Omdlenie lub zaśnięcie za kierownicą. Czy to zwalnia z odpowiedzialności za wypadek?
Sebastian Sulowski

Poseł Łukasz Litewka zginął pod kołami samochodu, którego kierowca mógł zasłabnąć lub zwyczajnie zasnąć. Nagła utrata świadomości nie zawsze oznacza niewinność. Sprawdź, kiedy sąd uznaje taki przypadek za tragiczny zbieg okoliczności, a kiedy widzi podstawy do ukarania sprawcy.
- Chwila utraty kontroli nad autem nie zawsze oznacza brak odpowiedzialności.
- Zaśnięcie za kierownicą zwykle jest traktowane jako zdarzenie, które można było przewidzieć.
- Inaczej oceniane są przypadki nagłego omdlenia albo utraty przytomności z powodów zdrowotnych.
Odpowiedzialność za wypadek drogowy opiera się na winie, ale chwilowa niedyspozycja nie zamyka sprawy. Dużo zależy od tego, co da się udowodnić i czy kierowca mógł przewidzieć zagrożenie. W takich sprawach często decydują szczegóły: wcześniejsze objawy, stan zdrowia, brak reakcji przed zderzeniem albo historia leczenia.
Tragedia w Dąbrowie Górniczej. Śledczy badają kilka wersji
Do śmiertelnego wypadku doszło na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Według wstępnych ustaleń 57-letni kierowca Mitsubishi zjechał na przeciwległy pas i uderzył w rower, którym jechał poseł Łukasz Litewka. Policja wskazała trzy najbardziej prawdopodobne scenariusze: zaśnięcie, zasłabnięcie albo chwilową utratę przytomności.
Na tym etapie nie ma jeszcze jednej, pewnej odpowiedzi. Kierowca był trzeźwy w badaniu alkomatem, ale zabezpieczono też materiał do dalszych analiz. W takich sprawach samo tłumaczenie kierowcy zwykle nie wystarcza. Liczą się także ślady hamowania, nagrania, zeznania świadków i to, czy przed zderzeniem pojawiła się jakakolwiek reakcja obronna.

Zaśnięcie za kierownicą zwykle nie chroni przed odpowiedzialnością
Jeśli przyczyną było zwykłe zaśnięcie, sytuacja kierowcy jest bardzo trudna. Sądy od lat przyjmują, że zmęczenie i ryzyko zaśnięcia należą do zjawisk przewidywalnych. Senność nie pojawia się znikąd. Wcześniej zwykle pojawiają się objawy: spadek koncentracji, znużenie, osłabienie, problemy z utrzymaniem uwagi.
To właśnie dlatego samo stwierdzenie, że ktoś „przysnął”, nie wyłącza winy. Przeciwnie, często prowadzi do wniosku, że doszło do naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Kierowanie po nieprzespanej nocy, w złej kondycji albo mimo wyraźnych objawów zmęczenia może zostać uznane za zawinione. Krótko mówiąc: zaśnięcie za kierownicą najczęściej nie ratuje przed odpowiedzialnością.
Choroba może zmienić ocenę, ale nie zawsze
Inaczej wygląda sprawa, gdy za kierownicą doszło do omdlenia albo utraty przytomności z powodu choroby. Tu najważniejsze pytanie brzmi, czy sprawca wiedział o swoim problemie zdrowotnym albo przynajmniej powinien był brać go pod uwagę. Jeśli wcześniej zdarzały się podobne incydenty, pojawiały się objawy, lekarz ostrzegał przed jazdą albo kierowca ignorował leczenie, sąd może uznać, że ryzyko było przewidywalne. Wtedy odpowiedzialność nadal pozostaje realna. Taka osoba wsiada za kierownicę już ze świadomością zagrożenia.
Jeśli jednak utrata przytomności nastąpiła nagle, po raz pierwszy i bez wcześniejszej wiedzy o chorobie, ocena może być inna. Właśnie taki wyjątek dopuszcza orzecznictwo. Sąd może uznać, że kierowca nie miał możliwości przewidzenia zdarzenia, więc nie da się przypisać mu winy. To jednak nie dzieje się automatycznie. Potrzebne są mocne dowody medyczne i opinie biegłych.

Cukrzyca dobrze pokazuje, że takie sprawy nie są proste
Dobrym przykładem jest cukrzyca. Sama choroba nie oznacza jeszcze ani automatycznej winy, ani automatycznej niewinności. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Jeśli kierowca lekceważy zalecenia, nie kontroluje stanu zdrowia albo ignoruje objawy, jego pozycja procesowa wyraźnie się pogarsza.
Z drugiej strony zdarzają się sprawy, w których nie da się jednoznacznie wykazać, że kierowca mógł przewidzieć nagły spadek cukru. Właśnie dlatego w orzecznictwie pojawiają się wyroki uniewinniające. Biegli podkreślają, że nawet przy leczeniu zgodnym z zaleceniami może dojść do nagłej hipoglikemii, a nie każdy epizod daje wyraźne sygnały ostrzegawcze. To pokazuje, że choroba i wypadek nie zawsze tworzą prosty, oczywisty związek.
Omdlenie może oznaczać też problemy z prawem jazdy
Utrata przytomności za kierownicą nie kończy się tylko na sprawie karnej. Może uruchomić również procedurę medyczną dotyczącą uprawnień do prowadzenia pojazdów. Po takim incydencie kierowca może zostać skierowany na dodatkowe badania. Chodzi o ocenę, czy nadal może bezpiecznie prowadzić auto.
W praktyce impulsem bywa informacja od policji, lekarza ze szpitalnej izby przyjęć albo dokumentacja po wypadku. Później znaczenie ma nie tylko sam epizod omdlenia, ale też jego przyczyna, ryzyko nawrotu i to, czy choroba pozostaje pod kontrolą. Lekarz może uznać, że nie ma przeciwwskazań, ale może też ograniczyć czas ważności uprawnień albo skierować na dalszą diagnostykę. To oznacza, że po omdleniu sprawa przenosi się do gabinetu lekarskiego i urzędu.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsCzytaj również

Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk

Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany

SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów
Ostatnie artykuły
- Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk
- Kupno używanego auta przed wakacjami. Co sprawdzić, zanim wyruszysz w długą trasę?
- BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy
- Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany
- Niemcy tracą Chiny. Ich fabryki będą pracować na pół gwizdka. Padła szokująca prognoza
- SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów
- Czy to największy problem samochodów elektrycznych? Wyniki nowych badań zaskakują
- Używana alternatywa dla Golfa. Ten Volkswagen daje więcej za podobne pieniądze
- Odmowa przyjęcia mandatu przestanie się opłacać. Stawki drastycznie wzrosną
- Robotaxi kontra człowiek. O wiele bezpieczniej jest jechać bez kierowcy