SUV-y premium za 50 tysięcy złotych – cz. 2. Czy da się połączyć prestiż z trwałością?

SUV-y premium kojarzą się głównie modelami niemieckimi i Volvo. Pisaliśmy o nich w poprzedniej części tego materiału. Ale przecież na naszym rynku jest jeszcze kilka ciekawych propozycji alternatywnych. Oto najciekawsze z tych, które udało się nam wyszukać w ogłoszeniach w założonym budżecie 50 tys. zł.
- Druga część przeglądu ofert mocnych i luksusowych, ale nieprzesadnie drogich SUV-ów
- Skupiamy się na modelach innych niż niemieckie
- Diesle to nie wszystko: w miarę możliwości skupiamy się także na wersjach benzynowych
Przyjęte ograniczenie finansowe oznacza, że na celowniku pozostają wyłącznie starsze egzemplarze. Z zewnątrz nadal prezentują się doskonale, ale mają grubo ponad 10 lat i 300 tys. km przebiegu (albo nawet więcej).
Przypominamy, że już sama metryka może oznaczać zakaz wjazdu do Stref Czystego Transportu. Największe obostrzenia dotyczą samochodów wyposażonych w silnik wysokoprężny. Obecnie dla diesli wiek graniczny to 16 lat (auta nie starsze niż z 2013 roku). Za dwa lata, w 2028 roku poprzeczka podnosi się do aut z 2015 roku. W 2030 roku do SCT będą mogły wjeżdżać diesle nie starsze niż z roku 2019.
Możemy tylko powtórzyć to co napisaliśmy ostatnio. Jeśli dzisiaj ktoś przymierza się do zakupu takiego samochodu w wersji wysokoprężnej, powinien celować w roczniki 2015 lub młodsze. Nie tylko, żeby pojeździć takim autem dłużej niż dwa lata – ale też po to, żeby móc go potem jeszcze jakoś sensownie sprzedać. Diesle z „za starym rocznikiem” coraz trudniej znajdują nabywców i notują coraz większe spadki wartości.
Zanim kupisz używanego SUVa…
Kupując używanego SUV-a premium wyprodukowanego po 2010 roku zalecamy wnikliwą kontrolę filtra cząstek stałych. Jest to trudne, ale na tyle na ile się da należy upewnić się czy filtr jest w układzie wydechowym i czy prawidłowo działa.
Jeśli wybór padnie na samochód inny niż niemiecki (lub Volvo), należy wstępnie rozeznać się w dostępności i cenach części zamiennych. Nierzadko okazyjna cena sprzedaży wynika właśnie z problemów natury serwisowej. Czasem naprawy okazują się po prostu nieopłacalne.
A teraz już druga część naszego przeglądu SUV-ów premium za 50 tys. zł. Tradycyjnie szukamy wśród egzemplarzy nieuszkodzonych i zarejestrowanych w kraju. Jeśli jest taka możliwość - omawiamy nie tylko diesle, ale także godne polecenia wersje benzynowe.
Jeep Grand Cherokee (2010–2021)
Pod względem precyzji prowadzenia czy jakości wykończenia wnętrza Grand Cherokee nie może się równać z BMW X5 czy Audi Q7. Ale pod względem wyposażenia, komfortu jazdy i terenowych zdolności zupełnie nie ma się czego wstydzić.
Duży z zewnątrz, niezbyt przestronny wewnątrz. Taki jest Jeep Grand Cherokee – zwłaszcza w porównaniu np. z Audi Q7. Nad dodatek nie imponuje pojemnością bagażnika, która realnie ma ok. 400 litrów. Częste na naszym rynku są samochody sprowadzane z USA po kolizji. Trzeba zatem zwracać uwagę nie tylko na zużycie eksploatacyjne, ale na ślady poważnych napraw blacharskich.
Jakość wykończenia wnętrza zależy od poziomu wyposażenia. Szczególnie poszukiwane są topowe odmiany takie jak Overland czy Summit, w których znajdziemy zarówno elementy drewniane, jak też skórę. Niestety – jakość spasowania nadal jest typowa dla samochodów amerykańskich.
W 2013 roku samochód przeszedł lifting. Zmiany były dość istotne, ponieważ objęły np. multimedia i sterowanie zmianą biegów. Wspominamy o tym, ponieważ w cenie ok. 50 tys. zł można kupić auta zarówno te sprzed jak i po modernizacji. Lepsze są te nowsze, ale mimo wszystko na pierwszym miejscu i tak lepiej postawić na dobry stan techniczny.
Duża liczba dostępnych egzemplarzy jest wyposażona w pneumatyczne zawieszenie. Z jednej strony to duża zaleta. Z drugiej – kolejny element, który może się zepsuć.
Wszystkie Grand Cherokee są wyposażone w napęd na cztery koła. Już wersja bazowa (Quadra-Trac II) oferuje reduktor. Odmiana bardziej zaawansowana (Quadra-Drive II) ma już blokady mostów.
Jaki silnik wybrać?
Atutem Jeepa jest duży wybór silników. Godne uwagi są wszystkie – zarówno te benzynowe jak też wysokoprężne.
Najbardziej ekonomiczny wybór to bazowy benzyniak 3.6 V6 Pentastar (286 KM). Jest to jednostka najpopularniejsza w ogłoszeniach, cieszy się sporym zainteresowaniem. Powody są dwa: po pierwsze jest dość trwała. Po drugie – całkiem nieźle współpracuje z instalacjami gazowymi. Oczywiście nie jest to samochód do jazdy o kropelce, a przy dzisiejszych cenach gazu i tak rachunki na stacji będą spore.
Jeżdżenie wysokoprężną alternatywą nie będzie tańsze. To silnik 3.0 CRD V6 (190-250 KM). W poprzedniej generacji była to jednostka Mercedesa. Tu mamy już włoską konstrukcję VM Motori. Wysoka kultura pracy, świetne osiągi. Koszt przejechania 100 km – porównywalny jak na LPG, jeśli nie wyższy. Awaryjność i koszty serwisu – w porównaniu z benzynówką wypadają gorzej. Po liftingu silnik ten został nieco dopracowany, więc jeśli ktoś decyduje się na diesla, to lepiej zainwestować w młodszy egzemplarz.
Dla koneserów czekają jeszcze dwie benzynowe odmiany - 5.7 V8 HEMI (352 KM) oraz 6.4 V8 HEMI (468 KM). Obie oferują sportowe osiągi, ale trudno polecać je użytkownikom, którzy poszukują po prostu wygodnego, rodzinnego SUV-a.
Range Rover Sport (2005-2013)
Tego modelu szukamy pod nazwą Land Rover, bo Range to tak naprawdę właśnie nazwa modelu. Land Rover to nazwa producenta.
Duży, elegancki, funkcjonalny i skuteczny w terenie. Ale też kapryśny, awaryjny i drogi w serwisowaniu. Na dodatek niezbyt starannie zmontowany. Chodzi tylko o wykonanie, bo same materiały wykończeniowe są bardzo wysokiej jakości.
Szukając auta dla siebie warto zwrócić uwagę na datę modernizacji – 2009. Auta wyprodukowane wcześniej są mniej dopracowane i wyraźnie starsze. Nowsze – nie tylko nowocześniej się prezentują, ale sprawiają także mniej problemów serwisowych. Model poliftingowy wyróżnia się dużym centralnym ekranem dotykowym, który zbiera raczej pozytywne oceny.
Niezaprzeczalne zalety Range Rovera to duża ilość miejsca w kabinie i skuteczne wyciszenie. Jak przystało na brytyjską markę, auto świetnie radzi sobie w terenie, ale i na autostradzie zachowuje się bardzo stabilnie. Taką uniwersalność zapewnia pneumatyka zawieszenia. Należy jednak pamiętać, że to kolejny element, który może się zepsuć.
Seryjnie mamy tu stały napęd na obie osie z centralnym mechanizmem różnicowym, reduktorem oraz systemem Terrain Response, który skutecznie wspomaga mniej doświadczonych kierowców. Poszczególne tryby jazdy wybiera się za pomocą pokrętła na tunelu środkowym.
Jaki silnik wybrać?
Żaden silnik nie zagwarantuje niskich kosztów eksploatacji. Trudno tu wskazać także jakąś jednostkę niezawodną, godną szczególnego polecenia. Wszystkie są połączone z automatycznymi przekładniami.
Podstawowy silnik benzynowy to 4.4 V8 32V (300 KM). Kolejna propozycja to ten sam silnik, tylko doładowany kompresorem. Ma moc 390 KM. Po liftingu samochód stał się jeszcze szybszy. Gamę rozszerzyła jednostka 5.0 V8 o mocy 510 KM. Osiąga setkę w niewiele ponad 6 sekund.
Gama diesli również obejmuje jednostki widlaste. Szkoda, że są to silniki awaryjne. Pierwsza propozycja to 2.7 TDV6 (190 KM). Kolejne opcje - 3.0 TDV6 oraz 3.6 TDV8. Żadnego z nich nie można polecać w ciemno.
W przypadku tego modelu nie da się wskazać żadnej wersji, która gwarantuje jako taką bezawaryjność i akceptowalne koszty eksploatacji. To raczej loteria. Wiele aut cieszy swoich użytkowników. Ale nie brakuje też takich, które rozczarowały użytkownika, zostały wystawione na sprzedaż i miesiącami czekają na nabywcę.
Lexus RX III (2009-2015)
Ikona niezawodności. Na dodatek – gama silników nie obejmuje diesla. Można wybierać między czystą benzyną a hybrydą.
Pod względem właściwości terenowych to jedna z najsłabszych propozycji w segmencie. Ale pod względem jakości wykonania i niezawodności to ścisła czołówka. Problem w tym, że Lexus RX trzyma ceny i w budżecie do 50 tys. zł można kupić jedynie starsze, dość mocno wyeksploatowane roczniki. Problemem może się okazać także korozja.
Pod względem wykończenia to przeciwieństwo Range Rovera. Gorsze materiały, ale znacznie lepsza jakość montażu. Pozycja za kierownicą – raczej autostradowa. Wszystkie wersje są wyposażone w automatyczną przekładnię. Wersje z silnikami benzynowymi mają stały napęd na tył i klasyczny wał napędowy. W hybrydach tylne koła napędza dodatkowy silnik elektryczny.
Wnętrze wydaje się funkcjonalne, zwłaszcza jeśli ktoś zwróci uwagę na przesuwaną tylną kanapę z dzielonym oparciem 40/20/40. Po otwarciu bagażnika czar pryska. Jest płytki i ma niewiele ponad 400 litrów. To odczuwalne zwłaszcza w hybrydzie.
Jaki silnik wybrać?
Najbezpieczniejszym wyborem jest zwykła odmiana benzynowa 3.5 V6/277 KM. Płaci się sporo głównie na stacji benzynowej. W serwisie – nawet przy większych przebiegach wykonuje się głównie czynności obsługowe. I właśnie dlatego nie brakuje osób, które wciąż rozglądają się za tym modelem. Jest idealny do zwyczajnej jazdy. Mieści na pokład rodzinę i zapewnia ciche pokonywanie dalekich tras. Niektórzy montują do tej jednostki instalację gazową i działa to całkiem nieźle. Ta jednostka ma pośredni wtrysk benzyny i hydrauliczną kompensację luzu zaworowego.
Odmiana hybrydowa (450h) powstała na bazie tego samego silnika. W wersji z przednim napędem na dwa silniki elektryczne. W wersji 4x4 – trzy, z tym, że trzeci napędza tylne koła. Samochód jest wyposażony w bardzo trwałą przekładnię eCVT i zaskakuje niskim zużyciem paliwa (nierzadko poniżej 10 l/100 km).
Kupując taki samochód w wersji hybrydowej należy się liczyć z koniecznością regeneracji akumulatora trakcyjnego. Na szczęście nie jest to przesadnie drogie. Na to, aby wymienić uszkodzone ogniwa na używane w lepszym stanie wystarcza zazwyczaj 5-6 tys. zł.
Jaguar F-Pace (2016-2025)
F-Pace był próbą ożywienia sprzedaży w salonach Jaguara. Okazało się, że udało się to osiągnąć tylko na chwilę. Obecnie nie do końca wiadomo, w jakiej formie Jaguar powróci na rynek. Ale używanych modeli nie brakuje. Widać jednak, że mają dość dużą utratę wartości.
Nadwozie jest chyba najmocniejszym punktem tego modelu. Ładnie wygląda, jest dobrze wykonane i zapewnia oczekiwany komfort jazdy.
W 2020 roku samochód przeszedł lifting, ale te auta zdecydowanie wykraczają ponad założony budżet. Z drugiej strony – jeśli za ok. 50 tys. zł da się kupić egzemplarz z 2016 roku, to i tak jest to rewelacyjna oferta jak na auta z naszego zestawienia. Większość egzemplarzy ma napęd na cztery koła i 8-biegowy automat. Jedynie bazowe diesle można kupić z napędem na tył i ręczną przekładnią 6-biegową.
Jaki silnik wybrać?
I tu już zaczynają się złe informacje. Żadna z oferowanych jednostek nie jest pewniakiem. Odmiany benzynowe są paliwożerne. To silniki opracowane z Land Roverem. Wszystkie mają bezpośredni wtrysk paliwa, łańcuch rozrządu i doładowanie. Najsłabsza z nich to 2-litrówka (240-300 KM). Potem mamy jednostki 3-litrowe V6 (340-400 KM). Po liftingu pojawiła się jeszcze rzędówka, ale jej nie kupimy za 50 tysięcy złotych.
Na szczycie gamy jest jeszcze 5.0 V8, ale to już propozycja dla miłośników marki. Jest jeszcze hybryda (404 KM) ale ona również przekracza cenowo zakładany budżet.
F-Pace występuje także z dieslami. Podstawowy wariant to wersja 2.0 (163-240 KM). I to chyba jedyna propozycja, której serwisowanie może być akceptowalne przez typowego nabywcę. Wersja mocniejsza ma pod maską silnik 3.0 V6 z podwójnym doładowaniem (ok. 300 KM), a to już oznacza, że każda poważniejsza usterka może kosztować tyle co pół samochodu.