Tragiczny trend na polskich drogach. Liczba wypadków z udziałem dzieci mocno w górę

Bezpieczeństwo na polskich drogach w wielu statystykach wyraźnie się poprawia. Niestety, nie dotyczy to najmłodszych uczestników ruchu.
- Wypadki z udziałem dzieci wzrosły, choć ogólna liczba wypadków drogowych spadła.
- Coraz częściej dzieci występują w statystykach nie tylko jako pasażerowie i piesi, ale też jako kierujący.
- Od 3 czerwca dzieci poniżej 16 lat mają jeździć w kasku m.in. na rowerze i hulajnodze elektrycznej.
Policyjny raport za 2025 r. pokazuje mocny kontrast. Ogólna liczba wypadków spadła do 20 925, czyli o 594 mniej niż rok wcześniej. Jeszcze wyraźniej zmalała liczba ofiar śmiertelnych – z 1896 do 1660. To spadek o 12,4%. Jednocześnie wypadków z udziałem dzieci do 14. roku życia było więcej. I to właśnie ta część danych wygląda najgorzej.
Na drogach jest bezpieczniej, ale dzieci nie korzystają z tej poprawy
W 2025 r. doszło do 1874 wypadków z udziałem dzieci w wieku 0–14 lat. To o 133 więcej niż rok wcześniej. W tych zdarzeniach zginęło 42 dzieci, a 1968 zostało rannych. Liczba ofiar śmiertelnych spadła, ale rannych przybyło aż o 130.
To ważny sygnał ostrzegawczy. Ogólne bezpieczeństwo poprawia się głównie przez spadek najtragiczniejszych zdarzeń. Najmłodsi nadal jednak często trafiają do statystyk jako pasażerowie, piesi, rowerzyści i kierujący hulajnogami. W praktyce oznacza to więcej potrąceń, upadków, zderzeń i błędów w miejscach, które dorośli często uznają za bezpieczne – pod szkołą, na osiedlu albo na krótkiej trasie do domu.
Starsze dzieci najczęściej giną jako kierujący
Największy problem widać w grupie 7–14 lat. W 2025 r. dzieci w tym wieku uczestniczyły w 1527 wypadkach. Zginęło 27 osób, a 1550 zostało rannych. Najwięcej zabitych było wśród kierujących, a najwięcej rannych – wśród pasażerów.
To zmienia sposób patrzenia na problem. Dziecko nie jest na drodze wyłącznie bierną ofiarą błędu dorosłego kierowcy. Coraz częściej samo prowadzi rower, hulajnogę elektryczną albo inne urządzenie. Wtedy dochodzą prędkość, brak doświadczenia, słaba ocena odległości i nagłe decyzje.
Młodsze dzieci też nie są poza ryzykiem. W grupie 0–6 lat najwięcej zdarzeń dotyczyło pasażerów samochodów osobowych. To przypomina, że fotelik, pasy i spokojniejsza jazda nadal mają większe znaczenie niż najlepszy system bezpieczeństwa w aucie.
Dzieci coraz częściej same powodują wypadki
Raport pokazuje też drugą stronę problemu. W 2025 r. dzieci w wieku 0–14 lat spowodowały 564 wypadki. To o 81 więcej niż w 2024 r. W tych zdarzeniach zginęło 13 dzieci, a 585 zostało rannych. Największą grupę sprawców stanowili kierujący w wieku 7–14 lat – odpowiadali za 422 wypadki.
Nie chodzi o szukanie winnych wśród najmłodszych. Dziecko reaguje inaczej niż dorosły. Gorzej przewiduje zachowanie kierowcy, łatwiej ulega impulsom i często nie rozumie, że samochód nie zatrzyma się w miejscu. Problem zaczyna się wtedy, gdy młody uczestnik ruchu dostaje szybki sprzęt, ale nie dostaje zasad.
Największe ryzyko pojawia się po szkole, w weekendy i w ciepłych miesiącach. Wypadki z udziałem dzieci nasilają się latem. Najwięcej takich zdarzeń w 2025 r. odnotowano w czerwcu – 245. Najwięcej dzieci zginęło we wrześniu – 9.
Hulajnogi elektryczne stały się osobnym problemem
Najmocniej rośnie ryzyko związane z hulajnogami elektrycznymi. W 2025 r. ich użytkownicy uczestniczyli w 1158 wypadkach. To wzrost o 406 zdarzeń, czyli o 54% w porównaniu z 2024 r. W tych wypadkach zginęło 11 osób, a 1055 zostało rannych.
Najbardziej narażone są dzieci w wieku 7–14 lat. W tej grupie odnotowano 359 ofiar wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych. To jedna trzecia wszystkich ofiar w tej kategorii.
Jeszcze wyraźniej problem widać przy sprawcach. Kierujący hulajnogami elektrycznymi w wieku 7–14 lat spowodowali 243 wypadki. Zginęły w nich 3 osoby, a 265 zostało rannych. Główna przyczyna? Niedostosowanie prędkości do warunków ruchu. Ten powód odpowiadał za prawie połowę wypadków spowodowanych przez kierujących hulajnogami.
Kaski od 3 czerwca mają ograniczyć skutki błędów
Właśnie dlatego nowe przepisy o kaskach nie pojawiają się w próżni. Od 3 czerwca 2026 r. osoby poniżej 16. roku życia będą musiały jeździć w kasku na rowerze, rowerze z napędem, hulajnodze elektrycznej oraz urządzeniu transportu osobistego. Za dopuszczenie dziecka do jazdy bez ochrony głowy rodzicowi lub opiekunowi może grozić mandat do 100 zł.
Kask nie zastąpi rozsądku i nie sprawi, że hulajnoga stanie się bezpieczna przy każdej prędkości. Może jednak zmniejszyć skutki upadku, a przy dziecku ma to kluczowe znaczenie. Głowa jest najbardziej narażona przy wywrotce przez krawężnik, nagłym hamowaniu albo zderzeniu z pieszym.
Nowy obowiązek warto potraktować szerzej niż jako kolejny przepis. Trzeba sprawdzić nie tylko kask, ale też hamulce, światła, dzwonek, odblaski i stan opon. Dziecko powinno też wiedzieć, gdzie może jechać, kiedy zejść z hulajnogi i dlaczego przejazd przez przejście dla pieszych bez zatrzymania może skończyć się tragedią.
Największa zmiana zaczyna się przed wyjściem z domu
Statystyki nie mówią, że dzieci nagle stały się bardziej nieostrożne. Pokazują raczej, że ruch wokół nich zmienił się szybciej niż edukacja i nadzór dorosłych. Rower, hulajnoga elektryczna i droga do szkoły nie są już tym samym, czym były kilka lat temu.
Nie wystarczy kupić sprzęt i założyć kask. Trzeba jeszcze przećwiczyć trasę, wskazać niebezpieczne miejsca i ustalić granice. Dziecko powinno wiedzieć, że chodnik nie jest torem do popisów na jednośladzie, przejście dla pieszych nie działa jak osłona, a kierowca samochodu może go po prostu nie zauważyć.
Ogólne dane z dróg dają powody do ostrożnego optymizmu. Dane dotyczące dzieci już nie. I właśnie dlatego wakacje, hulajnogi oraz nowe przepisy o kaskach powinny stać się dla rodziców sygnałem do działania, a nie tylko kolejną informacją z policyjnego raportu.