15 stycznia 2026

Fiat chce ograniczyć prędkość małych aut do 118 km/h. Skąd taki pomysł?

Obowiązkowe systemy wsparcia kierowcy mają zwiększać bezpieczeństwo, ale przy okazji windują ceny najmniejszych aut. Szef Fiata mówi wprost: jeśli samochód jeździ wolno, nie potrzebuje całego arsenału radarów i kamer. Rozwiązanie? Ograniczyć prędkość maksymalną do 118 km/h.

  • Według szefa Fiata za drastyczny wzrost cen najmniejszych aut w dużej mierze odpowiadają obowiązkowe systemy ADAS.
  • Limit prędkości do 118 km/h miałby pozwolić zrezygnować z części drogich rozwiązań, które i tak mają sens głównie przy szybkiej jeździe.
  • Wiele systemów nie jest wymaganych homologacyjnie, ale bez nich auto otrzymuje gorszą ocenę bezpieczeństwa, co odstrasza klientów.

Obecnie wszystkie nowe samochody sprzedawane na Starym Kontynencie muszą być zaopatrzone w rozbudowane systemy wsparcia kierowcy. Dotyczy to również najtańszych modeli, na których pokładzie powinni znaleźć się m.in. utrzymywanie na pasie ruchu czy „inteligentny” asystent prędkości.

Ich obecność powoduje jedno. Mianowicie winduje cenę. Według szefa Fiata – Olivera Francoisa – obecność obowiązkowych systemów ma sens głównie wtedy, gdy auto porusza się szybko. Jeśli jednak ograniczy się jego prędkość, część systemów może nie być konieczna.

Fiat proponuje ograniczyć prędkość

W związku z tym Francois proponuje ograniczyć prędkość maksymalną samochodów do 118 km/h. Taki limit mógłby dotyczyć Pandy i „pięćsetki”.

Co więcej, szef Fiata wskazuje, że nie wszystkie systemy są „twardą” homologa­cyjną koniecznością. Część montuje się tylko dlatego, że mają one ogromne znaczenie dla oceny bezpieczeństwa organizacji Euro NCAP.

Teoretycznie można więc z części z nich zrezygnować, jak to robi np. Dacia. Tyle że wtedy trzeba się liczyć z niższą oceną bezpieczeństwa danego modelu. A to w praktyce może się negatywnie przełożyć na jego sprzedaż.

Średnia cena wzrosła o 60%

Francois wskazuje, że w ostatnich 5-6 latach średnia cena najmniejszych samochodów wzrosła aż o około 60%. Za część tego rachunku odpowiadają właśnie przepisy, wymagające rozbudowanych systemów wsparcia.

„Uważamy, że przy wszystkich tych regulacjach największym problemem jest utrzymanie dostępnej mobilności w miastach. Te auta są małe i tanie, kupują je młodsi ludzie do codziennych dojazdów. Jeździ się nimi wolno, to nie jest ten sam sposób użytkowania, co w przypadku większych aut” – mówi Francois.

„Jeśli spojrzeć na przeciętną maksymalną dozwoloną prędkość w Europie, to wychodzi 118 km/h. Powyżej tej prędkości w większości przypadków jazda jest nielegalna, a te wszystkie radary i czujniki montuje się, by auta jeździły szybciej niż limity” – dodaje.

Fiat nie jest pierwszy

Ograniczanie prędkości maksymalnej nie jest pomysłem nowym. Volvo już lata temu wprowadziło do swoich modeli limit 180 km/h. Podobne podejście pojawiło się też u Renault i Dacii. W przypadku samochodów tych marek chodzi o argument dotyczący bezpieczeństwa.

Z kolei w przypadku możliwości ograniczenia prędkości Fiatów argument jest inny. To cena zakupu. Francois dorzuca jeszcze jeden powód przemawiający za 118 km/h.

Auta projektowane pod wysokie prędkości wymagają droższych rozwiązań w takich obszarach, jak elementy podwozia czy chłodzenie. Jeśli ogranicza się prędkość, teoretycznie można odchudzić wymagania konstrukcyjne i obniżyć koszty.

Będzie europejski kei car?

W tle przewija się jeszcze kolejny temat. Otóż coraz częściej mówi się o tym, jak przywrócić na rynek tańsze auta. Jednym z pomysłów jest wprowadzenie nowej kategorii elektryków M1E, inspirowanej japońskimi kei carami.

Fiat idzie inną ścieżką: zamiast zmieniać klasę pojazdu, chce zmienić założenia, pod które auto jest budowane. „Nie sądzę, żeby samochody miejskie w 2018 czy 2019 roku były szczególnie niebezpieczne. Dlatego nasza sugestia brzmi: cofnijmy się trochę i nie pakujmy do nich tak dużo drogich rozwiązań” – kończy Francois.