Rozmawialiśmy z szefem Jeepa. Tak marka chce odzyskać teren w Europie
Mikołaj Adamczuk

Jeep ma dziś w Europie znacznie skromniejszą ofertę niż kiedyś, ale do 2030 roku chce ją rozbudować z dwóch do sześciu modeli. Fabio Catone, szef Jeepa w Europie, mówi nam o elektrycznym Reconie, nowym dużym SUV-ie rozwijanym z Dongfengiem, przyszłości Wranglera, polskiej fabryce w Tychach i o tym, dlaczego prąd może pasować do terenowego DNA marki.
- Jeep chce zwiększyć europejską gamę z dwóch do sześciu modeli do 2030 roku.
- Elektryczny Recon ma trafić do Europy na początku 2027 roku.
- Wrangler i Grand Cherokee nie są dziś importowane do Europy, głównie przez regulacje, CO2 i wymogi bezpieczeństwa.
Mówisz Jeep, myślisz Wrangler. Ten terenowy model to prawdziwa legenda i symbol amerykańskiej marki. Tyle że czasy się zmieniają. Obecnie Wranglera i pickupa Gladiatora, a także niewiele mniej słynnego Grand Cherokee nie ma w oficjalnej, europejskiej gamie firmy. To niesie za sobą spore konsekwencje. Nie chodzi tylko o to, że fani offroadu albo poszukiwacze dużego SUV-a z amerykańską duszą nie będą mieli czego kupić. Gorzej, że brak Wranglera może wpłynąć także na tych, którzy interesują się Avengerem czy Compassem. W końcu istotna część „czaru” Jeepa to właśnie jego historia i offroadowy klimat. Zbudowany przez Willysa, a potem przez Wranglera.

Od tej sprawy zacząłem rozmowę z szefem Jeepa na Europę
Spotkany przy okazji pierwszych jazd Avengerem po liftingu i hybrydowym Compassem Włoch Fabio Catone nie ucieka od tego tematu. Przyznaje, że Wrangler jest autem absolutnie ikonicznym, ale tłumaczy, że obecnie jego powrót nie jest prostą decyzją.
– Wrangler jest bardzo ikoniczny. Niestety zatrzymaliśmy jego import. Wynika to głównie z regulacji, wymogów bezpieczeństwa i emisji CO2. To nie jest łatwe równanie – mówi Catone.

Podobnie wygląda sytuacja z Grand Cherokee. Jak tłumaczy szef Jeepa w Europie, samochód został opracowany przede wszystkim pod przepisy i wymagania rynku amerykańskiego, a dostosowanie go do aktualnych europejskich realiów wymagałoby inwestycji, które trzeba zestawić z potencjałem sprzedaży.
To nie oznacza, że Jeep całkowicie zamyka temat. Catone przyznaje, że firma „sprawdza sposób” na sprowadzenie Wranglera do Europy, ale na razie nie może jeszcze podać szczegółów.
Z dwóch modeli do sześciu
Plan jest ambitny. Jeep chce zwiększyć europejską gamę z dwóch do sześciu modeli do 2030 roku. Potwierdzają to również informacje branżowych mediów: w planie są m.in. elektryczny Recon, duży SUV produkowany w Chinach we współpracy z Dongfengiem oraz dwa nowe mniejsze SUV-y.

Catone mówi wprost, że marka chce „w pełni pokazać potencjał Jeepa w regionie”. Dziś w gamie są Avenger i Compass, ale to za mało, żeby przeprowadzić klienta przez kolejne etapy życia. Jeep chce mieć samochód dla młodszych kierowców, rodzin, osób szukających większego auta i tych, którzy oczekują prawdziwych możliwości poza asfaltem.
– Naszym celem jest sprawić, żeby Jeep był „marką życia” klienta. Od młodych ludzi, przez rodziny, aż po starszych kierowców. Dlatego pracujemy nad planem rozwoju gamy – tłumaczy Catone.
To spora zmiana. Jeep nie chce już opierać europejskiej obecności na jednym lub dwóch modelach i legendzie Wranglera. Marka chce zbudować pełną drabinkę produktów, po której klient będzie mógł przechodzić z mniejszego auta do większego, bez wychodzenia poza świat Jeepa.
Nowy duży SUV ma wypełnić pustkę
Najciekawszym elementem planu jest duży SUV segmentu D. Catone mówi o tym rejonie rynku jako o „białej plamie” w europejskiej ofercie Jeepa. Marka ma mocną pozycję w tym segmencie poza Europą, ale na naszym rynku od pewnego czasu brakuje jej auta tej wielkości.
Nowy model będzie rozwijany z Dongfengiem i produkowany w Chinach. Stellantis i Dongfeng podpisały w maju umowę wartą ponad 8 mld juanów, czyli około 1 mld euro. Wkład Stellantisa ma wynieść około 130 mln euro, a projekt ma objąć produkcję modeli Peugeot i Jeep w Chinach, zarówno na rynek lokalny, jak i na eksport.

To od razu rodzi pytanie: czy Jeep budowany w Chinach nadal będzie prawdziwym Jeepem? Catone odpowiada jednoznacznie. – To pojazd w pełni zaprojektowany przez Jeepa, ze wszystkimi elementami naszego przepisu na auto: możliwościami w terenie, przestrzenią, wszechstronnością i jakością. Korzystamy z bardzo efektywnego zaplecza przemysłowego, ale samochód ma pozostać Jeepem – podkreśla Catone.
To bardzo ważne zdanie, bo pokazuje kierunek, w którym idzie część zachodnich marek. Nie chodzi już wyłącznie o sprzedaż aut w Chinach. Chodzi o korzystanie z chińskiej skali, tempa i kosztów produkcji, ale przy zachowaniu własnego projektu, stylu i pozycjonowania… o ile to rzeczywiście się uda.
Recon nie będzie nowym Wranglerem. Ma być nową ikoną
Drugim ważnym modelem będzie Jeep Recon. To samochód elektryczny, który ma trafić do Europy na początku 2027 roku. W rozmowie Catone opisuje go jako auto „superzabawne”, „bardzo zdolne w terenie” i w pełni elektryczne.
Czy Recon ma zastąpić Wranglera? Szef Jeepa w Europie studzi takie porównania.

– Nie sądzę, żebyśmy mogli nazywać go nowym Wranglerem. Musimy być konsekwentni. Recon jest niesamowitym samochodem, ale jest w pełni elektryczny. Może być nową ikoną Jeepa, ale jest czymś innym niż Wrangler – mówi Catone.
To rozsądne postawienie sprawy. Wrangler jest zbyt silną „marką”, by dało się go prosto zastąpić modelem elektrycznym. To po prostu źle by się skończyło. Co nie zmienia faktu, że Recon może spróbować pokazać, że terenowy Jeep nie musi już oznaczać wyłącznie spalinowego silnika i klasycznej konstrukcji. Elektryfikacja może dać ciszę i dodatkowe zalety poza asfaltem.
Elektryfikacja jako narzędzie do jazdy w terenie
Catone bardzo mocno podkreśla, że napęd elektryczny nie musi osłabiać charakteru Jeepa. Wręcz przeciwnie. – Technologia elektryczna może być bardzo mocnym narzędziem dla 4x4. Dzięki prawdziwemu silnikowi elektrycznemu możemy uzyskać najlepsze doświadczenie terenowe, bo moment obrotowy jest dostępny wtedy, kiedy kierowca go potrzebuje, szczególnie przy małych prędkościach – tłumaczy szef Jeepa na Europę.
Jako przykład podaje nowego Compassa 4xe. Według danych, które przytacza, tylny silnik elektryczny opracowany specjalnie dla Jeepa pozwala uzyskać szczytowy moment 3100 Nm na tylnej osi. To ma pomagać na stromym podjeździe, na śliskiej nawierzchni albo wtedy, gdy przednie koła mają ograniczoną przyczepność.

Benzyna jeszcze zostaje, ale jej rola będzie inna
Jeep nie zamierza w Europie natychmiast porzucać silników spalinowych. Catone zauważa, że tempo elektryfikacji różni się w zależności od kraju i segmentu. Tam, gdzie jest dobra infrastruktura ładowania, tania energia i zachęty podatkowe, udział aut elektrycznych rośnie szybciej. Tam, gdzie tych warunków nie ma, klienci nadal częściej wybierają benzynę lub hybrydę.
W segmencie B-SUV, czyli tam, gdzie gra Avenger, Jeep nadal widzi miejsce dla różnych napędów. Avenger jest oferowany jako wersja benzynowa, e-Hybrid, Hybrid 4xe i elektryczna. W większym segmencie C-SUV udział czystych wersji spalinowych ma jednak spadać.
Jeep Avenger przyciągnął nowych klientów
Jednym z najważniejszych modeli dla Jeepa w Europie jest Avenger. To auto produkowane w Polsce, w Tychach, które pozwoliło marce wejść do mniejszego segmentu i przyciągnąć klientów wcześniej nieinteresujących się Jeepem.
W rozmowie pojawia się też mocny polski akcent. Catone dobrze zna zakład w Tychach i bardzo wysoko ocenia jego pracę.
– Ludzie w Tychach są świetni. Zapewniają doskonałą jakość, są bardzo precyzyjni, bardzo elastyczni. Współpraca przy Avengerze z fabryką, działem jakości i inżynierami jest fantastyczna – mówi szef Jeepa w Europie.

Na pytanie o produkcję kolejnych modeli w Polsce nie zdradza jednak szczegółów. Przyznaje tylko, że Jeep ma już dość jasno określony plan, ale nie może go ujawnić.
Czy chińskie marki zagrażają Jeepowi?
Nie da się dziś rozmawiać o europejskim rynku bez pytania o chińskie marki. Catone uważa, że Jeep ma przewagę, której nowi gracze nie kupią z dnia na dzień: historię, rozpoznawalność i charakter.
– Chińskie marki nie mają historii, którą ma Jeep. Ale nie chodzi tylko o historię. Jeep jest konsekwentny. Kształty naszych aut nie są projektowane tylko po to, żeby były ładne. Mają być funkcjonalne – mówi Catone.
Szef Jeepa przyznaje też, że europejskie marki nie mogą po prostu podnosić cen i liczyć, że klient zapłaci za znaczek. Jeep chce utrzymać pozycjonowanie określane jako „upper mainstream”, co można przetłumaczyć jako „wyższa klasa popularna”. To znaczy: nieco drożej niż „zwyczajna” marka, ale z uzasadnieniem w postaci charakteru, rozpoznawalności, napędu 4x4 i terenowej tożsamości.

I tu dochodzimy do sedna. Jeep ma dziś w Europie bardzo trudne zadanie. Musi rosnąć, ale nie może rozmyć własnego charakteru. Musi korzystać z elektryfikacji, ale nie może stać się kolejną marką od miejskich crossoverów. Musi korzystać z chińskiego zaplecza przemysłowego, ale jednocześnie przekonać klientów, że wciąż jest firmą z historią.
Najbliższe lata pokażą więc, czy Jeep potrafi odnaleźć się bez Wranglera w Europie… chyba że firmie jednak uda się go sprowadzać. Plan jest ambitny: sześć modeli do 2030 roku, elektryczny Recon, nowy duży SUV, rozwój Compassa i dalsze wykorzystanie sukcesu Avengera z Tychów. Ale najważniejsze pytanie pozostaje proste: czy kierowca, który wsiądzie do jednego z tych aut, nadal poczuje, że jedzie Jeepem?
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsCzytaj również

BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy

Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany

Niemcy tracą Chiny. Ich fabryki będą pracować na pół gwizdka. Padła szokująca prognoza
Ostatnie artykuły
- BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy
- Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany
- Niemcy tracą Chiny. Ich fabryki będą pracować na pół gwizdka. Padła szokująca prognoza
- SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów
- Czy to największy problem samochodów elektrycznych? Wyniki nowych badań zaskakują
- Używana alternatywa dla Golfa. Ten Volkswagen daje więcej za podobne pieniądze
- Odmowa przyjęcia mandatu przestanie się opłacać. Stawki drastycznie wzrosną
- Robotaxi kontra człowiek. O wiele bezpieczniej jest jechać bez kierowcy
- Volkswagen tańszy od Skody. Klasyka segmentu prosto z salonu: co wybrać?
- Chińskie SUV-y teraz jako hybrydy bez wtyczki. Sprawdziłem Piątkę i Siódemkę