Samochód jak smartfon? To poniekąd dzieje się już teraz, bo w wielu autach większość funkcji obsługujemy poprzez monstrualne ekrany przypominające tablet. Ale Toyota ma zamiar pójść o krok dalej. Generacje modeli mają być produkowane dłużej, a świeżość zapewnią im aktualizacje online. Zupełnie jak w smartfonach.

  • Toyota planuje znacząco wydłużyć cykl życia swoich modeli.
  • To oznacza, że niektóre z aut obecnych dziś w salonach mogłyby być oferowane jeszcze w następnej dekadzie.
  • Jak Japończycy planują rozwiązać problem starzenia się produktów? Odpowiedź – aktualizacje online.

Toyota to marka raczej spokojna i rzadko zaskakująca swoich klientów jakimiś wybitnie „dziwnymi” pomysłami. No i może Was to w związku z tym zdziwi, ale japoński gigant szykuje drobną rewolucję w swoim podejściu do projektowania samochodów. Według doniesień serwisu Nikkei Asia, Toyota zamierza bowiem wydłużyć typowy cykl życia modelu z obecnych 6-7 do nawet 9 lat. A jak dobrze pójdzie – to i jeszcze mocniej. Hasło klucz – aktualizacje oprogramowania online.

Ale jak to? – zapytacie. Przecież np. wygląd auta po jakimś czasie się starzeje, wóz traci na atrakcyjności. Oczywiście, święta racja. Ale spójrzcie na to z tej strony – z nielicznymi wyjątkami Toyota do tej pory stawiała na design raczej bezpieczny. Który – mówiąc delikatnie – starzeje się dość wolno, bo już na starcie bywa średnio porywający.

Toyota: stary wygląd, ale nowe aktualizacje online. Dobry pomysł?

A zatem – zamiast częstych zmian generacji swoich modeli Japończycy chcą mocniej postawić na aktualizacje już dostępnych rozwiązań. No i na rozwój nowych funkcji, ale w oparciu o wprowadzane na bieżąco aktualizacje oprogramowania. Proste i logiczne, prawda?

Standardowo auta przechodzą facelifting po jakichś 3-4 latach. Mamy więc zazwyczaj kosmetyczne poprawki z zewnątrz, nowe wzory felg i kolory lakierów, czasem – świeższe systemy multimedialne. Po 6-7 latach przychodzi pora na nowy model, ale Toyota chciałaby utrzymywać swoje auta na rynku dłużej.

To rozwiązanie idealnie wpisuje się w koncepcję tzw. aut „defined by software”, czyli pojazdów, których możliwości można rozszerzać niemal tak, jak w smartfonach czy komputerach.

Toyota C-HR 2025
Nowy C-HR pojawił się na przełomie lat 2023 i 24, ale jeśli miałby iść według nowej strategii Toyoty, to byłby dostępny w salonach do 2032/33 r.

Co będzie miał z tego producent? Wiadomo – spore korzyści finansowe. Bo mniej (kosztownych) cykli opracowania nowych generacji to w zasadzie czysty zysk. Klienci? W teorii też powinni być zadowoleni, bo dłuższy cykl życia danego modelu powinien oznaczać bardziej stabilne wartości rezydualne. Inna sprawa, że Toyoty i bez tego dobrze trzymają wartość. Przynajmniej na polskim rynku. 

Zmiany mogą odczuć również dilerzy. Toyota ma rozważać bardziej elastyczne zarządzanie cenami detalicznymi i hurtowymi – zamiast automatycznego obniżania cen w miarę starzenia się modelu, importerzy mogliby modyfikować je w zależności od sytuacji rynkowej. Taki system ma poprawić przewidywalność zysków dilerów i ustabilizować marże.

Toyota: jeśli aktualizacja online to dla ciebie za mało, będziesz musiał iść do konkurencji

Jeśli strategia się sprawdzi, może wyznaczyć trend dla całej branży – szczególnie gdy oprogramowanie staje się dziś kluczowym elementem nowoczesnej motoryzacji. Toyota po raz kolejny pokazuje, że transformacja nie musi oznaczać pośpiechu, a dobrze zaprojektowane auto może żyć długo, jeśli zadba się o jego cyfrowe serce. Wszystko dzięki aktualizacjom online.

A jak komuś nie będzie odpowiadał fakt, że w salonach Toyoty stoją auta z nowoczesną techniką, ale z przestarzałym designem, ten po prostu pójdzie do konkurencji. Na przykład marki z Chin lubią bombardować rynek często dość odważnie narysowanymi nowościami, za którymi chwilami nawet trudno nadążyć. 

CZYTAJ TEŻ: Ponad 177 000 km w niecały rok: jak poradził sobie z tym przebiegiem nowy Land Cruiser? Znamy odpowiedź

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również