Volkswagen chce chińskiej technologii w Europie. Może zaoszczędzić miliardy
Mikołaj Adamczuk

Volkswagen może zacząć stosować w europejskich samochodach technologię opracowaną w Chinach wspólnie z Xpengiem. Powód jest prosty – nowe rozwiązanie jest znacznie tańsze, a według niemieckich mediów koncern może dzięki niemu zaoszczędzić nawet 5 mld euro, czyli 22 mld zł.
- Chińska technologia może trafić do przyszłych Volkswagenów, Skód i Cupr.
- Według nieoficjalnych wyliczeń oszczędności mogą sięgnąć 4–5 mld euro.
- Taki ruch może zmienić rolę Riviana, z którym Volkswagen rozwija równolegle własne oprogramowanie.
Jeszcze niedawno plan Volkswagena był dość prosty. Samochody sprzedawane w Chinach miały korzystać z technologii rozwijanej na miejscu, natomiast auta dla Europy miały dostać rozwiązania przygotowywane m.in. wspólnie z amerykańskim Rivianem. Teraz ten podział może się zmienić.
Według „Manager Magazin” szef marki Volkswagen Thomas Schäfer chce wykorzystać w europejskich modelach rozwiązania stworzone pierwotnie właśnie dla Chin. Chodzi o China Electronic Architecture (CEA), czyli nową architekturę elektroniczną opracowaną przy współpracy Volkswagena z Xpengiem.
Volkswagen oficjalnie nie komentuje tych doniesień, ale jeśli plan zostanie zaakceptowany, CEA może trafić do dużej części przyszłych modeli Volkswagena, Skody i Cupry.
Co właściwie Volkswagen chce przenieść z Chin?
Nie chodzi o ekran, system multimedialny czy pojedynczą aplikację. CEA to elektroniczny „kręgosłup” samochodu. Odpowiada za to, jak komunikują się ze sobą sterowniki, systemy pokładowe, multimedia, napęd czy systemy wsparcia kierowcy.
Nowoczesne samochody mają dziesiątki elektronicznych modułów. Volkswagen chce ograniczyć ich liczbę i zastąpić część z nich kilkoma mocnymi komputerami obsługującymi większe fragmenty auta.

Dzięki temu samochód może być prostszy w produkcji, łatwiejszy w aktualizowaniu i tańszy w rozwijaniu. System obsługuje również zdalne aktualizacje over-the-air (OTA), czyli możliwość wgrywania nowego oprogramowania bez wizyty w serwisie. Volkswagen podawał wcześniej, że zastosowanie CEA pozwala ograniczyć liczbę elektronicznych sterowników nawet o około 30%.
Chińska technologia już jeździ
To ważne, bo nie mówimy o projekcie, który istnieje wyłącznie w komputerach inżynierów. Pierwsze samochody korzystające z CEA są już produkowane w Chinach. Jednym z nich jest Volkswagen ID. UNYX 07.
Całą architekturę udało się przygotować wyjątkowo szybko. Od rozpoczęcia projektu do uruchomienia produkcji seryjnej minęło około 18 miesięcy. Dla Volkswagena to szczególnie istotne. Przez ostatnie lata koncern miał duże problemy z tworzeniem własnego oprogramowania, a opóźnienia po stronie Cariada wpływały nawet na terminy premier nowych modeli. Tymczasem chiński zespół pokazał, że podobny projekt można zrealizować znacznie szybciej.

Volkswagen może zaoszczędzić nawet 22 mld zł
Najważniejszym argumentem są jednak koszty. Według informacji niemieckiego „Manager Magazin” zastosowanie chińskiej architektury w popularnych modelach koncernu mogłoby przynieść od 4 do 5 mld euro oszczędności, czyli około 17,6–22 mld zł. Różnica ma wynikać przede wszystkim z kosztów pracy i tempa rozwoju.
Według nieoficjalnych wyliczeń godzina pracy przy projekcie rozwijanym wspólnie przez Volkswagena i Riviana w Stanach Zjednoczonych może kosztować około cztery razy więcej niż podobna praca wykonywana w chińskim centrum Volkswagena w Hefei.
W przypadku jednego modelu różnice również mogą być ogromne. Według medialnych doniesień opracowanie samochodu pokroju przyszłego elektrycznego Tiguana przy wykorzystaniu chińskiej technologii mogłoby kosztować około 8000 euro mniej, czyli około 35 tys. zł na samochód.
To na razie nieoficjalne wyliczenia, ale sam Volkswagen już wcześniej przyznawał, że rozwiązania rozwijane w Chinach pozwalają znacząco obniżyć koszty.
Które samochody mogą dostać chińską technologię?
Według doniesień propozycja dotyczy przede wszystkim popularnych modeli elektrycznych. Wśród potencjalnych kandydatów wymieniane są m.in. przyszły ID. Golf, elektryczny następca Tiguana oraz duży rodzinny model, który mógłby w przyszłości zastąpić dzisiejszego Passata albo ID.7.

Podobne rozwiązania mogłyby trafić również do samochodów Skody i Cupry. To właśnie w tych segmentach cena ma szczególne znaczenie. Volkswagen musi coraz mocniej konkurować z chińskimi producentami, którzy oferują w Europie coraz bardziej dopracowane samochody elektryczne, często za niższe pieniądze.
Obniżenie kosztów rozwoju może więc pomóc Volkswagenowi zejść z cenami bez tak mocnego cięcia marży.
A co z Rivianem?
Volkswagen zainwestował miliardy dolarów we współpracę z amerykańskim Rivianem. Wspólnie rozwijają nową architekturę elektroniczną i oprogramowanie, które ma trafić do przyszłych samochodów grupy.
Projekt jest już mocno zaawansowany. Volkswagen i Rivian testują samochody wykorzystujące nowe rozwiązania, a technologia ma w przyszłości znaleźć zastosowanie m.in. w Volkswagenach, Audi i samochodach marki Scout.
Jeżeli jednak tańsza architektura z Chin rzeczywiście trafi do dużej części europejskich modeli, rola Riviana może się zmniejszyć. Nie musi to oznaczać końca współpracy. Bardziej prawdopodobny jest podział – chińska technologia mogłaby trafić do popularniejszych, tańszych modeli, natomiast rozwiązania opracowywane z Rivianem pozostałyby w droższych samochodach albo na innych rynkach.

Volkswagen uczył się od Chińczyków. Teraz może wykorzystać to w Europie
Jeszcze kilka lat temu europejscy producenci traktowali Chiny przede wszystkim jako ogromny rynek sprzedaży. Dzisiaj coraz częściej właśnie tam powstają technologie, które później mogą trafiać do samochodów oferowanych również w Europie.
Współpraca VW z Xpengiem rozpoczęła się jako sposób na przyspieszenie rozwoju samochodów przeznaczonych dla Chin. Teraz okazuje się, że opracowana tam technologia może być na tyle szybka i tania w rozwijaniu, że koncern rozważa zastosowanie jej również u siebie.
Jeśli plan Thomasa Schäfera zostanie zatwierdzony, za kilka lat europejski Volkswagen, Skoda czy Cupra mogą korzystać z elektroniki opracowanej pierwotnie dla chińskich modeli. Paradoksalnie, chińska technologia może pomóc Volkswagenowi skuteczniej konkurować z chińskimi markami w Europie. Co na to klienci? Pytanie, czy zauważą różnicę – i jakiej jakości będą azjatyckie rozwiązania.
Redaktor prowadzący OTOMOTO News. Wcześniej pracował jako zastępca redaktora naczelnego i wydawca w portalu Autoblog.pl, współpracował także z wieloma innymi mediami motoryzacyjnymi i nie tylko: zarówno internetowymi, jak i drukowanymi. Specjalizuje się w testach i premierach samochodów, ale nie stroni też od klasyków, historii i ciekawostek z najbardziej egzotycznych rynków. Prywatnie miłośnik aut z gwiazdą lub… wieloma gwiazdami na masce.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Dodaj Otomoto.pl News do źródeł Google.
Dodaj do źródeł GoogleCzytaj również

Odblaski mogą zmylić samochód. ADAC ujawnił groźną wadę systemów hamowania

Czy to flagowe BMW? Nie, to nowy SUV z Chin. Jest też bardziej rodzinna wersja

Rachunek za diesla rośnie. Znamy ceny maksymalne na środę

Ceny hurtowe diesla rosną. Kiedy tankować przed wyjazdem na Wszystkich Świętych?

JAECOO 7 na trzy sposoby. Którą wersję wybrać?

A2 coraz droższa. Rząd sprawdza, czy można zakończyć umowę koncesyjną
Ostatnie artykuły
- Odblaski mogą zmylić samochód. ADAC ujawnił groźną wadę systemów hamowania
- Czy to flagowe BMW? Nie, to nowy SUV z Chin. Jest też bardziej rodzinna wersja
- Rachunek za diesla rośnie. Znamy ceny maksymalne na środę
- Volkswagen chce chińskiej technologii w Europie. Może zaoszczędzić miliardy
- Ceny hurtowe diesla rosną. Kiedy tankować przed wyjazdem na Wszystkich Świętych?
- JAECOO 7 na trzy sposoby. Którą wersję wybrać?
- A2 coraz droższa. Rząd sprawdza, czy można zakończyć umowę koncesyjną
- Polacy zmieniają sposób kupowania samochodów. Chińskie marki przyspieszają ten proces
- Reflektory LED stają się zmorą kierowców. Co czwarty ma dość jazdy nocą
- Google Maps z ważną nowością w CarPlay. Sprawdziliśmy, działa już po polsku