Hamulce bębnowe miały odejść do historii, ale coraz częściej trafiają do nowoczesnych elektryków. Nowe przepisy Euro 7 mogą sprawić, że ich powrót nabierze jeszcze większego tempa.

  • Hamulce bębnowe powracają?
  • Norma Euro 7 po raz pierwszy ograniczy emisję pyłu podczas hamowania.
  • Czy stare rozwiązanie pomoże spełnić nowe wymagania?

Gdybyśmy grali w teleturnieju „Familiada” i padłoby pytanie: „Jakie są hamulce?”, odpowiedź „tarczowe” byłaby zapewne bardzo wysoko punktowana. Ten typ układu hamulcowego jest dziś standardem w większości samochodów, ale nie jedynym. Na liście odpowiedzi z pewnością znalazłyby się również hamulce bębnowe.

Audi Q4 Concept
Koncepcyjne Audi Q4 Sportback e-tron concept miał hamulce tarczowe na tylnej osi...

Dekady temu właśnie taki sposób wytracania prędkości był standardem. Z czasem został jednak wyparty przez skuteczniejsze hamulce tarczowe i do niedawna kojarzył się głównie z tańszymi, bazowymi wersjami lekkich samochodów. W obecnej motoryzacyjnej rzeczywistości konstrukcja ta przeżywa jednak prawdziwy renesans. I wcale nie chodzi wyłącznie o oszczędności.

Elektryki już korzystają z hamulców bębnowych

Powrót hamulców bębnowych do nowych samochodów nie jest wyłącznie teorią. Takie rozwiązanie już dziś można znaleźć na tylnej osi niektórych samochodów elektrycznych, np. konstrukcji opartych o architekturę MEB marek Audi, Volkswagen, Cupra czy Ford. W ich przypadku klasyczny układ hamulcowy ma bowiem nieco łatwiejsze życie niż w aucie spalinowym.

Podczas zwalniania elektryk może wykorzystywać hamowanie rekuperacyjne. Silnik elektryczny pomaga wtedy wytracać prędkość, a odzyskana energia trafia z powrotem do akumulatora. W rezultacie kierowca rzadziej korzysta z tradycyjnych hamulców, a ich elementy zużywają się wolniej.

AudiQ4
... seryjne Audi Q4 e-tron ma bębny.

To właśnie dlatego producenci mogą sobie pozwolić na zastosowanie hamulców bębnowych na tylnej osi. Nie muszą one tak często radzić sobie z intensywnym hamowaniem. Ich zamknięta konstrukcja ma jeszcze jedną ważną zaletę, ogranicza wydostawanie się pyłu powstającego podczas ścierania elementów hamulca na zewnątrz.

Euro 7 interesuje się już nie tylko spalinami

Właśnie pył hamulcowy znalazł się w centrum zainteresowania nowych przepisów Unii Europejskiej. Norma Euro 7 po raz pierwszy obejmuje bowiem nie tylko to, co wydostaje się z rury wydechowej, ale również cząstki powstające podczas eksploatacji samochodu, między innymi w trakcie hamowania.

To ważna zmiana, ponieważ samochód elektryczny nie emituje spalin, ale nadal ma opony, tarcze i klocki hamulcowe. Dlatego przejście na napęd elektryczny nie oznacza całkowitego końca emisji związanych z eksploatacją auta.

elektryk hamulce
Emisja pyłów z klocków hamulcowych jest częstym powodem zabrudzenia felg.

Nowe wymagania dotyczące emisji pyłu z układów hamulcowych zaczną obowiązywać dla nowych homologacji od 29 listopada 2026 roku. Rok później, od 29 listopada 2027 roku, wymogi obejmą wszystkie nowo rejestrowane samochody. Norma określa maksymalną ilość pyłu, jaka może powstawać podczas hamowania. Dla samochodów elektrycznych limit wynosi 3 mg/km, natomiast dla aut spalinowych i hybrydowych 7 mg/km.

Bęben może pomóc, ale nie zastąpi tarczy

Czy oznacza to, że wkrótce hamulce bębnowe zaczną masowo wypierać tarcze? Na razie nic na to nie wskazuje. Przepisy Euro 7 nie nakazują producentom stosowania konkretnego rozwiązania. Wyznaczają jedynie cel, czyli ograniczenie ilości pyłu trafiającego do środowiska.

Hamulce bębnowe mogą być jednym ze sposobów na jego osiągnięcie. Ich konstrukcja jest zamknięta, więc znaczna część materiału ścierającego się podczas hamowania pozostaje wewnątrz bębna. W klasycznym hamulcu tarczowym klocek współpracuje natomiast z odsłoniętą tarczą, a powstający pył może wydostawać się na zewnątrz.

W przeciwieństwie do tarcz i klocków, bęben jest konstrukcją zamkniętą.

Nie oznacza to jednak, że konstrukcja bębnowa jest pod każdym względem lepsza. Hamulce tarczowe np. znacznie lepiej radzą sobie z odprowadzaniem ciepła i są bardziej odporne na przegrzewanie podczas intensywnego hamowania. To właśnie m.in. dlatego od lat dominują w nowoczesnych samochodach.

Producenci mogą również szukać innych sposobów na spełnienie wymagań Euro 7. W grę wchodzi między innymi opracowanie nowych materiałów oraz alternatywnych rozwiązań ograniczających emisję pyłu.

Problem może pojawić się dopiero przy wymianie klocków i tarcz

Nowe przepisy mogą jednak oznaczać coś więcej niż tylko zmiany w konstrukcji nowych samochodów. Euro 7 może również wpłynąć na rynek części zamiennych, a w konsekwencji na kierowców korzystających z niezależnych warsztatów.

Według informacji branżowych niezależni producenci części hamulcowych zwracają uwagę na problem z dostępem do danych technicznych potrzebnych do opracowania komponentów zgodnych z nowymi wymaganiami. Tymczasem przygotowanie nowych materiałów, przeprowadzenie testów i homologacja części mogą trwać latami.

wymiana klocków hamulcowych – cena
Producenci będą szukać rozwiązań, które spełnią normy w hamulcach tarczowych.

Stawką jest rynek części hamulcowych do stosunkowo nowych samochodów, którego wartość w Europie szacowana jest na około 1,7 mld euro. Niezależni producenci obawiają się, że jeśli nie otrzymają odpowiednich informacji wystarczająco szybko, nie zdążą przygotować certyfikowanych zamienników. W praktyce mogłoby to ograniczyć konkurencję na rynku. A mniejszy wybór części zwykle nie jest dobrą wiadomością ani dla warsztatów, ani dla kierowców.

Stare, ale jare

Norma Euro 7 nie oznacza końca hamulców tarczowych. Może jednak sprawić, że producenci ponownie zainteresują się rozwiązaniami, które jeszcze niedawno wielu kierowców uznałoby za relikt przeszłości. Tym razem nie dlatego, że są najtańsze, ale dlatego, że mogą pomóc spełnić nowe wymagania.

Historia hamulców bębnowych zatacza więc ciekawe koło. Konstrukcja, która przez lata kojarzyła się przede wszystkim z tanimi samochodami i rozwiązaniami z przeszłości, dziś może wracać do łask z zupełnie innych powodów.

Krzysztof Kaźmierczak

Motoryzacja jest w moim sercu, odkąd tylko pamiętam. Jako dziecko pochłaniałem ją w każdej ilości, niczym zepsuty silnik olej. W latach 90. oznaczało to spędzanie wielu godzin na czytaniu magazynów, katalogów i oglądaniu telewizji. Już wtedy marzyłem, żeby być jedną z osób, które je tworzą. Dziś zmieniły się środki, bowiem klasyczne media przekształciły się w szeroko pojmowany Internet, ale cel pozostał ten sam: być dziennikarzem motoryzacyjnym. I być w tym najlepszym.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google NewsDodaj do źródeł Google

Czytaj również