Wielu kierowców próbuje znaleźć skuteczną metodę na uniknięcie kary. Jedni ryzykują i balansują na granicy prawa, ale inni omijają odpowiedzialność całkowicie legalnie. Korzystają z luk i niedociągnięć w przepisach, które często wskazuje wprost sam ustawodawca.

  • Kierowcy coraz częściej korzystają z luk w przepisach.
  • Część rozwiązań działa legalnie jako metoda na uniknięcie kary.
  • Wkrótce jednak część z nich ma zniknąć.

Nie ma kierowcy, który z entuzjazmem płaci mandat. Nic więc dziwnego, że wielu z nich szuka czegoś, co działa jak skuteczna metoda na uniknięcie kary. W polskich realiach to wcale nie jest trudne.

Przepisy pełne są luk, wyjątków i niejasnych zapisów, które pozwalają ominąć odpowiedzialność bez naruszania prawa. Część kierowców korzysta z tego świadomie, inni trafiają na takie rozwiązania przypadkiem. Poniżej opisujemy, jak użytkownicy aut legalnie omijają mandaty, opłaty dodatkowe i podatki – oraz dlaczego przepisy wciąż im to umożliwiają.

Metoda na uniknięcie kary – kierowcy ryzykują odsiadkę, choć nie muszą

Jedną z najczęściej stosowanych sztuczek przy zdjęciach z fotoradarów i kamer pozostaje tzw. metoda „na Ukraińca”. Kierowcy wskazują jako sprawcę wykroczenia osobę z Ukrainy, Białorusi czy Gruzji. Często kogoś, kto nigdy nie prowadził ich auta i nawet nie przebywa w Polsce.

Organy nie potrafią szybko potwierdzić tożsamości takich osób, bo brakuje sprawnej wymiany danych z krajami spoza UE. Efekt bywa przewidywalny: sprawa zatrzymuje się w procedurach i przepada, a setki tysięcy zdjęć z fotoradarów i kamer nie kończą się mandatem. Taka metoda niesie poważne ryzyko. Fałszywe zeznania to przestępstwo zagrożone karą do 3 lat więzienia. Wielu kierowców i tak próbuje szczęścia, bo „inni też tak robią” i liczą na brak konsekwencji.

ITD itd CANARD list
Metoda na uniknięcie kary z fotoradaru stała się tak powszechna, że mandaty płaci tylko połowa kierowców.

Paradoksalnie uwiecznieni przez fotoradary nie muszą ryzykować odsiadki, żeby uniknąć kary. Istnieje legalna metoda, a co najciekawsze, opisuje ją sam resort infrastruktury. To ten sam, który nadzoruje Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) i Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD).

Urzędnicy w oficjalnym projekcie ustawy punktują luki, które kierowcy wykorzystują bez łamania prawa. Właśnie dlatego powstał projekt tzw. ustawy fotoradarowej. Ma zamknąć wszystkie furtki. Dopóki jednak zmiany nie wejdą w życie, dotychczasowe zasady działają, a wiedza o nich leży na wierzchu.

Metoda na uniknięcie kary – ministerstwo zdradza, jak nie płacić mandatów

Lektura projektu ustawy o zmianie Prawa o ruchu drogowym zaskakuje. Dokument, który miał uszczelnić system, w praktyce stał się przewodnikiem dla kierowców. Ministerstwo pisze wprost: „doświadczenie (…) wskazuje na niską skuteczność obecnego mechanizmu.”

Najpopularniejsza metoda to niewskazanie kierującego. Właściciel twierdzi, że nie pamięta, komu pożyczył auto. Często to całkowicie wystarcza. Ministerstwo ujmuje to jasno – „nie ma przepisu, który nadawałby ITD uprawnienia oskarżyciela publicznego (…) w sprawach o niewskazanie”. Sądy masowo umarzają takie sprawy, bo Inspekcja nie może w nich działać jak oskarżyciel.

fotoradar Kołbaskowo (woj. zachodniopomorskie) DK13.
Projekt tzw. ustawy fotoradarowej ma zlikwidować większość sposobów na unikanie kar z urządzeń do automatycznej rejestracji wykroczeń. | Zdjęcie: CANARD

Drugim trikiem jest „łańcuszek użyczeń”. Przepisy wymagają wskazania osoby, której powierzono auto, a nie tej, która faktycznie nim jechała. Właściciel podaje jedno nazwisko, ta wskazuje kolejne i tak dalej. Ministerstwo opisuje to bez ogródek: „taka konstrukcja umożliwia tzw. wskazywanie łańcuszkowe bez ograniczenia liczby osób”. CANARD traci możliwość ustalenia sprawcy już po kilku odpowiedziach.

Trzeci sposób jest jeszcze prostszy. Właściciel podaje tylko imię i nazwisko – bez adresu i bez numeru dokumentu. Ministerstwo zauważa: „sądy uznają to za spełnienie obowiązku”. Organ dostaje dane kompletnie bezużyteczne, ale kierowca formalnie wypełnia wymóg tzw. wskazania.

Kolejny problem pojawia się, gdy kierowca ignoruje pisma. Ministerstwo przyznaje, że istnieje „brak prawnych narzędzi, które pozwalałyby na skuteczne egzekwowanie odpowiedzialności (…) wobec osób ignorujących wezwania”. System nie wymusza reakcji, więc część kierowców zwyczajnie nie odpowiada.

Sposoby na punkty karne – zupełnie legalnie kierowca nie przekroczy limitu

W tym przypadku ustawodawca zostawił szeroko otwartą furtkę. Kierowca może odmówić przyjęcia mandatu – bez podawania powodu. Policjant kieruje sprawę do sądu. Punkty trafiają do systemu, ale czekają na prawomocny wyrok jak tymczasowe. Do tego czasu nie wliczają się do limitu 24 punktów (lub 20 dla nowych kierowców).

kontrola drogowa wypisywanie mandatu
Kierowca, który ma już niemal komplet punktów karnych, zwykle odmawia przyjęcia mandatu. Ten prosty ruch pozwala mu ocalić prawo jazdy. | Zdjęcie: KMP Gliwice

Osoba, która ma już wysoki stan konta, dzięki odwołaniu nie przekroczy limitu. Powód? Często sprawy przeciągają się miesiącami. W tym czasie wcześniejsze punkty mogą wygasnąć po roku. Kierowca może też odbyć kurs, który odejmuje 6 punktów. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem.

Takie zasady obowiązują od 17 września 2022 r. Wcześniej system działał odwrotnie. Odwołanie blokowało kasowanie punktów i kierowca po wyroku skazującym mógł od razu stracić uprawnienia.

Metoda na ocalenie prawa jazdy

Dawniej wystarczyło nie oddać policji dokumentu po przekroczeniu prędkości o 50 km/h w obszarze zabudowanym. Dziś podobny mechanizm działa przy punktach karnych. Samo przekroczenie limitu 24 punktów nie odbiera prawa jazdy. Jeśli dokument nadal leży w portfelu kierowcy, uprawnienia formalnie pozostają ważne.

Starosta nie cofnie ich tylko dlatego, że ktoś przekroczył limit. Kierowca traci dokument dopiero wtedy, gdy policjant zatrzyma go podczas kontroli lub gdy „punktowiec” zignoruje obowiązkowe badania albo kurs reedukacyjny. Dopiero to zdarzenie uruchamia procedurę administracyjną.

W praktyce osoby z ponad 24 punktami wciąż legalnie jeżdżą, dopóki policja nie przejmie dokumentu lub same go nie oddadzą. I właśnie z tego powodu rząd zapowiedział likwidację tej furtki podczas prac nad nowym kodeksem ruchu drogowego. Nowelizacja wejdzie w życie na początku lutego 2026 r. i połączy przekroczenie limitu punktów z utratą dokumentu – luka przestanie działać.

Metoda na uniknięcie kary za brak OC

Opłata karna za brak OC w przypadku auta osobowego sięga 9330 zł. Nic więc dziwnego, że kierowcy szukają sposobów, by jej uniknąć. Niektórzy próbują stosować metodę „na Ukraińca”. Właściciel rzekomo sprzedaje auto cudzoziemcowi przed końcem polisy, a później je „odkupuje”. Taki manewr to jednak fikcyjna umowa, za którą grozi nawet 5 lat więzienia.

Legalna metoda wygląda zupełnie inaczej. Kierowcy wykorzystują ograniczenia Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG). Fundusz może kontrolować polisy tylko w bieżącym roku kalendarzowym. W praktyce oznacza to, że w 2025 r. nałoży opłatę jedynie za brak OC w 2025 r., a nie w 2024 r. lub wcześniej.

UFG
Jak się okazuje, istnieje także metoda na uniknięcie kary za brak OC. Ma jednak jedną wadę — działa wyłącznie w ostatnich dniach roku.

Właściciele nieużywanych aut często, jeśli nie dostali wezwania, wznawiają OC w ostatni dzień roku. Informacja o polisie trafia do systemu dopiero na początku stycznia. UFG natychmiast widzi przerwę, ale nie może ukarać kierowcy, bo przepisy pozwalają nałożyć opłatę tylko za rok bieżący. Luka działa w pełni legalnie.

Auto poleasingowe – jest sposób, aby nie płacić podatków

Do końca 2021 r. przedsiębiorcy mogli wykupić auto z leasingu „na siebie”, poczekać sześć miesięcy i sprzedać je bez podatku. Polski Ład zmienił zasady całkowicie. Dziś przedsiębiorca może sprzedać takie auto bez PIT dopiero po sześciu latach. Sprzedaż przed upływem tego okresu oznacza zapłatę PIT i często VAT.

Obecnie jedyną legalną metodą na skrócenie tego czasu jest darowizna. Auto można przekazać najbliższej rodzinie. Obdarowany zgłasza darowiznę i po sześciu miesiącach sprzedaje auto bez podatku. Fiskus potwierdził tę możliwość w interpretacjach.

Ministerstwo Finansów zapowiada jednak koniec tej furtki. W projekcie zapisano, że sprzedaż auta przed upływem trzech lat od darowizny będzie oznaczać obowiązek zapłaty PIT. Zmiany miały wejść po 31 grudnia 2025 r., ale przepisy wciąż czekają na finalne decyzje.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również