Warszawa i Sopot pokazują nowy kierunek kontroli użytkowników e-hulajnóg. GPS ogranicza prędkość, blokuje przejazd przez wybrane strefy i wymusza prawidłowe parkowanie. Kierujący, którzy zignorują przepisy, mogą słono zapłacić.

  • Kierowców aut kontrolują fotoradary, a użytkowników e-hulajnóg coraz częściej pilnuje GPS i aplikacja.
  • Hulajnogi elektryczne pod nadzorem miast mogą same zwalniać, blokować wjazd i wymuszać prawidłowe parkowanie.
  • Za ignorowanie znaków i jazdę po zakazanych strefach grożą mandaty, a w skrajnych przypadkach wysoka grzywna.

Kierowców aut nadzoruje coraz więcej kamer, fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości. Użytkowników hulajnóg pilnuje za to oprogramowanie. Samorządy walczą z chaosem na chodnikach, deptakach i drogach dla rowerów. Hulajnogi elektryczne pod nadzorem mają już nie tylko jeździć wolniej, ale też znikać z miejsc, w których stwarzają zagrożenie dla pieszych.

Hulajnogi elektryczne pod nadzorem. GPS pilnuje, gdzie można jechać

To, co dla wielu kierowców brzmi jak czarny sen, w wypożyczalniach e-hulajnóg działa już dziś. Operatorzy widzą pozycję pojazdu i mogą przypisać do mapy konkretne ograniczenia. Po wjechaniu w wybraną strefę sprzęt zwalnia. W miejscach z całkowitym zakazem może przestać działać.

Tak samo działa kontrola parkowania. Aplikacja może nie pozwolić na zakończenie przejazdu w miejscu, w którym hulajnoga blokowałaby chodnik, most, tunel, park albo strefę objętą zakazem. Użytkownik musi wtedy odstawić pojazd tam, gdzie pozwalają na to przepisy albo zasady operatora.

To nie jest już tylko prośba o kulturę jazdy. Miasta zaczynają wpisywać takie obowiązki do porozumień z firmami wynajmującymi sprzęt na minuty. Operatorzy mają utrzymywać porządek i reagować na zgłoszenia.

kobieta na hulajnodze
Hulajnoga elektryczna to pojazd, a jej użytkownik musi stosować się do znaków i ograniczeń prędkości. W wielu miastach wypożyczony sprzęt sam zwalnia albo blokuje wjazd do wybranych stref. | Zdjęcie: GettyImages

Warszawa ogranicza prędkość do 12 km/h i zamyka kolejne strefy

Najbardziej rozbudowane zasady wprowadza Warszawa. W wybranych miejscach wypożyczone hulajnogi mają jechać maksymalnie 12 km/h. Dotyczy to m.in. ulic Złotej, Zgoda i Brackiej, Placu Centralnego oraz mostu pieszo-rowerowego. Ograniczenia działają też na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie, gdy ulice pełnią funkcję deptaka, a także na części Chmielnej i Bulwarów Wiślanych.

Stolica rozszerza też strefy całkowitego zakazu jazdy i parkowania. Na liście są m.in. Stare Miasto, Łazienki Królewskie, Ogród Krasińskich, Park Sowińskiego i Lasek na Kole. W takich miejscach hulajnoga z wypożyczalni ma po prostu nie działać.

Miasto porządkuje również postój. W Warszawie działają tysiące stojaków i wyznaczone strefy, w których można zostawić e-hulajnogę. Poza nimi trzeba przestrzegać przepisów. Hulajnoga nie może blokować przejścia. Na chodniku musi zostać co najmniej 1,5 m wolnej przestrzeni dla pieszych.

Miasta nie zakazują e-hulajnóg na minuty, ale zmuszają operatorów do większego nadzoru nad użytkownikami. | Zdjęcie: GettyImages

Sopot walczy z jazdą po deptakach. Są mandaty i zdalne blokady

Sopot pokazuje, że problem nie dotyczy tylko dużych miast. W sezonie turystycznym na Placu Przyjaciół Sopotu, Skwerze Kuracyjnym i ul. Bohaterów Monte Cassino obowiązuje zakaz ruchu. Dotyczy także rowerów i hulajnóg.

To nie jest martwy przepis. Straż miejska wystawia mandaty za jazdę w miejscach objętych zakazem. W rejonie mola rower trzeba prowadzić, a hulajnogą nie wolno przejeżdżać tam, gdzie znaki tego zabraniają.

Sopot poszedł też krok dalej. Operatorzy hulajnóg zobowiązali się do elektronicznego wyłączania urządzeń w miejscach z całkowitym zakazem ruchu. Dzięki temu samo oprogramowanie ma ograniczyć liczbę przejazdów tam, gdzie piesi powinni mieć pełne bezpieczeństwo.

zaparkowane hulajnogi
Wypożyczone hulajnogi trzeba zostawiać w wyznaczonych miejscach albo tak, aby nie blokowały chodnika. Aplikacja coraz częściej nie pozwala zakończyć przejazdu w strefie, w której postój narusza przepisy. | Zdjęcie: GettyImages

Hulajnogi elektryczne pod nadzorem. Mandat nadal może zaboleć

Geoblokada nie zastępuje przepisów. Hulajnoga elektryczna nie jest zabawką, tylko pojazdem. Kierujący musi stosować się do znaków drogowych tak samo jak inni uczestnicy ruchu. Zakaz ruchu, zakaz wjazdu czy ograniczenie prędkości dotyczą również użytkownika e-hulajnogi, chyba że oznakowanie przewiduje wyraźny wyjątek.

Za ignorowanie znaków grozi mandat. Zakaz wjazdu albo zakaz ruchu nie przestaje działać tylko dlatego, że ktoś jedzie hulajnogą, a nie samochodem. W skrajnych przypadkach, przy stworzeniu zagrożenia, kara może sięgnąć nawet 5000 zł grzywny.

Nowe zasady pokazują, że miasta nie chcą usuwać hulajnóg z ulic, ale chcą skończyć z jazdą po zakazanych deptakach i porzucaniem sprzętu na chodnikach. Po apelach i kampaniach edukacyjnych przyszła pora na limity prędkości, blokady wjazdu, kary dla operatorów i mandaty dla tych, którzy ignorują znaki.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również