 2025 roku mogą oni skorzystać z programu 4ever 4you – pokochaj albo zwróć w ciągu miesiąca. Na czym on polega?
- Renault uruchomiło nowy program, który pozwala klientom odstąpić od umowy najmu po 30 dniach.
- Jest on skierowany wyłącznie do klientów indywidualnych.
- Dotyczy elektrycznego Renault 4 E-Tech.
Nowa usługa Renault jest skierowana do osób indywidualnych. Zasady są proste: klient zawiera umowę najmu, wpłaca zaliczkę i odbiera samochód. Przez 30 dni może sprawdzać, czy Renault 4 E-Tech rzeczywiście pasuje do jego codziennego trybu życia – od dojazdów do pracy po rodzinne wyjazdy za miasto.
Jeśli auto nie spełnia oczekiwań, ma on prawo odstąpić od umowy. Warunki są klarowne. Używane przez najemcę Renault 4 E-Tech nie może pokonać więcej niż 1000 km oraz musi być w dobrym stanie technicznym i wizualnym.

Co istotne, klient ma możliwość zwrotu, „dokonując jedynie opłaty za odstąpienie, stanowiącej równowartość jednego miesiąca wynajmu” – informuje Renault. Wynosi ona 2000 zł.
TUTAJ przeczytasz test Renault 4 E-Tech.
Renault 4ever 4you: dla klientów indywidualnych
Jak podaje Renault, program działa od września do końca grudnia 2025 roku i jest skierowany wyłącznie do klientów indywidualnych.
Najważniejszą zaletą 4ever 4you – pokochaj albo zwróć w ciągu miesiąca ma być poczucie bezpieczeństwa. Po zawarciu umowy najmu kierowca ma 30 dni na podjęcie decyzji, czy Renault 4 E-Tech rzeczywiście spełnia jego wymagania.

W ten sposób francuski producent daje swoim klientom możliwość oswojenia się z elektromobilnością i poznania jej na własnej skórze. Owszem, elektryki nie przekonują w czasie jazdy w dalekie trasy, ale jako codzienny środek transportu po mieście i okolicach często spisują się znakomicie.
W przypadku nowego programu Renault klient ponosi i tak pewne koszty, ale nie musi się obawiać kary za odstąpienie od umowy.
TUTAJ przeczytasz test Renault 5 E-Tech.
Renault 4ever 4you: 4 E-Tech
Renault 4 E-Tech powstało na tej samej platformie, co współczesna „piątka” (AmpR Small platform). Na tle poprzednika, mierzącego 367 cm długości, bardzo mocno urosło. Jego nadwozie obecnie pomiędzy zderzakami ma 414 cm, na szerokość mierzy 180 cm, a na wysokość – 157 cm.
To francuskie auto jest miejskim crossoverem, wyróżniającym się 18,1-centymetrowym prześwitem oraz 420-litrowym bagażnikiem, z czego 35 l wygospodarowano w schowku pod podłogą.

Kokpit Renault 4 E-Tech został praktycznie żywcem przejęty z „piątki”. Ale nie ma w tym absolutnie nic złego. Nie dość że jest atrakcyjnie narysowany i wykończony, to jeszcze dysponuje fizycznym sterowaniem 1-strefowej klimatyzacji.
Standardem są tutaj również dwa ekrany. Ten przed oczami kierowcy ma przekątną 10 cali, z kolei centralny – 10,1. System multimedialny oparto na platformie Android Automotive, dzięki czemu zapewnia bezpośredni dostęp do środowiska Google, czyli bez konieczności podłączania smartfona.
TUTAJ poznasz system multimedialny 2024 roku.
Dwa napędy do wyboru
Renault 4 E-Tech obecnie kosztuje od 129 900 zł w odmianie urban range i od 142 900 zł w wersji comfort range. Oczywiście, cenę tego elektryka można ściąć, dzięki dopłatom z programu NaszEauto, wynoszącym od 18 750 do 40 000 zł.
Do napędu urban range'a służy silnik elektryczny o mocy 120 KM. Zapewnia on przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 9,2 s i prędkość maksymalną 150 km/h. Bateria trakcyjna o pojemności użytkowej 40 kWh powinna wystarczyć na pokonanie 308 km w trybie mieszanym.

W przypadku Renault 4 E-Tech comfort range przestrzeń pomiędzy osiami w podłodze wypełnia akumulator trakcyjny o pojemności 52 kWh (netto). Przekłada się to na 409 km. Ładowanie baterii odbywa się z maksymalną mocą 100 kW (80 kW w urban range), a ładowarka pokładowa rozwija 11 kW.
Z przodu ląduje z kolei silnik o mocy 150 KM, oferujący naprawdę dobre osiągi. Rozpędzanie do 100 km/h trwa tutaj bowiem 8,2 s, natomiast prędkość maksymalna również wynosi 150 km/h.

Wszystko zaczęło się od... lampy! Tak, lampy trzymanej Tacie przy naprawach Jego Fiata 125p. Później w naszym domu były już tylko nowocześniejsze auta, dlatego lampa została rzucona w kąt, ale pasja do motoryzacji wcale nie umarła. Wręcz przeciwnie! Dlatego w 2004 r. wziąłem sprawy w swoje ręce i poszedłem na praktyki do "auto motor i sportu", gdzie zostałem przez kolejne 6 lat. Po drodze zrodził się też pomysł startów w rajdach, a później - w wyścigach samochodowych. Ba, w 2009 r. wywalczyłem 6. miejsce w Mistrzostwach Polski Kia Lotos Cup, a w następnym roku - Puchar Polski. Przez ostatnie 9,5 roku pracowałem jako redaktor działu testy w tygodniku "motor" i miesięczniku "auto moto".
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsCzytaj również

Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk

Kupno używanego auta przed wakacjami. Co sprawdzić, zanim wyruszysz w długą trasę?

BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy
Ostatnie artykuły
- Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk
- Kupno używanego auta przed wakacjami. Co sprawdzić, zanim wyruszysz w długą trasę?
- BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy
- Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany
- Niemcy tracą Chiny. Ich fabryki będą pracować na pół gwizdka. Padła szokująca prognoza
- SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów
- Czy to największy problem samochodów elektrycznych? Wyniki nowych badań zaskakują
- Używana alternatywa dla Golfa. Ten Volkswagen daje więcej za podobne pieniądze
- Odmowa przyjęcia mandatu przestanie się opłacać. Stawki drastycznie wzrosną
- Robotaxi kontra człowiek. O wiele bezpieczniej jest jechać bez kierowcy