Dziki skrót na autostradzie. Otwierają bramy awaryjne i sprowadzają śmiertelne zagrożenie
Sebastian Sulowski

Drogowcy zakładają łańcuchy, kłódki i dodatkowe zabezpieczenia, ale to nie zawsze pomaga. Bramy awaryjne na drogach szybkiego ruchu wciąż są otwierane lub niszczone. Wystarczy jedna taka luka w ogrodzeniu, aby na autostradę wbiegło dzikie zwierzę.
- Bramy awaryjne na autostradzie służą drogowcom.
- Otwarta brama tworzy lukę w ogrodzeniu i może wpuścić dzikie zwierzęta na jezdnię.
- Za zniszczenie zabezpieczeń grozi nie tylko kara za uszkodzenie mienia, ale też odpowiedzialność za sprowadzenie zagrożenia w ruchu.
Ogrodzenia przy autostradach i drogach ekspresowych nie stoją tam przypadkiem. Mają zatrzymać zwierzęta, odciąć przypadkowy ruch z pól i lasów oraz chronić kierowców jadących z dużą prędkością. Bramy awaryjne służą, drogowcom i ratownikom, a nie lokalnym skrótom. Działają tylko wtedy, gdy pozostają zamknięte.
Brama awaryjna to nie wjazd na grzyby
Problem wraca szczególnie tam, gdzie droga szybkiego ruchu przecina lokalne trasy, pola albo lasy. Dla części osób brama awaryjna staje się wygodnym skrótem. Wystarczy przeciąć łańcuch, uszkodzić kłódkę albo odgiąć ogrodzenie.
Skutek jest dużo poważniejszy niż zniszczone zabezpieczenie. Otwarta brama tworzy wyrwę w systemie ochrony autostrady lub drogi ekspresowej. Przez taką lukę może wejść pieszy, wjechać samochód albo przedostać się zwierzę. Przy prędkości 120–140 km/h kierowca często nie ma czasu na reakcję. Największe ryzyko dotyczy dzikich zwierząt. Łoś, jeleń albo dzik, który nagle pojawi się na jezdni, może doprowadzić do tragedii. Zderzenie z dużym zwierzęciem przy autostradowej prędkości często kończy się nie tylko rozbitym autem.
Kierowca próbuje wtedy gwałtownie hamować albo omijać przeszkodę. Za nim jadą kolejne pojazdy. Wystarczy chwila, aby jeden błąd zmienił się w zderzenie kilku lub kilkunastu aut. Dlatego ogrodzenie drogi szybkiego ruchu ma sens tylko wtedy, gdy nikt samowolnie nie robi w nim przejścia.

Wjazd przez bramę to prosta droga pod koła innych aut
Kolejne zagrożenie to nielegalny wjazd na trasę. Bramy awaryjne nie mają pasów włączania, oznakowania ani miejsca na rozpędzenie pojazdu. Kierowca, który korzysta z takiego przejazdu, wjeżdża praktycznie prosto na drogę, po której inni jadą z prędkością autostradową.
Takie zachowanie trudno porównać do zwykłego wykroczenia. To świadome stworzenie ryzyka dla osób, które jadą prawidłowo. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, gdy ktoś zatrzymuje auto na pasie awaryjnym, zostawia je przy ogrodzeniu i idzie do lasu. Pas awaryjny nie jest parkingiem dla grzybiarzy, wędkarzy ani osób szukających skrótu.
Widzisz zniszczoną bramę? Trzeba to zgłosić
Otwartej bramy albo przerwanego ogrodzenia nie warto ignorować. To nie jest drobna usterka infrastruktury, tylko realne zagrożenie na drodze szybkiego ruchu.
Uszkodzenia na drogach krajowych, ekspresowych i autostradach zarządzanych przez GDDKiA można zgłaszać pod numerem 19 111 albo przez formularz „Zgłoś problem na drodze”. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia, np. gdy na trasę wchodzi zwierzę, ktoś niszczy zabezpieczenia albo pojazd wjeżdża przez bramę awaryjną, najlepiej dzwonić pod 112.
Przy zgłoszeniu warto podać numer drogi, kierunek jazdy, najbliższy węzeł, kilometr z tabliczki przy drodze albo charakterystyczny punkt. Im dokładniejsza lokalizacja, tym szybciej służby mogą zabezpieczyć miejsce.

To nie tylko niszczenie mienia. Kara może być dużo surowsza
Samo przecięcie łańcucha, zniszczenie kłódki albo uszkodzenie ogrodzenia może oznaczać odpowiedzialność za zniszczenie mienia. Jeśli szkoda nie przekracza 800 zł, w grę wchodzi wykroczenie z Kodeksu wykroczeń – kara aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. Przy wyższej szkodzie Kodeks karny przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Na tym jednak odpowiedzialność się nie kończy. W przypadku bramy awaryjnej nie chodzi wyłącznie o kłódkę czy fragment siatki. Jeśli przez otwartą bramę dojdzie do wypadku, sprawca może odpowiadać za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Za taki czyn grozi do 8 lat więzienia. Gdy dojdzie do karambolu, a w zdarzeniu ktoś zginie albo wiele osób odniesie ciężkie obrażenia, kara może wzrosnąć nawet do 12 lat.
Dodatkowo zarządca drogi może domagać się zwrotu kosztów naprawy, a ubezpieczyciele mogą dochodzić regresu za wypłacone odszkodowania. Jeden „skrót” przez bramę awaryjną może więc skończyć się nie mandatem, lecz sprawą karną, wieloletnim więzieniem i rachunkiem liczonym w setkach tysięcy albo milionach złotych.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsCzytaj również

Zignorowali fotoradar i uniknęli kary. Tylko 2% spraw trafia do sądu

Złe parkowanie zaboli. Odholowanie auta podrożeje do 770 zł, a to nie koniec złych wieści

Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk
Ostatnie artykuły
- Zignorowali fotoradar i uniknęli kary. Tylko 2% spraw trafia do sądu
- Volkswagen wycenił nowe hybrydy. Na start kusi promocją do 17 tys. zł
- Nowy Hyundai przyłapany bez kamuflażu. Zupełnie nowa generacja zaskakuje
- Złe parkowanie zaboli. Odholowanie auta podrożeje do 770 zł, a to nie koniec złych wieści
- Ten samochód nigdy nie miał sensu. Bez dachu jest jeszcze lepszy
- Ceny aut elektrycznych mocno spadły. Tak zmieniły się w ciągu 5 lat
- Porsche zwolni 5000 pracowników. Dzięki temu legenda zostanie uratowana
- Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk
- Kupno używanego auta przed wakacjami. Co sprawdzić, zanim wyruszysz w długą trasę?
- BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy