Nocny drift pod marketem? Kierowcom wydaje się, że na parkingu wolno więcej
Sebastian Sulowski

Jazda bokiem pod marketem nie jest bezkarna tylko dlatego, że odbywa się poza ulicą. Za taki popis kierowca może dostać mandat, punkty karne, a nawet stracić prawo jazdy na 3 miesiące.
- Drift na parkingu nie zawsze różni się prawnie od popisów na ulicy.
- Strefa ruchu przy markecie daje policji podstawę do interwencji.
- Zwykła droga wewnętrzna nie oznacza pełnej bezkarności.
Driftowanie pod marketem wygląda czasem jak niewinna zabawa po godzinach. W praktyce szybko może zamienić się w kosztowny problem. Zwłaszcza gdy plac przed sklepem jest oznaczony jako strefa ruchu albo strefa zamieszkania. Wtedy nie ma znaczenia, że nie jest to klasyczna ulica.
Parking pod marketem często nie jest zwykłym placem
Wielu kierowców zakłada, że parking przed sklepem to teren prywatny, więc drogówka ma tam związane ręce. To błąd. Przy wjazdach na parkingi galerii handlowych, marketów i parków handlowych często stoją znaki D-52, czyli strefa ruchu.
Taki znak zmienia bardzo dużo. Od tego miejsca obowiązują przepisy ruchu drogowego. Oznacza to, że policja może reagować na wykroczenia tak samo jak na drodze publicznej. Dotyczy to także celowego wprowadzania auta w poślizg.
Zakaz driftowania obejmuje drogę publiczną, strefę zamieszkania i strefę ruchu. Kierowca, który kręci bączki na oznakowanym parkingu pod marketem, nie obroni się więc argumentem, że „to tylko prywatny plac”.

Za drift grozi nie tylko wysoki mandat
Przepisy zabraniają kierowania pojazdem silnikowym lub motorowerem w sposób powodujący celowy poślizg kół. Za drift na drodze publicznej, w strefie zamieszkania albo w strefie ruchu grozi grzywna nie niższa niż 1500 zł. Jeśli przy okazji powstanie zagrożenie bezpieczeństwa, dolna granica rośnie do 2500 zł. Sprawa może też trafić do sądu, a tam grzywna może sięgnąć 30 tys. zł.
Na tym nie koniec. Od 30 marca policja może zatrzymać prawo jazdy za takie zachowanie na 3 miesiące. Dochodzą też punkty karne. Sam drift oznacza 10 punktów. Stworzenie zagrożenia może skończyć się dopisaniem 12 punktów do konta kierowcy.
Droga wewnętrzna nie oznacza automatycznej bezkarności
Nie każdy parking ma status strefy ruchu. Czasem to zwykła droga wewnętrzna, bez znaku D-52 i bez znaku strefy zamieszkania. Wtedy nie można automatycznie stosować pełnego katalogu sankcji za drift.
To nie znaczy jednak, że kierowca może robić, co chce. Jeżeli jazda bokiem stworzy realne zagrożenie dla innych osób, policja nadal ma podstawę do interwencji. Chodzi na przykład o sytuację, w której w pobliżu są piesi, inne auta, pracownicy sklepu, ochrona albo elementy infrastruktury.
Funkcjonariusze mogą ocenić zachowanie jako niezachowanie należytej ostrożności poza drogą publiczną, strefą zamieszkania lub strefą ruchu. Sama tabliczka „droga wewnętrzna” nie daje więc przepustki do palenia gumy. Konsekwencje to nie tylko grzywna w sądzie do 30 tys. zł, ale również utrata prawa jazdy.

Właściciel parkingu też może wystawić rachunek
Po nocnych popisach problem nie musi skończyć się na mandacie. Zarządca terenu może domagać się pieniędzy za szkody. Chodzi nie tylko o rozbity znak, słupek czy szlaban. W grę wchodzą też ślady gumy, zniszczona nawierzchnia albo uszkodzone oznakowanie poziome. Na dużych parkingach działa monitoring, dlatego ustalenie sprawcy często nie jest szczególnie trudne. Właściciel obiektu może później dochodzić zwrotu kosztów czyszczenia, naprawy albo odtworzenia oznaczeń.
Legalne ćwiczenie jazdy bokiem wymaga miejsca, które nie jest dostępne dla postronnych osób. Najbezpieczniej robić to na zamkniętym torze albo prywatnym placu, za zgodą właściciela. Nawet tam odpowiedzialność wróci, jeśli dojdzie do wypadku, zagrożenia dla ludzi albo zniszczenia cudzego mienia.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsCzytaj również

Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany

SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów

Używana alternatywa dla Golfa. Ten Volkswagen daje więcej za podobne pieniądze
Ostatnie artykuły
- BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy
- Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany
- Niemcy tracą Chiny. Ich fabryki będą pracować na pół gwizdka. Padła szokująca prognoza
- SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów
- Czy to największy problem samochodów elektrycznych? Wyniki nowych badań zaskakują
- Używana alternatywa dla Golfa. Ten Volkswagen daje więcej za podobne pieniądze
- Odmowa przyjęcia mandatu przestanie się opłacać. Stawki drastycznie wzrosną
- Robotaxi kontra człowiek. O wiele bezpieczniej jest jechać bez kierowcy
- Volkswagen tańszy od Skody. Klasyka segmentu prosto z salonu: co wybrać?
- Chińskie SUV-y teraz jako hybrydy bez wtyczki. Sprawdziłem Piątkę i Siódemkę