W moim garażu na kilka dni zawitał najnowszy Mercedes GLB. Już po minucie jazdy odkryłem, czego mu brakuje. To element, który prawie na pewno macie w swoich samochodach – i nie przyszło wam do głowy, że mogłoby go nie być.

  • Z kierownicy nowego Mercedesa GLB nie da się przełączać stacji radiowych ani utworów.
  • Prowadzący musi korzystać z ekranu dotykowego albo wydawać polecenia głosowe.
  • Tak samo rozwiązano obsługę m.in. w nowych CLA, GLA i GLC EQ.

Najnowszy Mercedes GLB korzysta z najświeższej generacji multimediów marki ze Stuttgartu. Po wejściu do środka kierowcę wita całą ściana ekranów, sięgających od drzwi do drzwi. Producent podkreśla nowe oprogramowanie, szybkie procesory, zastosowanie sztucznej inteligencji i całą masę rzeczy, które mają wpłynąć na tak zwane „cyfrowe doświadczenia”. Jest bardzo nowocześnie.

Poprawiono też kierownicę

Dobrze znam poprzednią generację kierownic Mercedesa i nie zapisałbym się do ich fanklubu. Funkcjami sterowało się poprzez przesuwanie palcami po gładzikach, co wymagało zbyt dużej precyzji – zwłaszcza trudno było odpowiednio zmienić głośność muzyki. Łatwo w którąś stronę przesadzić.

Nowa kierownica bardzo dobrze leży w dłoniach. Zdjęcie: Mikołaj Adamczuk

Dlatego ucieszyłem się, gdy zobaczyłem, że na kierownicach w najnowszych modelach tej marki powróciło klasyczne pokrętło do sterowania głośnością. Mercedes – podobnie jak np. Volkswagen – zrobił krok w tył i wrócił do sprawdzonych rozwiązań. I dobrze.

Spodziewałem się łatwej i przyjemnej obsługi

Z takim zamysłem wsiadłem do testowego egzemplarza i ruszyłem. Samochód jest cichy (to wersja elektryczna), więc aż się prosi, by głośno posłuchać muzyki. Akurat ten problem rozwiązałem bez kłopotu, za sprawą wspomnianego pokrętła. Później uznałem jednak, że chcę zmienić stację radiową. Nic prostszego – mogłoby się wydawać. To przecież jedna z najbardziej podstawowych funkcji w autach, a sterowanie nią z kierownicy jest standardem nawet w najtańszych autach.

Długo szukałem, jak to zrobić. Dotykałem gładzika (został), ale prowadziło to tylko do przełączania widoków zegarów cyfrowych. Większa mapa, mniejsza mapa, zerowanie przebiegu dziennego i zużycia energii… owszem, to wszystko było, ale nie mogłem ani sprawdzić, jakie akurat radio u mnie gra, ani zmienić stacji (ani piosenki np. ze Spotify).

Szukałem przycisków z tyłu kierownicy, jak np. w Jeepie (nie ma), albo możliwości w rejonie pokrętła do głośności (też brak). Wreszcie zadzwoniłem do znajomego człowieka z Mercedesa. Potwierdził moje najczarniejsze przypuszczenia.

Tej funkcji po prostu nie ma

Byłem i jestem w szoku. Uwielbiam często zmieniać piosenki w aucie, albo żonglować między stacjami radiowymi (jestem z tych, którzy wciąż chętnie słuchają radia). Jeśli gdzieś słychać reklamy albo kiepski utwór, robię „klik” na kierownicy i słyszę z głośników już coś innego. Potrafię w ciągu minuty przełączyć stacje kilkadziesiąt razy.

Tymczasem w najnowszym, najbardziej zaawansowanym technologicznie Mercedesie zrobić się tego w ten sposób nie da. W takim razie jak można?

Wnętrze jest do bólu nowoczesne. Jest trzeci ekran, ale czegoś tu brakuje... Zdjęcie: Mikołaj Adamczuk

Niestety – trzeba celować palcem w odpowiednie pole na ekranie centralnym (a wcześniej trzeba tak ustawić to, co się na nim pokazuje, by możliwość przełączania w ogóle była). To oczywiście wyjątkowo niewygodne, bo auto się trzęsie, palec też, i trudno trafić. Poza tym na wyświetlaczu zostają brzydkie ślady.

Teoretycznie da się też „kazać” autu zmienić piosenkę wypowiadając odpowiedni komunikat głosowy. Ale na nowej kierownicy, w odróżnieniu od tej starej, nie ma też skrótu do włączania obsługi głosowej. Można mówić „Hej, Mercedes, przełącz stację radiową”, ale to trwa, jest nienaturalne, a jeśli chcemy przełączyć kilka razy pod rząd (bo np. szukamy, na której stacji akurat nie ma reklam), sytuacja robi się absurdalna.

To cofa nas o 30 lat – albo i więcej

Dawne samochody w skromnych wersjach wyposażenia potrafiły nie mieć sterowania z kierownicy. Chciałem napisać, że Mercedes, który może kosztować kilkaset tysięcy złotych (cena bazowa elektrycznego GLB: 223 000 zł), cofa nas do tych czasów. Tak naprawdę jednak w dawnych autach było łatwiej, bo wciśnięcie fizycznego przycisku na radiu na konsoli środkowej nie stanowi większego problemu nawet na wyboistej drodze albo np. w połowie zakętu.

Tutaj jest gorzej, bo trzeba mocno odwrócić swoją uwagę od drogi, by trafić w miejsce na ekranie. Dodajmy, że odpowiednia kamera cały czas sprawdza, czy patrzymy na jezdnię – i gdy przestaniemy choć na chwilę (by przełączyć utwór…), system upomni nas pikaniem.

Taki sam problem można znaleźć także w nowym CLA, GLA, a nawet w GLC EQ (cena od ponad 280 tysięcy złotych).

Na zegarach nie dowiemy się, czego słuchamy. Zdjęcie: Mikołaj Adamczuk

Pojawia się jedno pytanie: dlaczego?

Wiele różnych dziwnych rozwiązań z dziedziny ergonomii bywa tłumaczona chęcią wymyślenia czegoś nowego (w zamyśle: lepszego). Czasami wychodzi, częściej nie, bo po co komplikować coś, co się sprawdza?

Tutaj jednak nie przychodzi mi do głowy żaden racjonalny powód, dla którego wprowadzono takie zmiany. Nie jest taniej, nie jest prościej – wszystkie elementy potrzebne do przełączania radia i muzyki już i tak tu są. Może ktoś o tym zapomniał? To chyba najrozsądniejsze wyjaśnienie problemu. Może konstruktorzy słuchają – zawsze w całości – wyłącznie bardzo długich podcastów? Naprawdę nie wiem.

Kłopot dałoby się pewnie rozwiązać zdalną aktualizacją aut – w dzisiejszych czasach to żaden problem. Ale póki co, opisana wada sprawia, że nie rozważałbym zakupu takiego Mercedesa dla siebie, niezależnie od ceny. GLB ma dużo zalet – jest przestronne, ciche, żwawe i wygodne. Ale co mi po tym, jeśli utrudniono mi w nim czynność, którą wykonuję po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy podczas każdej jazdy? To na co dzień bardziej denerwuje, niż inne gadżety cieszą, i przysłania radość z jazdy autem.

Logika działań inżynierów marki jest tajemnicza. Zdjęcie: Mikołaj Adamczuk

Czekam na nowego Mercedesa z kwadratowymi kołami. W końcu skoro obecne rozwiązanie świetnie się sprawdza… koniecznie trzeba je zastąpić czymś gorszym.

Mikołaj Adamczuk

Redaktor prowadzący OTOMOTO News. Wcześniej pracował jako zastępca redaktora naczelnego i wydawca w portalu Autoblog.pl, współpracował także z wieloma innymi mediami motoryzacyjnymi i nie tylko: zarówno internetowymi, jak i drukowanymi. Specjalizuje się w testach i premierach samochodów, ale nie stroni też od klasyków, historii i ciekawostek z najbardziej egzotycznych rynków. Prywatnie miłośnik aut z gwiazdą lub… wieloma gwiazdami na masce.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google NewsDodaj do źródeł Google

Czytaj również