Choć Polska w ostatnich latach notuje największą poprawę bezpieczeństwa drogowego w całej Unii Europejskiej, jazda po kraju nadal wiąże się z podwyższonym ryzykiem. Coraz częściej pojawia się więc postulat, aby przyspieszyć dalsze zmiany, sięgając po rozwiązania stosowane w państwach, które od dekad wyznaczają standardy ograniczania liczby wypadków.

  • Posłanka wskazuje, że obecne przepisy nie odpowiadają skali zagrożeń.
  • Skandynawski model bezpieczeństwa ma pomóc ograniczyć liczbę wypadków.
  • Parlamentarzystka apeluje o systemowe zmiany i jasne zasady dla kierowców.

Od 2019 roku liczba ofiar śmiertelnych w Polsce spadła o 35%. To najlepszy wynik w całej UE. Mimo tego wciąż pozostajemy powyżej średniej unijnej wynoszącej 45 zgonów na 1 mln mieszkańców. U nas jest to 52.

wypadek miasto
Skandynawski model bezpieczeństwa ma poprawić sytuację na polskich drogach. | Zdjęcie: GettyImages

Gorzej wypadają jedynie Rumunia (78), Bułgaria (74), Chorwacja (62), Łotwa (60) i Portugalia (58). Tymczasem liderzy – Szwecja (20), Dania (24) i Norwegia (16) – osiągają wyniki nawet trzykrotnie lepsze. Skandynawski model bezpieczeństwa doskonale się sprawdza.

Propozycje zmian inspirowane Skandynawią

Posłanka Marta Stożek skierowała do ministra infrastruktury interpelację, w której wskazuje, że dalsza poprawa wymaga podejścia systemowego. Jej zdaniem Polska powinna wykorzystać doświadczenia Skandynawii – regionu, który od lat buduje politykę BRD w sposób konsekwentny, spójny i oparty na danych.

Jednym z kluczowych obszarów jest odstęp między pojazdami. Obowiązująca w Polsce zasada „V/2” dotyczy wyłącznie autostrad i dróg ekspresowych. Nie obejmuje dróg krajowych, gdzie kierowcy jadą często bardzo blisko siebie, a nagłe hamowanie natychmiast prowadzi do kolizji.

W Szwecji i Norwegii zasada odstępu obowiązuje na wszystkich drogach, a wytyczne oparte na czasie – np. zasada dwóch lub trzech sekund – są łatwiejsze do oceny i skuteczniejsze w praktyce.

Surowsze sankcje za prędkość – skuteczność zamiast symboliki

Stożek zwraca uwagę, że polskie przepisy dotyczące prędkości są zbyt łagodne. Prawo jazdy traci się dopiero przy przekroczeniu dopuszczalnej prędkości o 50 km/h i obecnie tylko w obszarze zabudowanym.

Tymczasem ryzyko śmiertelnego wypadku rośnie gwałtownie już przy 50 km/h. W Skandynawii zwykle 30 km/h ponad limit oznacza zatrzymanie prawa jazdy. Natomiast w Danii przy podwójnym przekroczeniu prędkości pojazd może zostać skonfiskowany.

Celem jest realna prewencja, a nie symboliczne karanie. W Polsce jazda 180-200 km/h po autostradzie bywa karana mandatem, co – jak podkreśla posłanka – utrwala społeczne przyzwolenie na skrajnie niebezpieczne zachowania.

Skandynawski model bezpieczeństwa – wyprzedzanie z prawej, które generuje kolizje

Kolejnym problemem jest możliwość wyprzedzania po prawej stronie, dozwolona w Polsce zbyt szeroko. Prowadzi to do agresywnych manewrów na drogach wielopasmowych. W Skandynawii prawo dopuszcza taki manewr tylko na zjazdach z autostrad i na odcinkach z ograniczeniem do 70 km/h. W każdym innym przypadku kierowca traci uprawnienia.

Norwegia ostrzeżenie łoś
W krajach skandynawskich jasne zasady i surowe kary od lat poprawiają bezpieczeństwo na drogach. | Zdjęcie: GettyImages

Stożek zaznacza, że polskie przepisy są niejednoznaczne, co komplikuje interpretację nawet w sądach. Ujednolicenie zasad mogłoby znacząco ograniczyć liczbę wypadków związanych z niewłaściwym wyprzedzaniem.

Skandynawski model bezpieczeństwa – u nas za dużo znaków, za mało logiki

W interpelacji pojawia się również temat jakości oznakowania dróg. Obowiązująca zasada, zgodnie z którą znak zakazu odwołuje skrzyżowanie, jest nieintuicyjna i trudna do stosowania po zmroku lub w nieznanym terenie. Dodatkowo systemy rozpoznawania znaków w samochodach nie radzą sobie z interpretacją takich złożonych sytuacji.

W Skandynawii zakaz obowiązuje aż do momentu jego wyraźnego odwołania. Jest to rozwiązanie prostsze, bardziej zrozumiałe i lepiej współpracujące z nowoczesną technologią. Posłanka zwraca też uwagę na „szatkowanie” ograniczeń prędkości, czyli częste zmiany limitów bez realnego uzasadnienia. W krajach nordyckich stosuje się zasadę: znak pojawia się tylko wtedy, gdy jest niezbędny.

Z kolei w Niemczech powszechne są znaki ograniczające prędkość wyłącznie „przy mokrej nawierzchni”. W Polsce takie wzory nie istnieją formalnie w przepisach, mimo że mogłyby znacząco poprawić bezpieczeństwo. Stożek określa to jako przykład niedostosowania prawa do współczesnych realiów.

Zespół ekspertów, nie tylko urzędnicy

Na końcu posłanka wnioskuje o powołanie niezależnego zespołu ekspertów BRD, składającego się m.in. z inżynierów, lekarzy, psychologów transportu, policjantów i projektantów dróg. Taki interdyscyplinarny model – stosowany w Skandynawii – jej zdaniem przynosi najlepsze efekty. Według Stożek tylko całościowe podejście pozwoli Polsce zbliżyć się do poziomu bezpieczeństwa, jaki od lat osiągają kraje północnej Europy.

Co istotne, większość problemów wskazanych przez parlamentarzystkę jest dobrze znana specjalistom. Zmiany w tych obszarach następują, ale wciąż zbyt wolno, nawet jeśli wcześniej były zapowiadane jako priorytetowe. Ministerstwo infrastruktury nie udzieliło jeszcze odpowiedzi na interpelację.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również