Jechałem autostradą bez trzymanki. Ta marka pozwala to robić legalnie
Mikołaj Adamczuk

Ford BlueCruise pozwala na wybranych odcinkach autostrad zdjąć ręce z kierownicy i zdać się na elektronikę. Sprawdziłem, jak działa taki system i czy faktycznie można mu zaufać.
- BlueCruise utrzymuje samochód na pasie, kontroluje prędkość i odstęp od poprzedzającego auta
- Kierowca może jechać bez trzymania kierownicy, ale system cały czas pilnuje jego uwagi
- System w Polsce działa póki co tylko na autostradach, a nie trasach ekspresowych
Czy samochody będą kiedyś jeździć – zgodnie ze swoją polską nazwą – całkiem same? Przeróżni futuryści wróżą to od dekad. I rzeczywiście, prace nad pojazdami autonomicznymi trwają i nabierają tempa. Wizja, w której kierowca stanie się w samochodzie jedynie pasażerem, jest coraz bardziej realna. Obecnie na drodze bardziej stają już przepisy niż sama technologia.
Pytanie brzmi: czy kierowcy faktycznie tego chcą?
W moim przypadku odpowiedź brzmi „to zależy”. Wizja świata, w którym nie mógłbym już sam prowadzić auta i ze wszystkiego wyręczałaby mnie maszyna, od razu psuje mi humor. Nie móc cieszyć się jazdą po krętej, malowniczej drodze w ulubionym samochodzie? Coś strasznego!
To trochę tak, jakby ktoś wymyślił rewolucyjne tabletki, które wystarczy rano łyknąć, popić wodą i dostarczyć sobie w ten sposób kalorie na cały dzień. Dość ze smażeniem, krojeniem, grillowaniem, maczaniem w sosie i dokładaniem sobie deseru. Byłoby szybciej, łatwiej i zdrowiej. Ale życie stałoby się uboższe.
Z drugiej strony, są też takie chwile (i jest ich całkiem sporo), kiedy jazda samochodem nie ma wiele wspólnego z przyjemnością. Stanie w korku trudno kochać. A gdy listopadowym spotkaniu w innym mieście muszę wracać jeszcze przez trzy godziny po autostradzie w deszczu po ciemku, naprawdę wolałbym oddać stery autu i… iść na drzemkę.
To jeszcze nie ta era
O drzemce nie ma mowy, ale systemy jazdy półautonomicznej są już coraz bardziej zaawansowane i pozwalają na więcej niż kilka lat temu. Idą za nimi przepisy. O ile jeszcze nie tak dawno temu samochody upominały głośnym pikaniem kierowcę o tym, że musi trzymać kierownicę, o tyle teraz powoli się to zmienia. Przykładem może być system Ford BlueCruise, który właśnie przetestowałem – i to w Polsce. W pełni legalnie.
Co właściwie robi Ford BlueCruise?
BlueCruise pozwala podczas jazdy autostradą zdjąć ręce z kierownicy i nie używać pedałów. Samochód utrzymuje prędkość i odstęp od poprzedzającego pojazdu, hamuje, przyspiesza oraz prowadzi auto środkiem pasa. Może działać również w korku, aż do całkowitego zatrzymania.
Nie jest to jednak oczywiście samochód autonomiczny. BlueCruise pozostaje systemem wspomagania kierowcy poziomu 2 według klasyfikacji SAE. Określenie „poziom 2+” bywa używane w branży dla bardziej rozbudowanych systemów tego typu, ale formalna skala SAE nie przewiduje osobnego poziomu 2+. Na poziomie 2 to człowiek cały czas prowadzi samochód w sensie odpowiedzialności za jazdę i musi nadzorować działanie systemu.

Różnica względem zwykłego aktywnego tempomatu z centrowaniem na pasie jest prosta i łatwo odczuwalna za kierownicą: BlueCruise został dopuszczony do działania bez trzymania rąk na kierownicy. Ford określa tę zasadę jako „hands-off, eyes-on” – ręce mogą odpocząć, ale oczy muszą pozostać skierowane na drogę.
Potrzebna jest Niebieska Strefa – czyli Blue Zone
Drugim warunkiem jest miejsce. BlueCruise można uruchomić wyłącznie na wcześniej zmapowanych i zatwierdzonych odcinkach dróg nazwanych przez Forda Blue Zones. W Polsce to autostrady. Za granicą czasami także podobne drogi szybkiego ruchu z fizycznie rozdzielonymi kierunkami jazdy.
System wie, gdzie znajduje się samochód, dlatego nie wystarczy wyjechać na dowolną prostą drogę i włączyć tempomat. Ford podaje obecnie ponad 139 tys. km dróg w Europie, na których możliwa jest jazda bez trzymania kierownicy. BlueCruise działa w 16 europejskich krajach, w tym w Polsce, Niemczech, Czechach, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Wielkiej Brytanii, Austrii, Belgii, Danii, Grecji, Holandii, Norwegii, Portugalii, Szwecji i na Węgrzech.

Nie oznacza to przy tym, że każdy metr zaznaczonej autostrady będzie zawsze dostępny. Roboty drogowe, nieczytelne oznakowanie poziome czy nieodpowiednie warunki atmosferyczne mogą sprawić, że system nie pozwoli na jazdę bez użycia rąk albo poprosi kierowcę o przejęcie prowadzenia.
Samochód najpierw sprawdza drogę i kierowcę
BlueCruise rozwija możliwości inteligentnego tempomatu adaptacyjnego. Samochód obserwuje oznakowanie pasa, ruch przed sobą i znaki drogowe. Jeżeli znajduje się w Blue Zone i warunki są odpowiednie, na cyfrowych zegarach pojawia się komunikat informujący, że można uruchomić jazdę bez trzymania kierownicy. Po aktywacji ekran zmienia wygląd i otrzymuje charakterystyczne niebieskie elementy.
Pas zmienia kierowca
BlueCruise prowadzi samochód w obrębie wybranego pasa, ale nie przejmuje wszystkich manewrów. W obecnej europejskiej wersji włączenie kierunkowskazu powoduje wstrzymanie jazdy bez użycia rąk. Kierowca wykonuje zmianę pasa, po czym system może ponownie przejąć centrowanie samochodu na pasie.
Podobnie dzieje się po wyjechaniu poza zatwierdzony obszar. BlueCruise informuje wtedy o konieczności ponownego przejęcia prowadzenia. Naciśnięcie pedału hamulca anuluje działanie systemu.

To ważna różnica względem tego, co często wyobrażamy sobie pod hasłem „jazda autonomiczna”. BlueCruise nie wybiera sam trasy, nie przejeżdża przez skrzyżowania i nie pozwala kierowcy zająć się czymś innym. Automatyzuje najbardziej monotonną część jazdy autostradowej: pilnowanie pasa, prędkości i odległości.
Jak BlueCruise sprawdza się podczas jazdy?
Sprawdziłem system w Kudze i w Pumie. Pierwsze wrażenie (niezależnie od modelu) jest nietypowe: przyzwyczaiłem się do tego, że gdy zdejmie się ręce z kierownicy w nowoczesnym aucie, natychmiast jesteśmy upominani odpowiednim komunikatem. Tymczasem tutaj można to robić bez problemu.
Oczywiście, można dyskutować o tym, czy ma to wielki sens: nie ma mowy o tym, by „uwolnionymi” rękami sięgnąć np. po telefon. Nawet dłuższe zagapienie się przez boczną szybę albo w lusterko skutkuje pojawieniem się ostrzeżenia. Jeśli kierowca długo nie będzie patrzył na drogę i zignoruje pouczenia, Blue Cruise w końcu się wyłączy.
System ma dwie wady
Myślę jednak, że obydwie można dość łatwo rozwiązać za pomocą aktualizacji. Po pierwsze – w Polsce działa tylko na autostradach, podczas gdy więcej mamy ekspresówek, mają zbliżone parametry i spokojnie można by było korzystać z systemu również na nich. Przedstawiciele Forda zapewniają, że prace nad tym, by BlueCruise był dozwolony do używania także na trasach z zielonymi tablicami, trwają.

Po drugie, system działa tylko do 130 km/h. Wiem, że to maksymalna dozwolona prędkość w wielu europejskich krajach – ale skoro w Polsce na autostradach można jechać o 10 km/h szybciej, trochę szkoda, że nie jest to możliwe.
Poza tym, BlueCruise działa bardzo dobrze
Na początku miałem wrażenie, że auto nieco myszkuje w obrębie pasa ruchu, próbując się wycentrować – później było już lepiej. Auto jedzie płynnie, utrzymuje odpowiednie odstępy i nie straszy zbyt późnym hamowaniem. Radzi sobie także przy pełnym zatrzymaniu i w korku.
Słowem – faktycznie pomaga kierowcy i nie dodaje do jazdy zbędnego stresu. Nie jest to jazda autonomiczna i nie ma mowy o sytuacji, w której siadam zmęczony za kółkiem, wyciągam książkę i po dwóch godzinach orientuję się, że jestem na miejscu: ale to mały krok w tę stronę.
Ile to kosztuje?
Zaawansowane systemy wspomagające dawniej wymagały wielkich dopłat i występowały w topowych modelach: miło więc, że Ford podszedł do sprawy dość „demokratycznie”.
W Europie BlueCruise zadebiutował w dość drogim Mustangu Mach-E, ale od 2026 r. Ford oferuje system także w Pumie, Pumie Gen-E, Kudze i Rangerze PHEV. Samochód musi mieć automatyczną skrzynię biegów i odpowiedni pakiet systemów wspomagających.

Puma 1.0 EcoBoost Hybrid 125 KM PowerShift Titanium z pakietem Driver Assistance i bezterminowym BlueCruise kosztuje od 107 950 zł. To obecnie najtańszy Ford pozwalający legalnie zdjąć ręce z kierownicy na odpowiednich odcinkach autostrady.
Sama Puma startuje od 87 500 zł, ale bazowa wersja ma manualną skrzynię. Kuga 2.5 Full Hybrid kosztuje od 139 200 zł, Puma Gen-E BlueCruise od 157 300 zł, Mustang Mach-E od 209 250 zł, a Ranger PHEV od 154 900 zł netto.
BlueCruise można najpierw wypróbować przez 90 dni za darmo. Później kosztuje 115 zł miesięcznie lub 1300 zł rocznie. Dostęp bezterminowy wyceniono na 6250 zł, choć w specjalnych wersjach Pumy i Pumy Gen-E jest już wliczony w cenę auta.
Czy warto?
Jeśli ktoś bardzo dużo jeździ w trasy, to dodatek warty przemyślenia – tyle że póki co dla tych, którzy poruszają się po autostradach, a nie po ekspresówkach. Ewentualnie, warto dopłacić, gdy po prostu często wyruszamy za granicę. BlueCruise nabierze o wiele więcej sensu, gdy stanie się dostępny także na polskich trasach typu „S”. Powitałbym z uśmiechem także możliwość zmiany pasa po włączeniu kierunkowskazu.

To jeszcze nie jest jazda autonomiczna – i dobrze. Przyszłość bez kierowcy wcale nie brzmi kusząco. Ale im mniej muszę robić w czasie jazdy po najbardziej monotonnych fragmentach trasy, tym lepiej. Co nie znaczy, że później, gdy droga robi się kręta i malownicza, nie będę chciał przejąć sterów. I wtedy chciałbym, by samochód jak najmniej mi w tym przeszkadzał. A z tym w najnowszych modelach różnych marek bywa różnie...
Redaktor prowadzący OTOMOTO News. Wcześniej pracował jako zastępca redaktora naczelnego i wydawca w portalu Autoblog.pl, współpracował także z wieloma innymi mediami motoryzacyjnymi i nie tylko: zarówno internetowymi, jak i drukowanymi. Specjalizuje się w testach i premierach samochodów, ale nie stroni też od klasyków, historii i ciekawostek z najbardziej egzotycznych rynków. Prywatnie miłośnik aut z gwiazdą lub… wieloma gwiazdami na masce.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsDodaj do źródeł GoogleCzytaj również

Ulubiona Toyota z przeszłości powraca. W latach 90. była nie do pokonania

ID. Tiguan: Volkswagen wraca do korzeni. Koniec eksperymentów

Fotoradary w Polsce na skraju bankructwa? Ministerstwo pokazało, co stanie się za dekadę

Porsche się nie poddaje. Archaiczny element zostanie tak długo, jak tylko się da

Rowerem lub e-hulajnogą do szkoły. Jeden błąd i polisa szkolna dziecka nie zadziała

Nowy Volkswagen już dostępny w najtańszej wersji. Co dostaniesz za 99 990 zł?
Ostatnie artykuły
- Jechałem autostradą bez trzymanki. Ta marka pozwala to robić legalnie
- Ulubiona Toyota z przeszłości powraca. W latach 90. była nie do pokonania
- ID. Tiguan: Volkswagen wraca do korzeni. Koniec eksperymentów
- Fotoradary w Polsce na skraju bankructwa? Ministerstwo pokazało, co stanie się za dekadę
- Porsche się nie poddaje. Archaiczny element zostanie tak długo, jak tylko się da
- Rowerem lub e-hulajnogą do szkoły. Jeden błąd i polisa szkolna dziecka nie zadziała
- Nowy Volkswagen już dostępny w najtańszej wersji. Co dostaniesz za 99 990 zł?
- Ostatnie takie ceny paliw. CPN kończy się w poniedziałek
- Dostałeś mandat autem w leasingu? Możesz zapłacić jeszcze dodatkowo
- Takiego Volkswagena jeszcze nie było. Miłośnicy mogą być nieco rozczarowani