25 października 2025

Były szef Stellantisa wieszczy jego koniec. Pojawia się chiński wątek

Carlos Tavares

Człowiek, który kiedyś był prezesem Stellantisa, teraz wieszczy koncernowi smutną przyszłość. Carlos Tavares wie coś, czego nie wiemy my, czy tylko lubi szum wokół siebie? Ciężko stwierdzić, ale jest szansa, że… i to, i to.

  • Carlos Tavares wydał książkę, w której szeroko omawia sprawy związane z przyszłością Stellantisa
  • W jego opinii sojusz może nie przetrwać próby czasu
  • Europejskie marki należące do koncernu mogłyby dostać się pod wpływy któregoś z chińskich koncernów

Carlos Tavares w grudniu ubiegłego roku w nieco zaskakujących okolicznościach zrezygnował ze stanowiska prezesa Stellantisa, a teraz znów wywołuje burzę. O co chodzi? Otóż w swojej najnowszej książce Portugalczyk wprost sugeruje, że los motoryzacyjnego giganta wisi na włosku.

„Obawiam się, że niełatwy sojusz między Włochami, Francją i Stanami Zjednoczonymi może się załamać” – pisze były CEO koncernu. Czyli coś w stylu „skoro mnie nie ma, to i tak sobie nie poradzicie”? Trochę tak to wygląda.

W każdym razie Tavares jest też zdania, że jego odejście osłabiło wpływy „francuskich interesów”, które – jak twierdzi – były lepiej chronione, gdy sam stał na czele firmy. Wśród możliwych scenariuszy na przyszłość roztacza wizję, w której jakiś chiński producent przejmuje europejskie marki Stellantisa.

A Amerykanie? Mieliby odzyskać pełną kontrolę nad swoimi.

Carlos Tavares: wiem coś, czego nie wiecie wy?

Natomiast musimy uczciwie przyznać, że nie jest to jednak wizja tak całkowicie oderwana od rzeczywistości. Stellantis, mający aż 15 marek w swoim portfolio (razem z chińskim Leapmotorem), od dłuższego już czasu zmaga się z napięciami między frakcjami z Europy i z USA.

Ogólnie era Tavaresa naznaczona była m.in. obsesją cięcia kosztów i – poniekąd – pewnym faworyzowaniem Europy. Amerykanie uważają więc, że działo się to wszystko kosztem Chryslera, Dodge’a czy Jeepa, a kondycja tych marek budzi dziś coraz większy niepokój u osób obserwujących scenę motoryzacyjną. Zwłaszcza tę amerykańską, choć trudno oprzeć się wrażeniu, ze i niektóre europejskie marki giganta ledwo zipią.

W tym kontekście nie dziwi więc specjalnie fakt, że związki zawodowe w USA otwarcie nie znosiły Tavaresa. Do tego stopnia, że – jak przypomina portal Carscoops – powstała nawet witryna „Sh!t Can Carlos” (dosł. „Carlos g**o może”).

Rozpad Stellantis? Wszystko może się zdarzyć

Po odejściu Portugalczyka zarząd Stellantisa nie próbował nawet udawać, że rozstanie nastąpiło w zgodzie. Tavares natomiast postanowił opowiedzieć własną wersję wydarzeń – i wygląda na to, że dopiero teraz zaczyna się kolejny rozdział tej korporacyjnej dramy.

Co z niej wyniknie? Ciężko na razie jednoznacznie przewidzieć. Wygląda jednak na to, że koncern wchodzi w dość ważny dla siebie okres. Pytanie, czy i jak go przetrwa?