W tym kraju klienci pokochali stylistykę elektrycznego Ferrari. Cała pula wyprzedana

Krzysztof Kaźmierczak

W Europie elektryczne Ferrari Luce budzi ogromne kontrowersje. Tymczasem w pewnym kraju wykupiono wszystkie możliwe sztuki od ręki.
- W Chinach cały przydział Ferrari Luce zniknął niemal natychmiast.
- Czy część nowych Ferrari trafi do działów badawczo-rozwojowych chińskich producentów?
- Pierwszy elektryk Ferrari może okazać się cennym źródłem wiedzy dla konkurencji.
Ferrari przeżywa burzliwe chwile od czasu premiery swojego pierwszego elektrycznego modelu Luce, ale niektóre zachowania związane z tą premierą przechodzą najśmielsze oczekiwania.

Były prezes i dyrektor generalny Ferrari, Luca Cordero di Montezemolo, ostro skrytykował pierwszy w pełni elektryczny samochód marki. Stwierdził: „Gdybym powiedział to, co naprawdę myślę, zaszkodziłbym Ferrari” i wezwał do usunięcia emblematu z tańczącym koniem, dodając: „Przynajmniej Chińczycy nas nie skopiują”.
W Chinach zainteresowanie jest ogromne
Szczególnie to ostatnie zdanie budzi ciekawość, ponieważ to właśnie w tym kraju cały przydział modeli sprzedał się praktycznie od ręki. Takie informacje przekazuje portal Car News China. Chiny to bardzo duży rynek, więc mowa tutaj aż o 88 egzemplarzach. To nie brzmi pokaźnie w porównaniu z liczbami egzemplarzy sprzedawanymi przez marki wolumenowe. Jednak Ferrari to producent butikowy i 88 sztuk stanowi istotną część całej planowanej produkcji.

Dla porównania w mediach rynków zachodnich coraz częściej pojawiają się doniesienia o teście lojalności. Miałby on polegać na tym, że klientom obiecuje się miejsca w kolejkach na najbardziej pożądane modele w zamian za złożenie zamówień na Luce. Na ten temat zrobiło się na tyle głośno, że samo Ferrari przedstawiło swoje stanowisko, stanowczo zaprzeczając rzekomej sytuacji.
Dlaczego Chińczycy kupują Luce?
A więc jak do tego doszło, że gdy na „starych rynkach" mówi się o testach lojalności, to w Chinach auta rozeszły się jak ciepłe bułeczki? Car News China twierdzi, że Chińczycy kupują Luce nie za to, jakim jest samochodem, ale dlatego, że jest to Ferrari. Jest drogie, rzadkie i natychmiast rozpoznawalne jako oznaka ogromnego bogactwa, a to w chińskim środowisku ma kluczowe znaczenie.

I nie ważne, że rodzime chińskie supersamochody, jak Yangwang U9 czy Hyptec SSR, oferują lepsze parametry za ułamek ceny. Zamożni klienci świadomie pomijają te względy, poszukując przede wszystkim emocji, pasji i niepodważalnego wizerunku, jaki niesie za sobą włoskie Ferrari. Jednak naszym zdaniem powody mogą być zupełnie inne.
Kim są klienci?
Nie zdziwilibyśmy się, gdyby okazało się, że wiele z 88 egzemplarzy zostało wykupionych przez chińskie koncerny tylko po to, żeby je przetestować i rozebrać na części. Takie kupowanie przez koncerny wzajemnie konkurencyjnych produktów nie jest niczym nowym i nieraz o tym pisaliśmy. Szczególnie jeśli chodzi o modele Xiaomi.

Na przykład szef koncernu Ford – Jim Farley – przyznał, że jeździ takim samochodem na co dzień. Ostatnio nawet u bram Ferrari w Maranello napotkano superszybkiego SU7 Ultra. Działa to również w drugą stronę. Xiaomi otwarcie przyznało się do zakupu trzech egzemplarzy Tesli Model Y w podobnych celach.
To może być cenna lekcja dla konkurencji
W takim razie byłoby to wręcz zaprzepaszczeniem szansy ze strony chińskich producentów, gdyby nie wzięli na swoje warsztaty nowego Luce. Szczególnie że Ferrari chwaliło się jeszcze przed premierą zastosowanymi rozwiązaniami technicznymi opracowanymi wewnętrznie przez swoich inżynierów. Dostęp do takich technologii mógłby potencjalnie znacznie pomóc Chińczykom w opracowywaniu swoich samochodów elektrycznych.
Oczywiście nie należy też zakładać, że wszystkie 88 aut zostało skierowanych do działów R&D chińskich koncernów motoryzacyjnych. Część z nich z pewnością zawita w garażach najbogatszych kierowców, którym autentycznie podoba się kontrowersyjna stylistyka.

Motoryzacja jest w moim sercu, odkąd tylko pamiętam. Jako dziecko pochłaniałem ją w każdej ilości, niczym zepsuty silnik olej. W latach 90. oznaczało to spędzanie wielu godzin na czytaniu magazynów, katalogów i oglądaniu telewizji. Już wtedy marzyłem, żeby być jedną z osób, które je tworzą. Dziś zmieniły się środki, bowiem klasyczne media przekształciły się w szeroko pojmowany Internet, ale cel pozostał ten sam: być dziennikarzem motoryzacyjnym. I być w tym najlepszym.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsDodaj do źródeł GoogleCzytaj również

Widziałem Dacię Striker na żywo. To nowy pomysł na samochód

Depozyt gwarancyjny w leasingu – czym jest i czy się go zwraca?

Stawką jest życie, a potem cały majątek. OC może nie wystarczyć po zderzeniu z pociągiem

Nowy Mercedes-AMG CLE przyspieszy do 100 km/h zanim wymówisz jego nazwę

Skoda ma problem z tym SUV-em. Wiemy, jaki będzie następca

Używane Renault Mégane III – dużo lepsze, niż myślisz! Usterki, opinie, jaki silnik wybrać?
Ostatnie artykuły
- Widziałem Dacię Striker na żywo. To nowy pomysł na samochód
- Depozyt gwarancyjny w leasingu – czym jest i czy się go zwraca?
- Stawką jest życie, a potem cały majątek. OC może nie wystarczyć po zderzeniu z pociągiem
- Nowy Mercedes-AMG CLE przyspieszy do 100 km/h zanim wymówisz jego nazwę
- Skoda ma problem z tym SUV-em. Wiemy, jaki będzie następca
- Używane Renault Mégane III – dużo lepsze, niż myślisz! Usterki, opinie, jaki silnik wybrać?
- Przejazd A2 kosztuje już 82 zł. Sprawdziliśmy, czy warto ominąć najdroższą autostradę
- Japoński maluch teraz może mieć coś z SUV-a. To najtańszy taki samochód na rynku
- Dacia się nie ugnie. Obiecuje coś, czego konkurencja nie jest w stanie zapewnić
- Długo wyczekiwane nowości wreszcie w Apple CarPlay. Ułatwią życie kierowców