Gordon Murray znowu zrobił samochód po swojemu. S1 ma wolnossące V12, manual, centralnie umieszczony fotel kierowcy i waży mniej niż tonę. Tak wygląda nowa epoka segmentu supersamochodów.

  • S1 ma 4,2-litrowe V12 Coswortha o mocy 690 KM i sześciobiegową skrzynię manualną.
  • Kierowca siedzi pośrodku, a dwa fotele pasażerów umieszczono po jego bokach.
  • Powstaną tylko 64 egzemplarze i wszystkie znalazły już właścicieli.

Czy przyszłość motoryzacji jest elektryczna? Mimo pewnych zawirowań na drodze do zmian, eksperci raczej nie mają wątpliwości, że tak – a nawet jeśli nie całkiem elektryczna, to z cała pewnością zelektryfikowana.

Wygląda jednak na to, że elektryczna chmura ominie segment supersamochodów bokiem. Owszem – niedawno powitaliśmy kontrowersyjne Ferrari Luce na prąd. Ale w absolutnie topowym segmencie mamy do czynienia z zupełnie spalinowym powrotem do tradycji.

Nagle wszyscy przypominają sobie o McLarenie F1

mclaren f1
Tak wyglądał McLaren F1.

Samochód pokazany w 1992 roku do dziś pozostaje jednym z najważniejszych supersamochodów w historii, a jego przepis po ponad trzech dekadach znowu okazuje się niezwykle atrakcyjny. Wolnossące V12, manual, napęd na tył, możliwie niska masa i kierowca siedzący centralnie – wtedy były to rozwiązania podporządkowane osiągom i czystemu prowadzeniu, dziś brzmią niemal jak katalog motoryzacyjnych luksusów.

Do własnej przeszłości właśnie wrócił sam McLaren. Pokazany podczas Monterey Car Week McL 6GT otrzymał manualną skrzynię, hydrauliczne wspomaganie kierownicy, silnik V8 i napęd na tylne koła. To pierwszy drogowy McLaren z ręczną przekładnią od czasów F1. Producent nie próbuje stworzyć jego kopii, ale kierunek jest bardzo podobny: mniej pogoni za kolejnymi ułamkami sekund, więcej mechanicznego charakteru i pracy dla kierowcy.

Tak wygląda McLaren McL 6GT.

Tyle że McL 6GT nie jest jedyną współczesną interpretacją tej filozofii. Można wręcz powiedzieć, że w tym samym czasie pojawił się samochód, który do F1 nawiązuje jeszcze bardziej bezpośrednio. I trudno się temu dziwić, bo odpowiada za niego człowiek, który stworzył oryginał.

Gordon Murray wraca do własnego przepisu

Tak prezentuje się S1 Gordona Murraya.

Gordon Murray był głównym projektantem McLarena F1, a dziś buduje supersamochody pod własnym nazwiskiem. Gordon Murray Automotive ma już w gamie T.50, czyli duchowego następcę F1, natomiast utworzone później Gordon Murray Special Vehicles zajmuje się jeszcze bardziej ekskluzywnymi, krótkoseryjnymi projektami.

Najnowszym z nich jest S1, pokazany podczas The Quail w ramach Monterey Car Week. Samochód wywodzi się z zaprezentowanego rok wcześniej S1 LM, ale zamiast kolejnej maszyny stworzonej głównie z myślą o torze Murray postawił tym razem na bardzo szybkie auto drogowe.

Nawiązania do F1: widoczne na pierwszy rzut oka.

Początkowy plan był prosty: usunąć z S1 LM wielkie tylne skrzydło, przedni splitter i pozostałe agresywne elementy aerodynamiczne. Jak później przyznał Murray, zespół trochę się rozpędził. Ostatecznie poza dachem zmieniono wszystkie panele nadwozia.

S1 ma gładszą sylwetkę, prześwit większy o 10 mm i łagodniej zestrojone zawieszenie. W środku pojawiły się wygodniejsze fotele i więcej wygłuszenia, a nowe mocowania silnika ograniczają hałas oraz drgania. Nadal ma być ekstremalnie szybki, ale właściciel powinien móc rano ruszyć nim w kilkusetkilometrową trasę i dopiero na końcu szukać krętych dróg. Dario Franchitti, który współpracuje z Murrayem przy rozwoju samochodów, opisał go jako auto, którym można wyjechać o piątej rano z Londynu, pojechać do Szkocji i spędzić weekend na tamtejszych drogach bez bólu uszu i pleców.

690 KM i ponad 12 tys. obr./min

Za plecami kierowcy pracuje wolnossące V12 Coswortha o pojemności 4,2 l. Silnik rozwija 690 KM przy 12 100 obr./min, a odcięcie następuje przy 12 400 obr./min. Maksymalny moment obrotowy wynosi około 500 Nm, przy czym 80% tej wartości jest dostępne już przy 2500 obr./min.

Odgłos V12 z pewnością będzie niepowtarzalny.

Jednostka ma smarowanie z suchą miską olejową, tytanowe zawory i korbowody oraz lekkie tłoki. Napęd trafia wyłącznie na tylne koła przez sześciobiegową skrzynię manualną, a ostatnie przełożenie wydłużono z myślą o spokojniejszej jeździe w trasie.

Jeszcze ciekawsza jest masa. Karbonowy monokok, panele z włókna węglowego i obsesyjne odchudzanie konstrukcji sprawiły, że S1 ma ważyć mniej niż 997 kg. To mniej niż niejeden współczesny samochód miejski, tyle że tutaj do dyspozycji jest 690 KM.

Restomod czy zupełnie nowy model?

Duch F1 jest widoczny niemal wszędzie

Najbardziej oczywiste skojarzenie pojawia się po otwarciu drzwi. Kierowca siedzi dokładnie pośrodku, a dwa miejsca dla pasażerów znajdują się lekko za nim po bokach. To układ rozsławiony właśnie przez McLarena F1.

Kierowca siedzi na środku: jak w F1.

Do tego dochodzą wolnossące V12, manual, napęd na tył i skrajnie niska masa. Nawet komora silnika otrzymała osłonę termiczną pokrytą 24-karatowym złotem, podobnie jak w samochodzie z lat 90.

S1 jest jednak bardziej cywilizowany. Ma normalnie opuszczane szyby, lepsze wygłuszenie, wygodniejsze siedzenia i system audio. Z zewnątrz auto jest tak podobne do F1, że można w pierwszej chwili pomyśleć, że mamy do czynienia z restomodem, czyli lekko uwspółcześnionym egzemplarzem klasyka. Można zarzucić Gordonowi Murrayowi, że wciąż nagrywa tę samą płytę – ale skoro jest wybitna, to chyba nie jest wielki grzech.

Analogowa motoryzacja stała się luksusem

Przekątna ekranu raczej nikogo tu nie interesuje.

W tym wszystkim najciekawszy jest nie sam fakt, że powstał kolejny bardzo drogi supersamochód. Ciekawsze jest to, czego najbogatsi zaczynają od takich aut oczekiwać. Jeszcze niedawno szczytem możliwości były czterocyfrowe moce, coraz bardziej rozbudowane układy hybrydowe i skrzynie zmieniające bieg w ułamku sekundy. Teraz manual, wolnossący silnik i masa poniżej tony zaczynają być czymś bardziej wyjątkowym niż kolejny rekord przyspieszenia.

Najbogatsi kolekcjonerzy mogą więc mieć ciekawy dylemat: wybrać nowego McLarena czy dzieło człowieka, który stworzył jego najsłynniejszego poprzednika. Niewykluczone zresztą, że część z nich nie będzie musiała wybierać i zdecyduje się na… obydwa auta. S1 powstanie w 64 egzemplarzach i wszystkie są już zarezerwowane. Cena? Najbogatsi mają ciekawsze tematy do rozmów...

Mikołaj Adamczuk

Redaktor prowadzący OTOMOTO News. Wcześniej pracował jako zastępca redaktora naczelnego i wydawca w portalu Autoblog.pl, współpracował także z wieloma innymi mediami motoryzacyjnymi i nie tylko: zarówno internetowymi, jak i drukowanymi. Specjalizuje się w testach i premierach samochodów, ale nie stroni też od klasyków, historii i ciekawostek z najbardziej egzotycznych rynków. Prywatnie miłośnik aut z gwiazdą lub… wieloma gwiazdami na masce.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google NewsDodaj do źródeł Google

Czytaj również