Na kolejnych drogach pojawiają się nowe kamery odcinkowego pomiaru prędkości. W najbliższych miesiącach kierowcy zobaczą ich jeszcze więcej. Nic dziwnego, że coraz częściej pojawia się pytanie, czy urządzenia już działają. Podpowiadamy, jak odróżnić atrapy od kamer faktycznie mierzących prędkość.

  • Na drogach w całym kraju trwają montaże nowych kamer.
  • Nie wszystkie urządzenia mierzą prędkość.
  • Wyjaśniamy, jak rozpoznać działające kamery odcinkowego pomiaru prędkości.

Kierowcy, widząc nad drogą nowe żółte kamery, często zastanawiają się, czy mogą dostać mandat. Tak zaskoczonych osób będzie coraz więcej, bo montaż systemów OPP nabiera tempa. Warto jednak pamiętać, że sam obiektyw skierowany na jezdnię nie oznacza jeszcze, że urządzenie rejestruje prędkość. Jak więc rozpoznać, czy dane kamery odcinkowego pomiaru prędkości już działają.

Kamery odcinkowego pomiaru prędkości – na razie tylko montaż

Zgodnie z warunkami przetargu, do czerwca 2026 roku na polskich drogach ma działać 43 nowe odcinkowe pomiary prędkości. Inwestycję realizuje firma Sprint S.A., odpowiedzialna za montaż wszystkich systemów. Po zakończeniu projektu Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) będzie kontrolować 114 odcinków dróg o łącznej długości ponad 670 km.

Nowe systemy OPP obejmą blisko 400 kilometrów autostrad i dróg ekspresowych, ale nie wszystkie kamery trafią na główne trasy. CANARD zapowiada, że sieć nadzoru rozszerzy także na drogi wojewódzkie. Jeden z nowych odcinków powstaje w Kampinoskim Parku Narodowym, gdzie pomiar może ruszyć jeszcze w tym roku.

Montaż urządzeń do automatycznej kontroli prędkości już trwa. Nowe kamery pojawiły się na autostradach A4 i A2, a także na 13-kilometrowym odcinku drogi wojewódzkiej nr 579, łączącej Leszno z Kazuniem. To fragment biegnący przez teren parku narodowego. Na razie większość nowego sprzętu pełni funkcję straszaka, ale są wyjątki. System OPP pod Wrocławiem, między węzłami Kąty Wrocławskie a Wrocław Południe (rejon Pietrzykowic), działa już od połowy września.

Kamery odcinkowego pomiaru prędkości wymagają stałego zasilania, a z tym wciąż bywa problem. Część systemów OPP działała tymczasowo dzięki agregatom prądotwórczym. | Zdjęcie: CANARD

Kamery odcinkowego pomiaru prędkości – brak zasilania ratuje przed mandatami

Samo pojawienie się na bramownicy z kamerami to dopiero początek procesu, który umożliwia kontrolę prędkości. Największym problemem pozostaje zasilanie. Większość odcinkowych pomiarów prędkości (OPP) znajduje się z dala od zabudowań i sieci energetycznej, co wymaga doprowadzenia prądu. Trudność polega na tym, że zasilanie trzeba zapewnić do dwóch bramek pomiarowych, często oddalonych od siebie nawet o 20 kilometrów. Tu sprawdzisz, gdzie powstaną nowe 43 OPP i na jakim dystansie będą mierzyć prędkość.

W 2023 roku zakończył się montaż 39 systemów OPP w ramach poprzedniego przetargu, ale wiele z nich zaczęło działać dopiero w tym roku. Część urządzeń była tymczasowo zasilana agregatami prądotwórczymi, zanim udało się podłączyć je do sieci. Tak było m.in. na odcinku A1 Siemionki – MOP Strzelce. Tym razem – jak zapowiada CANARD – proces przyłączeń ma przebiegać znacznie szybciej.

Nie wszystkie kamery odcinkowego pomiaru prędkości są jeszcze aktywne – część z nich to jedynie atrapy. O tym, że system nie działa, może świadczyć brak lub zasłonięty znak informujący o pomiarze. | Zdjęcie: CANARD

Potrzebna legalizacja – GUM musi potwierdzić dokładność

Samo podłączenie zasilania nie wystarczy, by kamery zaczęły wystawiać mandaty. Zanim system ruszy, Główny Urząd Miar (GUM) przeprowadza kontrolę metrologiczną. Eksperci weryfikują długość odcinka, precyzję pomiaru czasu i wykonują 10 próbnych przejazdów w obu kierunkach przy różnych prędkościach. Dopiero po pozytywnej weryfikacji wydawane jest świadectwo legalizacji, które pozwala rozpocząć pomiary.

Cała procedura wymaga zamknięcia drogi i przygotowania specjalistycznego sprzętu, dlatego często trwa wiele dni. Zdarza się jednak, że kontrolerzy skracają ten proces, co ujawniła Najwyższa Izba Kontroli. W kilku lokalizacjach GUM ograniczył testy do dwóch przejazdów z niską prędkością, mimo to dopuścił urządzenia do pracy. Nieprawidłowości dotyczyły m.in. odcinków: S7 Naprawa–Skomielna Biała, DK9 Kolbuszowa–Kolbuszowa Górna, DW871 Stalowa Wola–Jamnica, DK19 Krościenko Wyżne–Iskrzynia, DK94 Tarnów–Ładna oraz DK93 w tunelu pod Świną w Świnoujściu.

mapa urządzeń CANARD
Jedynym pewnym i oficjalnym sposobem sprawdzenia, czy dana kamera odcinkowego pomiaru prędkości działa, jest mapa urządzeń dostępna na stronie CANARD.

Kamery odcinkowego pomiaru prędkości – jak odróżnić atrapy

Najprostsza sytuacja to ta, gdy nad drogą wisi kamera OPP, ale brakuje znaku D-51a „początek strefy objętej pomiarem średniej prędkości” lub jest on zasłonięty folią. W takim przypadku sprawa jest oczywista – nie ma znaku, nie ma mandatu. Można mieć stuprocentową pewność, że system jeszcze nie działa.

Sama obecność znaku informacyjnego też nie zawsze oznacza aktywny pomiar. Wiele z 39 nowo zainstalowanych OPP przez wiele miesięcy pełniło jedynie funkcję straszaka. Nad drogą wisiały żółte kamery, znaki stały, ale urządzenia nie miały zasilania i nie rejestrowały przejazdów. Co więcej, wiele nawigacji ostrzegało o pomiarze, mimo że faktycznie go nie prowadzono.

Jedynym pewnym źródłem informacji pozostaje mapa urządzeń na stronie CANARD. To oficjalne i wiarygodne narzędzie – Inspekcja Transportu Drogowego aktualizuje je codziennie. Nowe kamery pojawiają się na mapie w dniu uruchomienia, a niesprawne są z niej usuwane.

Jeśli po upływie doby fotoradaru wciąż nie widać na mapie, można uznać, że to atrapa. Warto jednak pamiętać, że mapa CANARD ma wyłącznie charakter informacyjny – pokazuje lokalizacje kamer, ale nie ostrzega przed pomiarem w czasie rzeczywistym.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również