KAS potrafi wystawić samochód za połowę wartości rynkowej, więc oferta wygląda jak okazja. Problem w tym, że zakup auta od urzędu skarbowego często przypomina licytację „kota w worku”.

  • Auto od urzędu skarbowego może kosztować mniej niż na rynku.
  • Niska cena nie oznacza rękojmi, gwarancji ani łatwego zwrotu.
  • Przed licytacją trzeba sprawdzić VIN, OC, dokumenty i koszty napraw.

Fiskus sprzedaje pojazdy przejęte w egzekucji od dłużników podatkowych, odebrane sprawcom przestępstw albo takie, które z innych powodów przeszły na rzecz Skarbu Państwa. Po wprowadzeniu konfiskaty aut pijanych kierowców takich ofert przybyło. Na listach licytacji można znaleźć auta osobowe, dostawcze, motocykle, ciągniki siodłowe czy maszyny. Niska cena przyciąga, ale przed licytacją trzeba pamiętać o jednym. Urząd nie sprzedaje auta jak salon, komis ani prywatny właściciel.

Nie ma rękojmi, reklamacji i łatwego zwrotu

Największa różnica dotyczy odpowiedzialności za wady. Przy licytacji kupujący nie korzysta z ochrony znanej z normalnego zakupu od przedsiębiorcy, a nawet jak od osoby prywatnej. W praktyce bierze pojazd w takim stanie, w jakim znajduje się on w chwili sprzedaży.

Jeśli po odbiorze okaże się, że auto ma poważną awarię silnika, uszkodzoną skrzynię biegów albo ukrytą usterkę elektroniki, odzyskanie pieniędzy będzie bardzo trudne. Urząd nie działa jak sprzedawca z komisu. Nie przyjmie zwykłej reklamacji tylko dlatego, że naprawa okazała się droższa, niż zakładał nabywca.

Stan techniczny może być dużą niewiadomą

Pojazdy trafiające na licytacje skarbowe często mają trudną historię. Część pochodzi od dłużników, którzy wcześniej mieli problemy finansowe. To może oznaczać oszczędzanie na serwisie, odkładanie napraw i jazdę do momentu, aż auto zostanie zajęte.

Nie zawsze da się sprawdzić, kiedy wymieniono olej, rozrząd, filtry, opony czy akumulator. Brak książki serwisowej, drugiego kompletu kluczyków albo pełnej dokumentacji nie powinien więc dziwić. Zdarza się też, że pojazd długo stoi na placu depozytowym. Wtedy dochodzą rozładowany akumulator, zapieczone hamulce, stare paliwo, uszkodzone opony albo problemy z elektroniką.

Największe ryzyko dotyczy aut nowszych i bardziej skomplikowanych technicznie. Awaria automatycznej skrzyni, systemu hybrydowego, pneumatycznego zawieszenia czy modułów elektronicznych może szybko pochłonąć całą „oszczędność” z licytacji.

Ford Mustang GT
Ford Mustang odebrany pijanemu kierowcy zasilił policyjną flotę jako auto pościgowe. W większości przypadków skonfiskowane samochody wystawia się jednak na licytacjach urzędów skarbowych. | Zdjęcie: KWP Radom

Oględziny to nie pełne sprawdzenie auta

Przed licytacją urząd zwykle wyznacza termin oględzin. To ważny moment, ale nie należy mylić go z normalnym sprawdzeniem auta przed zakupem. W praktyce można obejrzeć pojazd, zweryfikować numer VIN, ocenić karoserię, wnętrze, ogumienie i widoczne uszkodzenia.

Problem w tym, że o jeździe próbnej nie ma mowy. Trudno też liczyć na podnośnik, diagnostykę komputerową albo spokojną wizytę w wybranym warsztacie. Kupujący podejmuje więc decyzję na podstawie niepełnych informacji.

Przed wpłatą wadium warto sprawdzić ogłoszenie, opis pojazdu, zdjęcia, numer VIN, historię w dostępnych bazach i koszty typowych napraw danego modelu. Dobrze też zabrać na oględziny mechanika albo osobę, która zna konkretną markę. Nawet szybka ocena może uchronić przed bardzo drogim błędem.

Auto od urzędu skarbowego – wadium i szybka płatność zwiększają presję

Licytacja skarbowa ma własne zasady. Uczestnik zwykle musi wpłacić wadium, czyli 10% ceny oszacowania. Po wygranej nie ma czasu na długie zastanawianie się, organizowanie kredytu albo szukanie gotówki. Resztę ceny trzeba zapłacić najpóźniej następnego dnia roboczego.

To ważne, bo spóźnienie może oznaczać utratę wadium. Kupujący powinien mieć więc pieniądze przygotowane wcześniej. Trzeba też zaplanować odbiór auta. Pojazd po miesiącach postoju może nie nadawać się do bezpiecznej jazdy, nawet jeśli wygląda dobrze na zdjęciach. Laweta bywa rozsądniejszym wyborem niż próba powrotu na kołach.

Do tego dochodzą formalności. Trzeba sprawdzić, jakie dokumenty urząd przekaże nabywcy, czy pojazd ma dowód rejestracyjny, tablice, kluczyki i ważne badanie techniczne. Brak któregoś elementu nie zawsze przekreśla zakup, ale może wydłużyć rejestrację i podnieść koszty.

SKP badanie techniczne
To największe ryzyko licytacji skarbowej. Kupujący zwykle bierze samochód w stanie z dnia sprzedaży, bez wcześniejszej kontroli u mechanika. | Zdjęcie: GettyImages

Samochód od państwa też może mieć problem prawny

Zakup na publicznej licytacji daje poczucie bezpieczeństwa. W końcu samochód sprzedaje urząd, a nie przypadkowa osoba z ogłoszenia. To jednak nie oznacza, że historia pojazdu zawsze jest czysta.

Pokazuje to sprawa kobiety, która w 2024 r. kupiła Land Rovera na licytacji prowadzonej przez Urząd Skarbowy w Nowym Sączu. Zapłaciła za auto 60 tys. zł i poszła do wydziału komunikacji, aby je zarejestrować. Początkowo dostała tymczasowe dokumenty, ale przed wydaniem stałego dowodu rejestracyjnego pojawił się problem. Samochód figurował w Systemie Informacyjnym Schengen (SIS) jako skradziony w Norwegii.

Dla nowej właścicielki zaczęły się kłopoty. Policja zajęła pojazd, a tłumaczenie, że samochód pochodził z licytacji urzędu skarbowego, nie zakończyło sprawy. Auto wróciło dopiero po kilku miesiącach, gdy zagraniczne postępowanie zostało umorzone, a pojazd wykreślono z systemu SIS. To dobry przykład, dlaczego przed licytacją warto samodzielnie sprawdzić numer VIN, historię pojazdu i dostępne bazy. Zakup „od państwa” nie powinien usypiać czujności.

OC trzeba załatwić od razu – nawet jeśli auta jeszcze nie ma

Osobna pułapka dotyczy ubezpieczenia OC. Nowy właściciel musi dopilnować polisy już w dniu przejścia własności pojazdu. Nie warto zakładać, że obowiązek zacznie się dopiero wtedy, gdy samochód fizycznie wyjedzie z placu depozytowego.

Pokazuje to sprawa kobiety, która kupiła samochód od urzędu skarbowego. Zapłaciła za pojazd, ale odebrała go po kilku dniach. Do momentu odbioru nie miała pełnych dokumentów i nie wiedziała, że auto nie ma ważnego OC. Polisę zawarła niezwłocznie z chwilą wydania auta. Mimo to Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny naliczył jej opłatę karną za kilka dni przerwy w ubezpieczeniu.

Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich. RPO zwrócił się do UFG o ponowne rozważenie umorzenia kary ze względu na szczególne okoliczności. Fundusz podtrzymał jednak swoje stanowisko. Uznał, że obowiązek zawarcia OC powstał w dniu nabycia pojazdu, a nie w dniu jego późniejszego odbioru. Na tym sprawa się nie skończyła. Urząd Skarbowy zajął rachunek bankowy właścicielki i przekazał na rachunek UFG niemal 800 zł. To pokazuje, że nawet kilkudniowa luka w OC po zakupie auta z licytacji może skończyć się realną egzekucją pieniędzy.

Dlatego przed zapłatą trzeba ustalić, czy auto ma ważną polisę OC. Jeśli jej nie ma, ubezpieczenie trzeba zawrzeć od razu. Brak dokumentów, późniejszy odbiór auta z urzędu nie muszą uchronić przed karą.

kary
Zakup auta od fiskusa nie zwalnia z ostrożności – problem prawny albo brak OC mogą szybko podnieść koszty.

Auto od urzędu skarbowego – co sprawdzić przed licytacją fiskusa?

Przed wpłatą wadium warto sprawdzić:

  • numer VIN i historię pojazdu
  • dokumenty, kluczyki i tablice
  • ważność OC i badania technicznego
  • koszty transportu oraz pierwszych napraw
  • termin zapłaty i zasady utraty wadium

Licytacja auta od fiskusa może się opłacić osobie, która zna ryzyko, potrafi ocenić stan pojazdu i ma budżet na naprawy. To nie jest jednak okazja dla kogoś, kto chce pewnego samochodu z gwarancją, pełną historią i możliwością zwrotu. Niska cena wywoławcza nie oznacza jeszcze taniego auta. Przy licytacji od fiskusa najdroższe mogą okazać się rzeczy, których nie widać w ogłoszeniu. Warto o tym pamiętać, bo Krajowa Administracja Skarbowa uruchamia własny system aukcji internetowych, ma ruszyć jeszcze w czerwcu.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również