Wrocławska drogówka skontrolowała 175 rowerzystów podczas akcji „Elektryczny Rower i Hulajnoga”. Ujawniła 106 wykroczeń, głównie jazdę po chodniku, przejściach dla pieszych, na czerwonym świetle i pod prąd. Nie wskazała jednak ani jednego e-roweru z manetką gazu lub zbyt mocnym silnikiem.

  • Policyjne akcje dobrze wychwytują proste wykroczenia rowerzystów.
  • Nielegalny e-rower wymaga jednak czegoś więcej niż kontroli dzwonka i świateł.
  • Manetkę gazu widać bez hamowni, ale w statystykach takich przypadków nadal brakuje.

Na drogach dla rowerów coraz więcej jest jednośladów, które tylko udają zwykłe rowery elektryczne. Jadą bez pedałowania. Przyspieszają jak skutery. Osiągają prędkości, które nie pasują do ścieżki rowerowej. Mimo to często poruszają się bez tablic, rejestracji i obowiązkowego OC. To problem, który widać gołym okiem. W policyjnych komunikatach – już nie zawsze.

Nielegalny e-rower – kiedy rower przestaje być rowerem?

Legalny rower elektryczny nie działa jak skuter. Silnik ma tylko pomagać podczas pedałowania. Nie może samodzielnie napędzać pojazdu po naciśnięciu manetki gazu. Żeby jednoślad nadal był rowerem, musi spełniać kilka warunków:

  • silnik może mieć moc do 250 W
  • wspomaganie działa tylko podczas pedałowania
  • po przekroczeniu 25 km/h rower może jechać szybciej, ale już wyłącznie siłą mięśni
  • pojazd nie może poruszać się sam po użyciu manetki gazu

Jeżeli e-rower rusza bez pedałowania, ma mocniejszy silnik albo wspomaga jazdę powyżej 25 km/h, przestaje mieścić się w definicji roweru. W praktyce może zostać potraktowany jak motorower. Wtedy kończą się rowerowe przywileje. Pojawia się temat tablic rejestracyjnych, OC i odpowiednich uprawnień.

kontrola drogowa policja rowerzysta
Policjanci bez problemu sprawdzają trzeźwość rowerzysty. Z wykrywaniem nielegalnych przeróbek e-rowerów jest już znacznie gorzej. | Zdjęcie: KMP Wrocław

Nielegalny e-rower nie zawsze trafia do policyjnych statystyk

Wrocławska akcja miała objąć rowerzystów i użytkowników elektrycznych jednośladów. Policjanci sprawdzali trzeźwość, obowiązkowe wyposażenie i zachowanie na drodze. Efekt? 175 kontroli, 106 wykroczeń, jeden nietrzeźwy rowerzysta i jeden skradziony rower elektryczny.

Najczęściej wpadały jednak wykroczenia, które patrol widzi od razu. Jazda po chodniku. Przejazd przez przejście dla pieszych. Czerwone światło. Jazda pod prąd pasem dla rowerów. W komunikacie nie ma za to informacji o ani jednym pojeździe z manetką gazu. Nie ma też wzmianki o e-rowerze ze zbyt mocnym silnikiem lub wspomaganiem działającym powyżej 25 km/h.

I tu zaczyna się właściwy problem. Policja potrafi szybko karać za wykroczenia widoczne z daleka. Znacznie trudniej idzie oddzielanie legalnych e-rowerów od pojazdów, które tylko wyglądają jak rowery.

Manetkę gazu widać od razu. Zbyt mocny e-rower może już przejechać obok patrolu

Manetka gazu to najprostszy sygnał ostrzegawczy. Widać ją na kierownicy. Widać też, że użytkownik rusza bez pedałowania. Taki pojazd nie działa jak legalny rower elektryczny. Silnik nie tylko wspomaga jazdę, ale sam napędza jednoślad.

Gorzej z odblokowanym napędem. E-rower może nie mieć manetki, a mimo to wspomagać jazdę powyżej 25 km/h. Może też mieć silnik mocniejszy niż dopuszczalne 250 W. Tego nie da się ustalić samym spojrzeniem.

Tu potrzebna jest mobilna hamownia. Urządzenie pozwala sprawdzić moc napędu i moment, w którym wspomaganie przestaje działać. Bez niej patrol może obejrzeć rower i ocenić zachowanie kierującego. To często za mało, żeby postawić twardy zarzut.

Dlatego policyjne akcje łatwo kończą się mandatami za jazdę po chodniku, przejazd przez pasy czy czerwone światło. Z technicznymi przeróbkami jest trudniej. Bez hamowni i uważnego sprawdzania sprzętu zbyt mocny e-rower nadal może wyglądać jak zwykły rower.

kontrola drogowa roweru
Podczas akcji „Elektryczny Rower i Hulajnoga” policjanci odzyskali skradziony jednoślad. Nie wykryli jednak ani jednego nielegalnego e-roweru. | Zdjęcie: KMP Wrocław

Hulajnoga elektryczna też ma limit. Starszy model nie pozwala jechać szybciej

Podobny problem dotyczy hulajnóg elektrycznych. Nowe modele muszą spełniać konkretne wymagania techniczne. Chodzi m.in. o:

  • ograniczenie konstrukcyjne do 20 km/h
  • masę do 30 kg
  • brak siodełka
  • oświetlenie i wymagane odblaski
  • skuteczny hamulec
  • sygnał ostrzegawczy
  • numer identyfikacyjny
  • podpórkę zapewniającą stabilne ustawienie

Część wymogów zaczęła obowiązywać od 1 stycznia 2022 r. Dlatego hulajnogi kupione wcześniej mogą nie mieć niektórych elementów wymaganych od nowych pojazdów. Dotyczy to m.in. fabrycznej blokady prędkości, bocznych odblasków czy limitu masy. To nie daje jednak prawa do szybszej jazdy. Użytkownik hulajnogi elektrycznej nadal nie może przekraczać 20 km/h. Starszy sprzęt może nie mieć blokady, ale kierujący musi pilnować prędkości sam.

Nielegalny e-rower może kosztować ponad 4 tys. zł

Przerobiony e-rower nie kończy się na mandacie za jazdę po chodniku. Jeśli kontrola wykaże, że pojazd nie spełnia definicji roweru, robi się z tego znacznie droższa sprawa. W grę wchodzą konkretne kwoty:

  • 1500 zł za poruszanie się pojazdem niedopuszczonym do ruchu
  • 1600 zł kary z UFG za brak OC, jeśli pojazd powinien zostać potraktowany jak motorower
  • co najmniej 1500 zł grzywny za jazdę bez wymaganych uprawnień
  • do 3 lat zakazu prowadzenia pojazdów za brak uprawnień
  • 1500 zł za jazdę motorowerem po chodniku
  • 100 zł za korzystanie z drogi dla rowerów pojazdem, który rowerem już nie jest

Rachunek szybko przekracza 4 tys. zł. A to nadal wariant bez kolizji. Po potrąceniu pieszego albo zderzeniu z innym rowerzystą dochodzi jeszcze odszkodowanie. Brak OC oznacza wtedy, że koszt szkody może spaść bezpośrednio na kierującego. Do tego dochodzi ryzyko utraty gwarancji. Część producentów napędów wykrywa tuning i blokuje wspomaganie po manipulacji przy ograniczniku. Wtedy „tania przeróbka” może skończyć się także drogą wizytą w serwisie.

kontrola drogowa
Mobilna hamownia przy kontroli e-rowerów to w Polsce wciąż rzadki widok. | Zdjęcie: KMP Gdańsk

Policja nie może patrzeć tylko na wykroczenia. Musi sprawdzać też sprzęt

Akcje wymierzone w rowerzystów i użytkowników hulajnóg są potrzebne. Jazda po chodniku, przejazd przez przejście dla pieszych czy ignorowanie świateł realnie zagrażają pieszym. Problem w tym, że kontrola elektrycznych jednośladów nie może kończyć się na dzwonku, światłach i mandacie za chodnik.

Do skutecznych kontroli potrzebne są mobilne hamownie. To one pozwalają sprawdzić moc silnika i odcięcie wspomagania przy 25 km/h. Dziś taki sprzęt pojawia się głównie przy jednorazowych, pokazowych akcjach. Przez większość roku nielegalne e-rowery jeżdżą więc bez realnej kontroli technicznej. Patrol może ukarać za przejazd przez pasy albo czerwone światło. Może też zauważyć manetkę gazu. Bez hamowni nie sprawdzi jednak szybko, czy rower nie jest w praktyce motorowerem bez tablic i OC.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również