Renault Clio IV: jaki silnik wybrać? Ten jest świetny, pozostałe wymagają nieco uwagi
Piotr Wróbel

Gama silników Renault Clio IV może i nie powala na kolana, ale też nie jest tak, że nie ma czym zawiesić oka. Jedna opcja okazuje się pewna i absolutnie godna polecenia, ale są też i wersje nieco bardziej ryzykowne. Nie zabrakło takiej, od której lepiej jednak trzymać się z dala. A zatem – jaki silnik do Renault Clio IV? Oto krótki poradnik.
- Wśród jednostek benzynowych najlepszy wybór to 0.9 TCe. Tak, ma pojemność mniejszą niż karton mleka, ale poza tym – (prawie) same zalety.
- Niezła opcja to 1.2 16V, choć pod względem osiągów to silnik dla cierpliwych.
- Potencjalnie największe problemy dotyczą odmiany 1.2 TCe – tu ostrożność na pewno jest wskazana.
Powiedzieć, że crossovery segmentu B są dziś absolutnie wszędzie, to w zasadzie tak, jakby nie powiedzieć nic. Wyższy prześwit, modny wygląd, łatwe wsiadanie? Recepta tyleż prosta, co genialna. Klienci walą więc do salonów drzwiami i oknami, a dilerzy i producenci z zadowoleniem liczą zyski. Sęk w tym, że pod modnym crossoverowym opakowaniem często kryje się dokładnie ta sama technika, co w klasycznych hatchbackach. No i za modny styl – zero zaskoczenia – trzeba jednak zazwyczaj więcej zapłacić. Czy warto? To zależy.
Jasne, klasyczne hatchbacki nie są tak pociągające, bo nie udają SUV-a. Nie próbują być na siłę modne. Po prostu robią to, do czego zostały stworzone: sprawnie poruszają się po mieście, z odpowiednim silnikiem jako tako poradzą sobie i w trasie, do tego (zazwyczaj) nie zrujnują niczyjego portfela. No i clou programu – gdy porównamy egzemplarze z tych samych roczników, to klasyczny hatchback bardzo często okaże się (wyraźnie) tańszy od modnego crossovera.
Weźmy takie np. Renault Clio IV oraz bliźniaczego Captura I – niby technicznie to to samo, a jednak Captur z tego samego rocznika przeważnie kosztuje o co najmniej kilka tysięcy złotych więcej. A skoro różnicy w eksploatacji nie widać, to po co przepłacać? Właśnie.
Więc skoro już ustaliliśmy, że Renault Clio IV warto choćby rozważyć, to teraz zostaje kwestia absolutnie kluczowa – jaki silnik wybrać? Oto krótki poradnik.
Używane Renault Clio IV – silnik 0.9 TCe to pewniak. 1.2 16V? Też może być
Najlepszym benzyniakiem w gamie Clio IV bez wątpienia okazuje się benzynowa wersja 0.9 TCe (H4B). Trzycylindrowa jednostka o pojemności mniejszej niż karton mleka rozwija 76 lub 90 KM i na papierze nie wygląda wybitnie imponująco. Ale w praktyce bardzo dobrze pasuje do charakteru Clio. Bo 0.9 TCe ma bardzo przyzwoity i dostępny dość „nisko” moment obrotowy – nawet do 140 Nm. No i zapewnia niezłą elastyczność.
Silnik H4B wykorzystuje pośredni wtrysk paliwa, dzięki czemu okazuje się prostszy i mniej problematyczny niż wiele nowoczesnych konstrukcji. Nagary, filtry sadzy? Nie ten adres. Mechanicy chwalą trwałość wersji 0.9 TCe, a poważne awarie zdarzają się rzadko. Uwaga za to m.in. na: drobne problemy z łańcuchem rozrządu, wycieki z układu chłodzenia, także – z obudowy termostatu. W dodatku jednostka 0.9 dobrze toleruje instalacje LPG. W codziennej jeździe Clio z tym silnikiem jest wystarczająco dynamiczne, a przy spokojnej trasie potrafi zejść ze spalaniem poniżej 6 l/100 km.

Jeśli natomiast zależy wam na większej prostocie, możecie też spojrzeć w stronę wolnossącego silnika 1.2 16V. To stara, dobrze znana konstrukcja Renault oznaczona symbolem D4F. Nie ma turbosprężarki, nie ma skomplikowanego osprzętu i uchodzi za jednostkę stosunkowo bezproblemową. Ma jednak swoje ograniczenia, a największe z nich to osiągi – przyspieszenie do 100 km/h zajmuje ok. 15 s, więc o dynamicznej jeździe trudno mówić.
Używane Renault Clio IV – silnik 1.2 TCe, czyli chyba lepiej poszukać gdzie indziej
Znacznie ostrożniej trzeba za to podchodzić do turbodoładowanego silnika 1.2 TCe (H5Ft). W teorii miał być nowocześniejszym i lepszym następcą starszego 1.2 TCe (D4Ft), ale w praktyce okazuje się konstrukcją znacznie bardziej ryzykowną. Najwięcej problemów dotyczy napędu rozrządu (łańcucha) oraz (bardzo) dużego zużycia oleju. Hałas łańcucha po zimnym rozruchu potrafi pojawić się już po przebiegach rzędu kilkudziesięciu tysięcy kilometrów.

No i do tego dochodzi problem podwyższonego spalania oleju – niektóre egzemplarze potrafią zużywać nawet litr na 1000 km. Późniejsze wersje 1.2 TCe, wprowadzane około 2016 r., w teorii powinny być już poprawione. Ale i tak trudno uznać ten silnik za pewny wybór. Choćby dlatego, że społeczna świadomość jego problemów jest na tyle wysoka, że taką wersję może być potem trudniej sprzedać.
Używane Renault Clio IV – silnik 1.6 TCe to dużo frajdy. I zazwyczaj mało kłopotów
Z tą jednostką jest jeden zasadniczy problem – otóż w Clio IV występowała tylko w usportowionej odmianie RS. Mamy tu cztery cylindry, bezpośredni wtrysk, turbo oraz 200 lub 220 KM mocy. W praktyce oznacza to zupełnie inny charakter – Clio przestaje być spokojnym miejskim wozidełkiem i zmienia się w zwinnego hot hatcha. Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje około 6,5 s, a elastyczność przy wyższych prędkościach również robi spore wrażenie. A że Clio III RS było znacznie lepsze pod względem prowadzenia? No, nie można mieć wszystkiego.

Pod względem konstrukcyjnym 1.6 TCe (M5Mt) uchodzi za jednostkę znacznie solidniejszą niż np. 1.2 TCe. Nie oznacza to jednak, że motor z Clio RS jest całkowicie wolny od usterek. I tak, najczęściej problemy dotyczą osprzętu – użytkownicy zgłaszają awarie sond lambda, cewek zapłonowych i przepustnicy. Dość często pojawiają się też kłopoty z odmą, szczególnie w niskich temperaturach. Zdarzają się również hałasujące łańcuchy rozrządu, choć zwykle dopiero przy wyższych przebiegach – najczęściej powyżej około 150-180 tys. km. W części egzemplarzy pojawia się także nieco podwyższone zużycie oleju. Ale na pewno nie tak, jak w 1.2 TCe H5Ft.
Warto pamiętać jeszcze o jednej rzeczy. Otóż Clio RS silnik 1.6 TCe współpracuje wyłącznie z dwusprzęgłową skrzynią EDC, która zapewnia bardzo szybkie zmiany biegów, ale nie ma najlepszej opinii pod względem trwałości. Regularny serwis jest absolutnie kluczowy, a ewentualne naprawy nie należą do tanich.
Używane Renault Clio IV – a może diesel 1.5 dCi?
Silnik 1.5 dCi (K9K) kiedyś miał niezbyt dobrą opinię (panewki!), ale z biegiem lat Renault zdołało ten problem w dużej mierze opanować. Wersja stosowana w Clio IV jest już więc stosunkowo bezpieczna, poza tym motor 1.5 dCi pali w tak lekkiej „budzie” w zasadzie tyle, co nic.

No właśnie – zużycie paliwa. Średnie spalanie poniżej 5 l/100 km jest w tym przypadku jak najbardziej realne, w trasie bez większego wysiłku zejdziesz i do 4 l/100 km. W Clio IV silnik ten występował w kilku wariantach mocy (75, 90, 110 KM) i mógł być łączony ze skrzynią EDC. Uwaga natomiast na bolączki typowe dla nowoczesnych diesli – wtryskiwacze, filtr sadzy, zawór EGR. Wiele egzemplarzy ma spore przebiegi i służyło we flotach, a to akurat nie zawsze dobry prognostyk pod względem trwałości.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsCzytaj również

Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk

Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany

SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów
Ostatnie artykuły
- Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk
- Kupno używanego auta przed wakacjami. Co sprawdzić, zanim wyruszysz w długą trasę?
- BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy
- Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany
- Niemcy tracą Chiny. Ich fabryki będą pracować na pół gwizdka. Padła szokująca prognoza
- SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów
- Czy to największy problem samochodów elektrycznych? Wyniki nowych badań zaskakują
- Używana alternatywa dla Golfa. Ten Volkswagen daje więcej za podobne pieniądze
- Odmowa przyjęcia mandatu przestanie się opłacać. Stawki drastycznie wzrosną
- Robotaxi kontra człowiek. O wiele bezpieczniej jest jechać bez kierowcy