Używane elektryki za 50 tys. zł. Szukamy sensownego auta za rozsądną cenę
Redakcja

Elektryki za 50 tysięcy złotych: prezentujemy najpopularniejsze modele na rynku. Wybór jest ograniczony, ale znaleźliśmy ciekawe propozycje!
Skąd taka kwota? Okazuje się, że według najpopularniejszych statystyk, średnia cena samochodu używanego w Polsce to ok. 45 tys. zł. Dla równego rachunku przyjmijmy właśnie 50 tys. zł. Ta kwota jest liczona na podstawie danych z ogłoszeń np. na OTOMOTO. Matematycznie chodzi o samochody spalinowe, bo ich jest przecież najwięcej. A jeśli ktoś chce w tej cenie kupić używanego elektryka? Nie będzie to łatwe zadanie. Okazuje się jest dość sporo elektryków znacznie tańszych i jeszcze więcej – tych znacznie droższych. A okolica 50 tys. zł jest wyjątkowo słabo obsadzona.
Zasięg elektryka za 50 tysięcy
Zasięg to pięta achillesowa wielu samochodów elektrycznych. Trzeba uczciwie zaznaczyć, że te najnowsze konstrukcje radzą sobie z tym lepiej niż starsze. Ale po pierwsze muszą to być samochody możliwe jak najmłodsze. A po drugie – powinny to być modele drogie, duże i ciężkie.

Szukając używanego elektryka za 50 tys. zł, szukamy tak naprawdę czegoś z zupełnie drugiego końca skali. Będziemy wybierać wśród samochodów małych, tanich i wyeksploatowanych. A zatem – realny zasięg 200 km to może być szczyt marzeń. Niejednokrotnie będzie to jednak okolica 100 km, a nawet mniej. Warto zaznaczyć, że elektryki za 50 tys. nie wyglądają źle. Wizualnie mogą się nawet jeszcze podobać. Ale technicznie są już dość mocno przestarzałe. Akurat w tym segmencie pojazdów 2-3 lata oznacza widoczny postęp technologii. 10-15 lat to przepaść.
Elektryk do jazdy wokół komina
Wiele osób poszukujących taniego, używanego elektryka nie potrzebuje wielkiego zasięgu. Powód jest prosty – chodzi o samochód na dojazdy do pracy czy do sklepu. I w takim przypadku zasięg 100 km (czasem nawet 50 km) może okazać się wystarczający. Ważne jedynie jest to, żeby auto było technicznie sprawne. Chodzi o bezproblemowe ładowanie i brak błędów wyświetlanych na desce rozdzielczej. Jak najbardziej można pogodzić się z pewnym poziomem degradacji akumulatora trakcyjnego. Ale kolokwialnie mówiąc – wszystko inne musi działać.
Na co uważać przy zakupie elektryka?
Najgorszą możliwą usterką elektryka są uszkodzenia poszczególnych ogniw w pakietach. W garażowym żargonie mówi się o rozjechaniu napięć na ogniwach w stopniu niemożliwym do opanowania przez BMS.

Taka wada w zasadzie uniemożliwia eksploatację samochodu. W jej wyniku pojawiają się problemy z ładowaniem, czasem samochód zatrzymuje się już po przejechaniu kilku czy kilkunastu kilometrów.
W większości starych elektryków wymiana pojedynczych ogniw jest albo niemożliwa, albo droższa niż cały samochód, albo nieskuteczna. Inną ważne usterki to np. uszkodzenia obwodu ładowania. Nagle okazuje się, że ładowanie jest niemożliwe, bo występuje brak komunikacji z zewnętrznym źródłem prądu. Czasem pomoże interwencja doświadczonego mechanika wyspecjalizowanego w takich autach. Czasem niezbędna jest wymiana całego fragmentu instalacji w samochodzie.
Poważne usterki klimatyzacji

Nie wszyscy wiedzą, że w wielu autach elektrycznych klimatyzacja odpowiada nie tylko za temperaturę w kabinie. W coraz większej liczbie modeli klimatyzacja stabilizuje temperaturę akumulatora trakcyjnego. A zatem jeśli w używanym elektryku nie działa klimatyzacja, kupującemu powinna się zapalić czerwona lampka. Całkiem możliwe, że takim samochodem nie da się normalnie jeździć albo wystąpią poważne problemy z ładowaniem.
Jak sprawdzić elektryka przed zakupem?
Najlepszym sprawdzianem przed zakupem jest jazda próbna. Początek – ładowanie do pełna lub przynajmniej do 80%. Potem – jazda aż do poziomu rezerwy i ponowne ładowanie. Tylko w taki sposób można skutecznie wypróbować samochód. Idealnie, jeśli sprzedający będzie czekał na kupującego już z naładowanym akumulatorem. Wówczas razem z kupującym odbędzie się tylko jazda próbna i ładowanie do pełna po zakończonej jeździe.

Rosnące ceny benzyny zwiększają naturalny popyt na elektryki. Nie pozostaje nam zatem nic innego jak tylko przejrzeć ogłoszenia na OTOMOTO!
Przypominamy, że nie tak dawno publikowaliśmy przegląd elektryków do 40 tys. zł. Teraz nasz budżet to 50 tys. zł. Pozwala nie tylko na zakup egzemplarza w lepszym stanie, ale niekiedy także na zakup nowszej generacji modelu. W wielu wypadkach oznacza to większy zasięg. Albo za sprawą większego akumulatora trakcyjnego, albo dzięki lepszemu zarządzaniu energią.
BMW i3 (2013–2022)
Kto by pomyślał, że BMW i3 stanie się jednym z najpopularniejszych używanych elektryków na naszym rynku? Zawdzięczamy to temu, że niemieckie auto było chętnie kupowane przez wypożyczalnie i floty.

Popularność przekłada się na dobre zaopatrzenie w używane części zamienne. Oczywiście – dobre jak na elektryka. Bo to tej grupy samochodów ogólnie trudno jest dokupić coś związanego z układem napędowym w atrakcyjnej cenie.
Na zdjęciach w ogłoszeniach samochód prawie zawsze prezentuje się doskonale. Ale to wynika z faktu, że całe nadwozie jest wykonane z tworzyw sztucznych osadzonych na ramie ze stopów lekkich. Rdza raczej się tu nie pojawi. Ale problemy z naprawami powypadkowymi są dość powszechne. Jeśli ktoś kupi samochód źle odbudowany, najczęściej nic już się na to nie da poradzić.

BMW i3 - którą wersję wybrać?
Gama i3 obejmuje zwyczajne wersje elektryczne i odmianę REX z silnikiem spalinowym pełniącym funkcję awaryjnego „wydłużacza” zasięgu, czyli generatora prądu. Pozornie może się wydawać, że właśnie odmiana REX będzie najlepszym wyborem. W praktyce nie jest to takie oczywiste. Z jednej strony REX zawsze dojedzie do celu, nawet jeśli w pobliżu nie ma ładowarki. Z drugiej – komplikacja techniczna tego samochodu może radykalnie zwiększyć koszty serwisowania. Poza tym, nie można wtedy korzystać z przywilejów dla właścicieli aut elektrycznych, takich jak jazda po buspasach czy darmowe parkowanie w strefach w centrach miast.
Właśnie z tego powodu wiele osób poleca zwykłe odmiany elektryczne, tyle, że te poliftingowe (po 2017 roku), które mają większe akumulatory trakcyjne. Do wyboru są trzy: 22,0/33,2/42,2 kWh. Ta ostatnia wersja pojawiła się właśnie po modernizacji i jest najdroższym wariantem w ogłoszeniach (powyżej 70 tys. zł). Nieco tańszy jest wariant 33,4 kWh i właśnie on po dobrej negocjacji załapuje się do naszego budżetu. Przy zużyciu prądu na poziomie 15-20 kWh na 100 km takie i3 ma zasięg ok. 160 km.
Dacia Spring (2021-2022)
Dacia reklamowała ten model jako jeden z najtańszych nowych samochodów elektrycznych w Polsce. Niestety – pomijając cenę i dość niskie zapotrzebowanie na energię Spring nie ma w zasadzie żadnych zalet na tle rywali i nadaje się tylko na krótsze trasy (akumulator ma ok. 27 kWh).

Auto było kupowane przez filmy dla celów odliczeń podatkowych. Teraz może być atrakcyjną propozycją dla łowców okazji. Ze względu na mały popyt te samochody szybko tanieją. Jeśli ktoś szuka drugiego albo trzeciego samochodu do domu, ma własne panele i jeździ często wokół komina – Dacia może być dobrym wyborem. Ale pod względem jakości, na wiele nie można liczyć. Normą jest korozja zawieszenia i niedziałająca klimatyzacja.

Fiat 500e II (od 2020 r.)
Udany niewypał. Brzmi bez sensu? I taki też trochę jest ten samochód.

Druga generacja elektrycznej pięćsetki jest pod każdym względem lepsza od pierwszej. Większa, wygodniejsza, bezpieczniejsza. Ma także większy zasięg i lepsze osiągi. Ale ten samochód nie odniósł sukcesu, a po latach walki o przetrwanie Fiat zdecydował się dorobić wersję spalinową, żeby uratować model przed zniknięciem z rynku.
Więc – wizualnie i technicznie to jak najbardziej atrakcyjna propozycja. Sprzedaż w salonach w początkowym okresie hamował brak odmian spalinowych i wysoka cena. Na rynku wtórnym też nikt nie rozdaje używanych 500e II za darmo, ale za 50 tys. zł da się już kupić egzemplarze z początkowego okresu produkcji.

Fiat 500e - jaką wersję wybrać?
Pod względem zasięgu – szału nie ma. Jest w zasadzie to samo co w BMW i3. Za ok. 50 tys. zł można rozglądać się za egzemplarzami silnikami o mocy 95 KM lub 118 KM. Pierwszy z nich jest zasilany z akumulatora o pojemności 23,8 kWh, a drugi – 42 kWh.
W zależności od warunków i tempa jazdy zużycie prądu waha się od 13,5 do 20 kWh. Słabszą wersją na jednym ładowaniu przejedzie się niewiele ponad 100 km. Mocniejsza zapewnia autonomię na poziomie 200 km. Samochód ma silnik umieszczony z przodu i napęd na przednie koła.
Nissan Leaf II (2017-2025)
Leaf w świecie elektryków był tym czym kiedyś VW Golf w motoryzacji spalinowej. Jest w tym może i lekka przesada. Ale Tesla do tej pory nie wyprodukowała tak przystępnego cenowo auta.

Pierwsza generacja Leafa (2010–2017) jest samochodem specyficznym. Z jednej strony był to jeden z pierwszych popularnych samochodów elektrycznych i w pewnym sensie „podbił rynek”. Ale trzeba pamiętać o tym, że jak na dzisiejsze czasy jest to konstrukcja niedoskonała. Nie chodzi tu wyłącznie o tanie plastiki czy ubogie wyposażenie. Pierwszy Leaf nie miał nawet systemu chłodzenia akumulatorów trakcyjnych, więc podczas dalszych podróży trzeba było czasem dość długo czekać na możliwość ponownego naładowania. Co więcej – stare Leafy nie mają możliwości szybkiego ładowania. Nie mają także złączy do takich ładowarek. Tego typu niedogodności można mnożyć. A zatem – jeśli tylko budżet na to pozwala, lepiej kupić za ok. 50 tys. zł Leafa II, który jest już samochodem z innej epoki.
Różnice wizualne między obiema generacjami są oczywiste. A zatem skupmy się na tym, czego nie widać.

Leaf - jaką wersję wybrać?
Do wyboru mamy dwie wersje. Słabsza ma akumulator o pojemności 40kWh. Mocniejsza (dostępna od 2019 roku) ma już całkiem sensowne 62 kWh.
Leaf II może być wyposażony w pompę ciepła, która radykalnie zwiększa jego funkcjonalność – chroni akumulatory przed degradacją i zapewnia bezproblemowe doładowywanie w trasie bez czekania na ostygnięcie lub podgrzanie. Ważne jedynie, żeby kupić odpowiednią wersję – właśnie z tą pompą. Dla przykładu wszystkie N-Connecta ją mają. Ale już np. Visia na ogół nie ma.
Renault Zoe (2012-2024)
Ten samochód także omawialiśmy w poprzednim zestawieniu tańszych modeli elektrycznych. Teraz piszemy o nim ponownie, ponieważ większy budżet pozwala na zakup nowszego egzemplarza z lepszymi parametrami.

Już Phase 2 z lat 2015-2019 była lepsza. Ale najlepsza jest Phase 3 produkowana w latach 2019-2024. O ile Leafem II można jeździć gdzieś dalej, o tyle Zoe, to podobnie jak BMW i3 samochód do miasta. I z tego zadania wywiązuje się doskonale, ku uciesze użytkowników. Pod względem mobilności auto jest dość niezawodne. Ewentualne naprawy układu napędowego (silnik z przodu, napęd na przód) także wychodzą taniej niż w BMW. Większość użytkowników jest generalnie zadowolona z tej konstrukcji.

Zoe - jaką wersję wybrać?
Phase I ma akumulatory o pojemnościach od 22 do 41 kWh, które znacząco ograniczają jego autonomię. W Phase III (modele te oznaczane są jako R135) pojawiają się już akumulatory 52 kWh, które do auta tej wielkości są już jak najbardziej wystarczające.
Warto wiedzieć, że niektóre Zoe wystawiane w ogłoszeniach nie mają akumulatora. Można było kiedyś kupić ten samochód bez niego i odpłatnie wypożyczać go oddzielnie. Akumulatory można teraz dokupić „solo” ale kosztują zwykle drugie tyle co auto.
O ile Leafem II można jeździć gdzieś dalej, o tyle Zoe, to podobnie jak BMW i3 samochód do miasta. I z tego zadania wywiązuje się doskonale, ku uciesze użytkowników. Pod względem mobilności auto jest dość niezawodne. Ewentualne naprawy układu napędowego (silnik z przodu, napęd na przód) także wychodzą taniej niż w BMW. Większość użytkowników jest generalnie zadowolona z tej konstrukcji.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsDodaj do źródeł GoogleCzytaj również

Diesel wraca do gry. Polacy znów kupują samochody, ale to niejedyna zmiana na rynku

Ważne nowości w nawigacji Google. Czeka na nie pół miliona kierowców w Polsce

Maksymalne ceny paliw na 19 sierpnia rosną. Jutro zatankujesz drożej niż dziś

Hamulce bębnowe wracają do łask? Zasady gry zmienią się już niedługo

Nowa ustawa fotoradarowa. Kierowcy zapłacą nawet cztery razy niższy mandat

Mniej elektryków, więcej kosztów. Europa zaczyna liczyć cenę odwrotu
Ostatnie artykuły
- Diesel wraca do gry. Polacy znów kupują samochody, ale to niejedyna zmiana na rynku
- Ważne nowości w nawigacji Google. Czeka na nie pół miliona kierowców w Polsce
- Maksymalne ceny paliw na 19 sierpnia rosną. Jutro zatankujesz drożej niż dziś
- Hamulce bębnowe wracają do łask? Zasady gry zmienią się już niedługo
- Nowa ustawa fotoradarowa. Kierowcy zapłacą nawet cztery razy niższy mandat
- Mniej elektryków, więcej kosztów. Europa zaczyna liczyć cenę odwrotu
- Pakiet CPN wrócił, ale jest mniej korzystny dla części kierowców
- W tym segmencie trwa nowa era. To czysty powrót lat 90.
- Apka InPost na ekranie samochodu. Tak odbierzesz paczkę przez Paczkomat po drodze
- Oto Mercedes klasy C po wielkim liftingu. Nowe silniki, więcej mocy i więcej gwiazd