25 listopada 2025

Najtwardszy Mercedes otrzyma nową, mniejszą wersję. Wiemy, jak wygląda

Mercedes klasy G

Mercedes rozwija gamę modeli, której wzorcem jest klasa G. Pierwszym nowym ogniwem ma być mniejsza, elektryczna wersja, która została właśnie przyłapana na testach. Oto, co o niej wiemy.

  • Unikalna platforma i klasyczny design dla małej klasy G.
  • Mała klasa G: dobrze znana stylistyka, ale pełna subtelnych nowości.
  • Wyzwanie marketingowe związane z nazwą nowego modelu.
Sprawdź finansowanie OTOMOTO Lease

Mercedes obecnie pracuje nad stworzeniem całej gamy nowych samochodów. Punktem wyjścia jest najtwardszy z niej, czyli aktualna klasa G. Na początek dołączy do niej mniejszy kuzyn, o którym można by żartobliwie powiedzieć, że nazywa się „Baby G”, ale tę nazwę już dawno wykorzystał producent zegarków Casio.

Aktualnie samochód nosi w anglojęzycznych mediach roboczą nazwę little G, czyli małe G, ale niemiecki producent będzie potrzebował jakiegoś solidnego wyjścia z tej sytuacji. Przecież stuttgarcka marka ma cały szereg SUV-ów z literą G na początku – od GLA aż po GLS. Jak w takim razie będzie się nazywał nowy model? To aktualnie jest jeszcze zagadką.

Pierwsze testy drogowe

Nie jest już zagadką natomiast jego wygląd. Co prawda w kamuflażu, ale nowe auto zostało właśnie przyłapane na testach drogowych przez fotografów brytyjskiego magazynu Autocar.

Zdaniem dziennikarzy mniejszy rozmiar nowego auta jest szczególnie widoczny w kontekście jego wysokości. Są oni zdania, że samochód wydaje się być niższy niż SUV EQS, z którym został sfotografowany.

Przypominamy, że standardowy EQS legitymuje się wysokością 171,8 cm. Dla porównania standardowa Klasa G ma 196,9 cm wysokości.

Nowe proporcje

Klasyczna klasa G ma 486,6 cm długości w wersji G 63 AMG. Gdyby przyjąć, że nowe auto do krawędzi dachu będzie mierzyło 170 cm, to aby zachować proporcje wysokości do długości z „dużej” wersji, „mała” odmiana powinna mieć około 420 cm długości. To raczej nierealny scenariusz. Mała klasa G będzie dłuższa i o innych proporcjach niż większy brat.

Za to wyraźnie widać, że nowe auto zachowa kanciastą estetykę, znaną z pełnowymiarowych modeli. W oczy rzucają się przede wszystkim trzy mocno kwadratowe okna bocze, pionowa przednia szyba i tylna pokrywa wraz z zamontowanym na stałe kołem zapasowym, choć w kształcie kwadratowego „plecaka” niczym w elektrycznej wersji pełnowymiarowej klasy G.

Unikalna konstrukcja i design

Według byłego dyrektora technicznego Mercedesa, Markusa Schafera, auto nie będzie oparte na żadnej istniejącej platformie, lecz na zupełnie nowej, unikalnej architekturze, lecz nie o konstrukcji ramowej. Samochód będzie wyróżniał się ogromną liczbą dedykowanych komponentów, począwszy od elementów nadwozia, a skończywszy na takich detalach jak klamki.

Celem tego zabiegu jest zachowanie autentyczności i wyjątkowego charakteru większego brata, co ma zapewnić atrakcyjność wizualną, tak konieczną do przekonania klientów do zakupu w tym segmencie.

Stylistyka nowego modelu, według szefa designu Gordena Wagenera, ma być współczesną i nieco bardziej odważną interpretacją ikonicznego pierwowzoru, jakim jest klasa G.

Auto ma nową sygnaturę świetlną z przodu, która niewątpliwie będzie je wyróżniać na drodze. Dlaczego producent nie postawił na wymowny okrąg i zamienił go na LED-y w kształcie litery U? Zdaniem Wagenera ma to być „młodsza” wizja klasycznych reflektorów, zachowująca przy tym ich charakterystyczny kształt.

EQ, a co z innymi silnikami?

Nowy samochód ma być ewolucją, a nie rewolucją – subtelnie dopracowaną wersją kultowego designu, która jednocześnie stanie się odrobinę bardziej nowoczesny niż pełnowymiarowy odpowiednik. Kwadratowy plecak na tylnej klapie daje do zrozumienia, że testowany samochód to model z napędem elektrycznym.

Początkowo firma chciała zbudować tylko taką odmianę, ale szczegóły techniczne dotyczące jednostek napędowych pozostają na razie pilnie strzeżoną tajemnicą. Mamy nadzieję, że zgodnie z najnowszymi trendami Mercedes stworzy wersję hybrydową. Nawet odmiana EREV wystarczy, żeby mieć co zaoferować całej masie sceptyków elektryfikacji. A wśród fanów tej stylistyki może być ich sporo.

Zgodnie z doniesieniami Autocara, nowe dziecko Mercedesa w przeliczeniu na naszą walutę będzie kosztowało około 340 tys. zł. Ale są to jedynie przypuszczenia.