Amerykańska firma świadomie zakpiła sobie z bezpieczeństwa użytkowników swoich aut, wiedząc o wadach zawieszenia? Do takich ustaleń doszedł Reuters, który zwietrzył kolejny skandal w Tesli.

Firma przez Elona Muska co rusz staje się obiektem kolejnego skandalu. Ostatnio ogłoszone akcję naprawczą 2 mln aut z wadliwym autopilotem. Wcześniej informowaliśmy mi.in. o tym, że pracownicy tej firmy udostępniali sobie poufne dane i filmy (TUTAJ przeczytasz o tym więcej).

Choć praktycznie nie ma dnia bez doniesień o Tesli, wydaje się, że najnowszy skandal jest jednym z najpoważniejszych. Czego dotyczy?

Skandal u Tesli: wadliwe części

Jak podaje Reuters, Amerykanie przez wiele lat świadomie sprzedawali samochody z wadliwymi częściami. I nie chodzi o jakieś mało znaczące elementy, lecz o podzespoły podwozia, półosie czy układy kierownicze.

Reuters w swoim raporcie informuje, że firma odnotowywała np. powtarzające się problemy z elementami odpowiedzialnymi m.in. za łączenie kół z pojazdem. A trzeba pamiętać, że jeśli tego typu części zawiodą w czasie jazdy, może to doprowadzić do poważnego wypadku.

Tesla Cybertruck
Jak donosi Reuters, Tesla od lat ukrywała stosowanie wadliwych elementów.

O indywidualnych usterkach dotykających poszczególnych użytkowników aut mówi się już od dłuższego czasu. Jednak dopiero dokumenty uzyskane i przeanalizowane przez Reutersa dają wgląd w skalę problemu i tego, w jaki sposób Tesla go „rozwiązuje”. Z danych wynika bowiem, że Amerykanie wiedzieli o wadach swoich aut znacznie wcześniej niż zostały one ujawnione.

Temat znany od lat

Wadliwe części to przede wszystkim wahacze, półosie, a nawet układy kierownicze. Według Reutersa ich temat ciągnie się latami, a dokumenty do których dotarła agencją pochodzą z lat 2016-2022. Zawierają one analizę i wnioski z inżynierskich badań wymienionych wyżej elementów (TUTAJ przeczytasz, czemu firmy opóźniają akcje przywoławcze).

Przy okazji też znajdują się w nich instrukcje, zgodnie z którymi serwisy Tesli na całym świecie powinny informować klientów, że części te nie są wadliwe. Miało to na celu chociażby nieuznanie naprawy gwarancyjnej i przeniesienie kosztów na klientów.

W szerszym znaczeniu amerykańska marka chciała obniżyć obciążenie finansowe podobnymi naprawami. To z kolei miało przekonać inwestorów do zostawiania pieniędzy w firmie zarządzanej przez Muska.

Pomiędzy majem 2018 r. a kwietniem 2019 r. Tesla na same naprawy gwarancyjne układów zawieszenia wydała 3,9 mln dolarów. Taką kwotę ustalił inżynier tej marki – Ralf van Gestel – w swoim wewnętrznym dochodzeniu.

Według niego większość problemów wydarzyła się w ciągu dwóch i pół roku od przekazania samochodu klientowi. Van Gestel zalecił poprawę jakości części i zażądanie zwrotu kosztów od odpowiedniego podwykonawcy.

Nie jest jasne, czy tak się stało, ale wiadomo, że problemy nie ustały. Z analiz działalności serwisowej wynika, że ​​między styczniem 2021 r. a marcem 2022 r. producent samochodów wymienił na całym świecie 66 000 półosi i 120 000 górnych wahaczy.

Skandal u Tesli: przypadek Jaina

Awaria wadliwych części zawieszenia w Teslach oznacza naglą utratę sterowności samochodu. Jednym z przykładów, jakie wymienia Reuters, jest przypadek Shreyansha Jaina – inżyniera elektryka z angielskiego Cambridge.

W marcu 2023 roku odebrał on swoją Teslę Model Y i już drugiego dnia w aucie padło przednie prawe zawieszenie. Miało to miejsce przy około 200 km przebiegu, kiedy po pojawieniu się nagłego piskliwego dźwięku, samochód sam się zatrzymał.

Tesla Model Y w Chinach była wycofana w 2020 roku.

„Gdybyśmy jechali autostradą i coś takiego by się wydarzyło, mogłoby dojść do katastrofy” – twierdzi Jaine na łamach Reutersa. Naprawa trwała 40 godzin, a Tesla odmówiła uznania gwarancji. Według firmy awaria była spowodowana wcześniejszym uszkodzeniem samochodu przez jego właściciela.

Według Reutersa na całym świecie podobnych przypadków był dziesiątki tysięcy. W 2020 roku w Chinach tamtejsze władze zmusiły Teslą do wycofania Modelu Y z powodu wadliwego zawieszenia. Co ciekawe, podobne problemy, o jakich mówił Jain, miały miejsce już od 2016 roku.

Dochodzenie NHTSA

Od 2018 roku w Stanach Zjednoczonych Tesla miała dziewięć akcji przywoławczych w zakresie zawieszenia i układu kierowniczego. Dotyczyły one jednak stosunkowo niewielkiej liczby pojazdów – najwyżej dziesiątek tysięcy, informuje Reuters.

W temacie wycofania samochodów w Chinach, Tesla stwierdziła, że przyczyną problemów było niewłaściwe użytkowanie samochodów przez kierowców. Tak mówili jej przedstawiciele podczas przesłuchania przez NHTSA (Krajową Administrację Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego).

Ostatecznie NHTSA nie nakazała firmie przeprowadzenia akcji naprawczej w jej autach sprzedawanych na terenie USA, ale obecnie bada części zawieszenia Modeli S i X, sprzedawanych od 2020 roku. Z kolei w lipcu agencja rozpoczęła również dochodzenie w sprawie problemów z układami kierowniczymi.

Tesla Model S
Tesla Model S również może mieć wadliwe elementy zawieszenia.

Według Reutersa, właściciele samochodów Tesli przesłali w tym roku do NHTSA łącznie 260 skarg dotyczących problemów z zawieszeniem i układem kierowniczym. Na koncern GM wpłynęło 750 skarg, a na Toyotę – 230 (TUTAJ poznasz najgorsze wady konstrukcyjne w historii).

O ile jednak Tesla ma niecałe 1% samochodów zarejestrowanych w USA, o tyle w przypadku koncernu GM jest to 21%, a w przypadku Toyoty to 15%. Względna liczba skarg jest zatem znacznie wyższa w przypadku Tesli niż u tych dwóch wymienionych wyżej marek.

Według Davida Friedmana, który kierował NHTSA za czasów prezydentury Baracka Obamy, takie wady zawieszenia są rzadkością w stosunkowo nowych samochodach. „Z pewnością nie należy oczekiwać, że zawieszenie ulegnie awarii w ciągu pierwszych kilku lat eksploatacji pojazdu” – stwierdził na łamach Reutersa.

Maciej Struk

Wszystko zaczęło się od... lampy! Tak, lampy trzymanej Tacie przy naprawach Jego Fiata 125p. Później w naszym domu były już tylko nowocześniejsze auta, dlatego lampa została rzucona w kąt, ale pasja do motoryzacji wcale nie umarła. Wręcz przeciwnie! Dlatego w 2004 r. wziąłem sprawy w swoje ręce i poszedłem na praktyki do "auto motor i sportu", gdzie zostałem przez kolejne 6 lat. Po drodze zrodził się też pomysł startów w rajdach, a później - w wyścigach samochodowych. Ba, w 2009 r. wywalczyłem 6. miejsce w Mistrzostwach Polski Kia Lotos Cup, a w następnym roku - Puchar Polski. Przez ostatnie 9,5 roku pracowałem jako redaktor działu testy w tygodniku "motor" i miesięczniku "auto moto".

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również